Giełda w czasie pandemii może pozytywnie zaskoczyć

Giełda w czasie pandemii może pozytywnie zaskoczyć

Giełda, zdj. ilustracyjne
Giełda, zdj. ilustracyjne Źródło: Shutterstock / everything possible
Czy w trakcie pandemii warto wchodzić na giełdę? Tegoroczne debiuty pokazują, że jak najbardziej. Optymistycznie wyglądają też poczynania spółek z wieloletnim stażem na rodzimym parkiecie. Pozyskiwanie kapitału w ten sposób może być w trudnych czasach strzałem w dziesiątkę.

Rok 2020 nie rozpieszcza nikogo, w zasadzie wszystkie dziedziny życia zdominowała pandemia koronawirusa. Nie ma żadnego innego czynnika, który tak wpływałby na codzienność, także tę na rynkach finansowych. Bardzo niskie stopy procentowe sprawiły, że depozyty w bankach jako forma oszczędzania mocno straciły na atrakcyjności. W Polsce doszło nawet do tego, że od lutego do września z lokat bankowych odpłynęło prawie 70 miliardów złotych.

Depozyty i inne zobowiązania do 2 lat włącznie MIF wobec gospodarstw domowych i przedsiębiorstw

Ta ogromna suma pieniędzy nie „wyparowała” magicznie z rynku, ona wciąż na nim jest, ale w różnych formach. Część tej kwoty mogła się przenieść na rynek kapitałowy, który mimo pandemii poczyna sobie dobrze. Początek roku oczywiście był trudny: drastyczny spadek wycen spółek giełdowych, spowodowany paniczną reakcją inwestorów na wybuch pandemii, sprawił, że giełdzie przyglądano się jeszcze uważniej.

Tyle tylko, że ta sytuacja wywołała reakcję łańcuchową: mniejsza wycena przyciągnęła na parkiet szerokie grono nowych uczestników. Od początku roku do końca października, uwzględniając wrześniową korektę, w biurach maklerskich otwarto nieco ponad 54 tys. rachunków inwestycyjnych. Najwięcej z tego otworzono w marcu, zaraz po tym, gdy pandemia zatrzęsła globalnymi gospodarkami.

– W tym roku mieliśmy najwyższy napływ inwestorów indywidualnych od lat. Ultra niskie stopy procentowe wpłynęły na decyzję szerokiej grupy Polaków o poszukiwaniu dodatkowych źródeł pomnażania oszczędności, alternatywnych do lokat bankowych. Poza tym, na GPW, obok lokalnych inwestorów instytucjonalnych, inwestują także podmioty zagraniczne, w tym fundusze globalne. Taki mix inwestorski wpływa na atrakcyjność naszego rynku kapitałowego – mówi Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

Tę sytuację napędzała jeszcze jedna rzecz – niskie stopy procentowe na lokatach. Trzymanie pieniędzy w banku na ten moment jest niespecjalnie opłacalne, a to sprawiło, że jeszcze chętniej szukano nowych sposobów na lokowanie pieniędzy. To stworzyło nową okazję dla polskich firm. Skoro są chętni do inwestowania, to w trakcie pandemii, właśnie parkiet warszawskiej giełdy może być miejscem na pozyskiwanie funduszy na dalszy rozwój. Przykłady debiutów na GPW z ostatnich miesięcy potwierdzają tylko, że na parkiecie jest kapitał dla firm.

Debiutanci 2020 roku

W tym niespokojnym roku na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie zadebiutowały trzy spółki, a na tym mniejszym, NewConnect – 11. Tegoroczną gwiazdą niewątpliwie jest Allegro, które weszło na giełdę z wielkim hukiem. Był to największy debiut w historii GPW o wartości 9,2 mld zł. Akcje w IPO wyceniono na 43 zł, a pierwsza sesja przyniosła spółce kurs rzędu 70 zł.

Udany debiut Allegro potwierdził również pewien „standard” roku 2020, który premiuje spółki związane z technologiami, e-commerce czy gamingiem. Aż 9 debiutujących na NewConnect firm działa właśnie w branży cyfrowej, jedna zajmuje się biotechnologią, a „rodzynkiem” pozostaje firma, która produkuje odzież i obuwie. To właśnie spółki technologiczne chętniej wchodzą na parkiet, korzystając z tej swoistej podwójnej premii, jaką daje debiut w obecnych czasach. Po pierwsze, biznesy powiązane z technologiami lżej odczuły skutki pandemii, a po drugie: traktowane jako pewniejsze, szybko zyskują zainteresowanie inwestorów.

Na początku października GPW została światowym liderem pod względem liczby notowanych producentów gier. Boom na firmy z tzw. nowej ekonomii widać także po zachowaniu giełdowych indeksów technologicznych – WIG.GAMES, WIGTech i WIG-Informatyka – które w ostatnich miesiącach poszybowały w górę.

Zmiany indeksów na GPW

Takie wyniki osiągane na parkiecie, połączone ze wzmożonym zainteresowaniem inwestycjami wśród Polek i Polaków, mogą być sygnałem nie tylko dla chcących zarobić, ale też tych, którzy chcą zdobyć kapitał. Od początku pandemii inwestorzy wygenerowali rekordowe wartości obrotów, zarówno na Głównym Rynku GPW, jak i na NewConnect.

Chodzi tu o historyczne rekordy półroczne, miesięczne, jak i dzienne. W październiku obroty na Głównym Rynku były najwyższe w historii GPW i wyniosły 46,8 mld zł, o 191% więcej niż przed rokiem. Z kolei na rynku NewConnect w ubiegłym miesiącu łączna wartość obrotu akcjami wzrosła prawie czternastokrotnie rok do roku do poziomu 2,7 mld zł. Natomiast rekord dzienny obrotów akcjami na tym rynku, osiągnięty 9 października, wyniósł 260,6 mln zł.

Wbrew pandemii GPW stała się miejscem nie tylko wzrostów, ale też potencjalnego umocnienia się spółek zainteresowanych ekspansją i dalszym rozwojem. Biorąc pod uwagę wszechobecną na rynku rywalizację, decyzja o wejściu na giełdę często jest podyktowana chęcią, by nie pozostać w tyle za konkurentami. Jeżeli ci przymierzają się lub już są po debiucie, to jedyna droga „dogonienia ich” może prowadzić właśnie przez giełdę.

Wraz z uzyskaniem statusu spółki giełdowej rośnie też pozycja rynkowa – czyli forma inwestycji, na pozór niewidocznej. Banki szybciej będą współpracować z notowaną spółką, która wypełnia wszelakie rygory, jakie narzuca obecność na giełdzie. W wyścigu spółek o to, która jest bardziej innowacyjna, takie tradycyjne zaplecze może stanowić atut nie do pobicia. Może nie najważniejszym, choć dalej kluczowym, aspektem debiutu i funkcjonowania na GPW są oczywiście pieniądze. W pewnym momencie dotychczasowe metody finansowania biznesu mogą okazać się niewystarczające. Debiut może wygenerować zastrzyk kapitału, wraz z którym przyjdą inwestorzy, być może na długie lata.

Giełdowy weteran o debiutach sprzed lat

FFiL Śnieżka SA weszła na GPW, gdy nad giełdą czuwała jeszcze Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, a nie Komisja Nadzoru Finansowego. Spółka debiutowała w 2003 roku, a jak wspomina jej prezes Piotr Mikrut, było to otwarcie szeregu nowych możliwości.

– Z jednej strony krok ten pozwalał, aby kontrolę nad spółką nadal utrzymali jej założyciele oraz powiązane z nimi osoby i spółki, z drugiej natomiast dało to możliwość pozyskania dodatkowego kapitału, który otworzył możliwość skokowego rozwoju naszej Grupy Kapitałowej – mówi Mikrut. Dodaje, że w ten sposób założyciele utrzymali kontrolę nad spółką, bez utraty „tradycji i tożsamości” kosztem pozyskania kapitału.

Debiut dla Śnieżki stał się też okazją do zwiększenia zasobów finansowych i rzucenie rękawicy konkurentom z branży. A było o co walczyć – Polska wchodziła w 2004 roku do Unii Europejskiej. Tym samym nie tylko zyskiwała dostęp do unijnych funduszy, ale szerzej otwierała się na zagraniczny kapitał, przybywało więc firm, z którymi trzeba było się bić o wpływy na rynku.

Giełdowy debiut to też obowiązki, które, choć początkowo mogą wydawać się uciążliwe, to wraz z biegiem lat przynoszą kolejne, na pozór niewidoczne „zyski”. – Z perspektywy praktycznej istotny jest także wzrost transparentności i wiarygodności, co ułatwia np. współpracę z bankami i jest istotnym czynnikiem przy chęci pozyskiwania dodatkowych źródeł finansowania. Status spółki publicznej daje możliwość wyróżnienia się na tle innych spółek, pozycjonowania się jako marki silnej i stabilnej – podkreśla Mikrut.

Czy ta stabilność procentuje? Opłaca się nie tylko spółce, ale też inwestorom. Śnieżka wypłacała dywidendę 17 razy, od debiutu przeznaczyła na ten cel łącznie 402 miliony złotych.

Przykład Śnieżki zadaje też trochę kłam temu, że podczas pandemii COVID-19 spółki technologiczne mają „z górki” i ta, choć nie jest związana z tzw. nową ekonomią, dobrze radzi sobie w trudnym pandemicznym czasie. Po krótkim marcowym „tąpnięciu” Śnieżka nie tylko wróciła do kursów z końca 2019 roku, ale też utrzymuje stabilne notowania od miesięcy.

 0

Czytaj także