Nowy szczep wirusa zahamował chęć do ryzyka. Inwestorzy w odwrocie

Nowy szczep wirusa zahamował chęć do ryzyka. Inwestorzy w odwrocie

Boris Johnson
Boris Johnson / Źródło: Shutterstock / Michael Tubi
Ograniczona płynność doskwiera rynkom w czasie, gdy dominuje chęć ucieczki od ryzyka. Nowa odmiana wirusa straszy inwestorów wyższym tempem rozprzestrzeniania, zmuszając do rewaluacji oczekiwań szybkości odbicia ożywienia. Ale skala wczorajszej przeceny dobrze nie odzwierciedla poziomu obaw.

Nie chcę deprecjonować zagrożenia z tytułu nowej odmiany wirusa – jest bardziej zakaźny, a zatem trudniejszy do opanowania. Ale nie można zapominać, że mutacja wirusa nie występuje w tym aspekcie, który miałby uodpornić wirusa na już rozprowadzane szczepionki. Tak samo nie można zapominać, że mamy 22 grudnia, co oznacza mniejszą płynność na rynkach i porządkowanie pozycji na koniec roku, co przy nasileniu ryzyk prowadzi do ucieczki do ryzyka.

Jednocześnie nie gaśnie całkowicie pozytywne nastawienie średnioterminowe, co kusi niektórych inwestorów do szukania w korektach okazji do zajęcia pozycji. Wczorajszy ostry zjazd na wszystkich aktywach ryzykownych (akcje, waluty, surowce) prawie bez żadnej obrony popytu, ale z późniejszym równie silnym odbiciem jest dobrym podsumowaniem panujących nastrojów.

Co z brexitem? Umowa tuż przed nowym rokiem?

Brexit także nie daje inwestorom spokojnie doczekać świąt. Informacje, że brytyjski parlament ma głosować nad umową handlową dopiero 30 grudnia, tylko potęguje niepewność. Co będzie, jak w partii rządzącej dojdzie do rebelii przeciwko warunkom porozumienia? Nie byłby to pierwszy raz, kiedy gierki polityczne w Westminsterze torpedowały negocjacje brexitu. Świeżym źródłem nadziei jest złagodzenie żądań premiera Johnsona odnośnie dostępu UE do brytyjskich łowisk.

Premier Wielkiej Brytanii oferuje teraz redukcję limitów o 1/3, a nie jak wcześniej o 60 proc. Ale UE, póki co godzi się tylko na zmniejszenie quoty o 25 proc. i według niektórych źródeł unijnych, nowa oferta dalej nie jest do zaakceptowania. To smutne, że na ostatnią chwilę spór sprowadza się do ułamków w temacie liczby złowionych ryb. I byłoby strasznie nieodpowiedzialne, aby z tego powodu do porozumienia nie doszło. Funt w dalszym ciągu ma szanse na ostatni rajd ulgi (choć pewnie bliżej 30 grudnia), ale po tym terminie relacje UE z Wielką Brytania nie zapowiadają się na bardziej ugodowe. Brexit nie zanosi się za pozytywny scenariusz dla GBP w 2021 r.

Zamieszanie na rynkach. Co na to złoty?

EUR/PLN utrzymuje podwyższone poziomy ponad 4,50. Globalna awersja do ryzyka nie omija polskiej waluty, ale złoty jest wrażliwy na przecenę po piątkowej interwencji NBP, który sprzedawał złotego. Dalej nie mamy oficjalnego stanowiska banku centralnego w tej sprawie, ale pojawiają się wypowiedzi członków RPP. Eryk Łon i Rafał Sura popierają interwencję i zwracają uwagę na korzyści osłabienia złotego dla konkurencyjności gospodarki. Nie „kupuję” tego wytłumaczenia.

Wątpliwe, aby NBP miał pójść drogą Szwajcarskiego Banku Narodowego i długofalowo powstrzymywać aprecjację złotego. Nie ma ku temu podstaw ani w danych o handlu (eksport radzi sobie dobrze), ani w inflacji (jest podwyższona). Jeśli osłabienie nie będzie trwale, a przy spodziewanej poprawie globalnego apetytu na ryzyko w 2021 r. jest to mało realne, polskie firmy prawie nic nie zyskają. Mało który podmiot zdecyduje się na zabezpieczenie przed ryzykiem umocnienia złotego na cały rok do przodu. Nie ma mowy o żadnym zarządzaniu ryzykiem walutowym, jeśli decyzja o zabezpieczeniu ekspozycji walutowej będzie uzależniona od wyczekiwania, czy NBP jeszcze bardziej osłabi złotego, czy nie. Chyba że NBP zależy, aby swoimi działaniami podkopać zaufanie inwestorów do Polski i złotego i tym kanałem zahamować aprecjację waluty. Genialna strategia.

Czytaj też:
Inwestorzy reagują na nowy szczep koronawirusa. Poruszenie na giełdach

Źródło: TMS Brokers / Konrad Białas
 0

Czytaj także