Wymiana pieców idzie opornie. W dwóch województwach żarty się skończyły

Wymiana pieców idzie opornie. W dwóch województwach żarty się skończyły

Dym z komina
Dym z komina / Źródło: Shutterstock / stefanphotozemun
Akcje edukacyjne i programy dopłat do wymiary pieca odniosły połowiczny skutek. Wciąż wielu z nas musi akceptować, że sąsiedzi palą byle czym i używają kopciucha. Można zgłosić takie naruszenie, ale nie ma gwarancji, że sąsiad zostanie zdyscyplinowany.

Z początkiem przyszłego roku w województwach śląskim i podkarpackim zacznie obowiązywać zakaz używania nieekologicznych urządzeń. Kto do tego czasu nie wymieni „kopciucha”, zapłaci karę w wysokości od 500 do 5 tys. zł. Kto zostawił wymianę pieca na ostatnią chwilę, może mieć problem, bo jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna” na rynku już teraz brakuje pomp ciepła i wysokiej klasy kotłów węglowych. Na liście oczekujących można się znaleźć nawet na 4 miesiące.

Choć od kilku lat wiadomo, że trzeba sukcesywnie wyzbywać się starych pieców, a państwo oferuje system dofinansowania, niektórzy nawet nie zainteresowali się tematem. Jedni nie mają sobie nic do zarzucenia, bo uważają, że co komu przeszkadza ich dym z komina, przecież „inni kopcą gorzej”, są też tacy, którzy uważają, że w swoim domu mogą robić co chcą. To bardzo opaczne rozumienie wolności. Niestety, dla dużego grona osób wymiana pieca jest poza zasięgiem finansowym, bo nawet pomimo istnienia dopłat nie są w stanie unieść tego ciężaru. Według danych Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków prawie połowa źródeł ciepła na paliwa to „kopciuchy”. Zdaniem ekologów w polskich domach wciąż są 3 mln pieców, które muszą zostać wymienione.

Obowiązek wymiany pieca to jedno, ale egzekwowanie wykonania tego obowiązku to już inna sprawa. O ile nie ma z tym większych problemów w miastach i średniej wielkości miasteczkach, to już na wsiach zwyczajnie nie ma komu prowadzić takich inspekcji. Tam, gdzie nie ma straży miejskich lub gminnych, mieszkańcy w praktyce nie mają możliwości skutecznego zgłoszenia interwencji. Trzy lata temu w całym kraju było 490 straży miejskich lub gminnych, czyli funkcjonowały one w co piątej gminie – alarmuje „DGP”.

Wprawdzie i na taką okoliczność przewidziana jest procedura - mieszkańcy mogą zgłaszać problem w gminnym wydziale ochrony środowiska – ale urzędnicy często odprawiają ich z kwitkiem. Za mało pracowników, nie ma kogo wysłać, urząd czynny tylko do 16…

Problemem są też zbyt wyrozumiali kontrolerzy. Przykładowo, w Rzeszowie w ubiegłym sezonie grzewczym (2020/2021) straż miejska podjęła 886 interwencji po zgłoszeniu przez mieszkańców lub na podstawie własnych obserwacji. Efekt? Pouczono 159 osób, a zaledwie cztery ukarano mandatami. Sporządzono też jeden wniosek o ukaranie do sądu. Lepiej jest w Krakowie, który wyrósł na prymusa w walce o lepsze powietrze. W sezonie 2020/2021 funkcjonariusze skontrolowali 2249 domów. Ujawnili 94 wykroczenia, nałożyli 37 mandatów karnych, przygotowali 41 notatek pod wniosek o ukaranie do sądu, pouczyli 16 osób.

W tym kontekście cieszy uchwała samorządowców ze Śląska, że po 1 stycznia, kiedy używanie pieców pozaklasowych i starszych niż 10-letnie będzie zabronione, skończy się pobłażanie dla tych, którzy nie dostosowali się. Koniec z wyjaśnieniami, że „nie wiedziałem” albo „zainstalują mi piec za tydzień”. Straże gminne i miejskie mają wystawiać mandaty.

Czytaj też:
Program „Czyste Powietrze”. Z dopłat na wymianę pieców skorzysta znacznie więcej osób

Opracowała:
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
 0

Czytaj także