Kluby zmagają się z kryzysem

Kluby zmagają się z kryzysem

Dodano:   /  Zmieniono: 
photos.com
Kmita Zabierzów prawdopodobnie nie przystąpi do rundy wiosennej, niepewny jest także los Odry Opole, a kilka innych zespołów zmaga się z poważnymi kłopotami. Kryzys finansowy coraz mocniej daje się we znaki klubom piłkarskiej pierwszej ligi.
Dyrektor sportowy Warty Poznań Zbigniew Śmiglak uważa, że tabela ligowa idealnie odzwierciedla możliwości finansowe klubów. "Do dziewiątego miejsca jest w miarę stabilnie, ale im bardziej w dół, tym coraz gorzej" - powiedział Śmiglak.

Kłopoty finansowe zmusiły zarząd Kmity Zabierzów do podjęcia decyzji o wycofaniu drużyny z rozgrywek. Sygnały, że taki ruch może być podjęty, pojawiły się już pod koniec listopada 2008 r., kiedy z funkcji wiceprezesa zrezygnował główny sponsor klubu Kazimierz Duda. Jak tłumaczył, do czerwca chce odpocząć od futbolu, a następnie zainwestować w Sandecję Nowy Sącz, gdzie zresztą przeszło już kilku zawodników Kmity oraz trener tego zespołu Robert Moskal.

Zarząd klubu liczył, że sytuację uratuje znalezienie nowego sponsora strategicznego albo zwiększona pomoc Urzędu Gminy, który zadeklarował co prawda przeznaczenie na klub 250 tys. złotych, jednak suma ta, wobec braku innych sponsorów, okazała się niewystarczająca.

W Zabierzowie wciąż liczą jeszcze na cud, bo, jak poinformował członek zarządu klubu Tomasz Janik, w dalszym ciągu decyzja o wycofaniu zespołu z rozgrywek nie została wysłana do PZPN.

W bardzo trudnej sytuacji jest opolska Odra. Klub ma ponad półtora miliona długu i - jak na razie - żadnych szans na jego spłatę. Lekarstwem na kłopoty miała być sprzedaż gruntów, jakie klub otrzymał od miasta w wieczyste użytkowanie, jednak mimo zaawansowania rozmów do tej pory transakcja nie doszła do skutku. Teren jest ponownie wystawiony na sprzedaż, ale na razie nikt nie wykazuje nim zainteresowania. W poprzednim tygodniu w ramach protestu piłkarze odmówili wyjścia na trening.

Niepokojące wieści dochodziły też ze Stalowej Woli, jednak według słów trenera Stali Władysława Łacha mimo kłopotów finansowych fundusze na obóz przygotowawczy "mają być" i 18 lutego zespół powinien wyjechać do Gutowa Małego.

Nie napawa optymizmem sytuacja finansowa obu śląskich pierwszoligowców - GKS Jastrzębie i GKS Katowice.

W Katowicach na razie nie ma zapowiadanego od dawna sponsora strategicznego. Działacze sami przyznali, że przeinwestowali. Podpisali kontrakty z zawodnikami licząc na pieniądze, których nie mają.

Piłkarze maja za sobą "męskie" rozmowy z prezesem Janem Furtokiem, który nie owijając w bawełnę przedstawił mroczną rzeczywistość. Tym niemniej znalazły się środki na zgrupowanie, choć tylko krajowe, w Dzierżoniowie. Sytuację "Gieksy" dodatkowo komplikują wyniki. Na razie drużyna trenera Adama Nawałki jest ostatnia w tabeli.

W Jastrzębiu piłkarze już w listopadzie "starli" się z prezesem Joachimem Langerem i wobec zaległości finansowych odmówili wyjazdu na sparing. W połowie stycznia piłkarze dostali pensje za październik oraz wyrównanie za wrzesień. Mimo tych finansowych zawirowań pozyskano kilku nowych piłkarzy, w tym mających za sobą występy w ekstraklasie Jacka Wiśniewskiego i Krzysztofa Kukulskiego.

Prezes pierwszoligowego Gorzowskiego Klubu Piłkarskiego Sylwester Komisarek nie ukrywa, że klub odczuwa skutki kryzysu. Zapewnił jednak, że kibice mogą być spokojni o start drużyny w rundzie wiosennej.

"Jako sponsor strategiczny mogę zadeklarować, że GKP na pewno przetrwa do czerwca. O dłuższej perspektywie nie myślę. Jeśli recesja będzie się utrzymywać, nie wykluczam, że nie będę już stanie finansować klubu na takim poziomie jak obecnie" - powiedział PAP Komisarek.

Jak dodał, klub nie ma zaległości wobec piłkarzy i sztabu szkoleniowego, a fundusze pozwalają na realizację założonego planu przygotowań do drugiej części sezonu, choć pierwsze symptomy kryzysu są widoczne - z finansowania klubu wycofało się kilku sponsorów.

"Firmy, które nadal nas wspierają, zapowiadają znaczne zmniejszenie nakładów, niektórzy mówią nawet o 10-krotnym" - powiedział Komisarek, dodając, że praktycznie niemożliwe jest teraz pozyskanie nowych sponsorów.

Budżet GKP planowany jest na ok. 3,5 mln zł. 600 tys. zł ma pochodzić z miasta, a reszta - od sponsorów. "Jeśli w Gorzowie ma być zaplecze ekstraklasy, miasto musi w większym stopniu wziąć na siebie ciężar utrzymania klubu. Myślę tu o stworzeniu spółki akcyjnej z jego większościowym udziałem. Na takie rozwiązania zdecydowano się m.in. w Kielcach i Wrocławiu" - wyjaśnił prezes gorzowskiego klubu.

Jeden z najniższych budżetów w lidze ma poznańska Warta, jednak władze klubu nigdy go nie przekraczają. Zimą zrezygnowano z czterech graczy, a do tej pory nikogo w ich miejsce nie zatrudniono. Trener Bogusław Baniak stanął nawet przed dylematem - jechać na obóz w góry czy pozyskać nowych zawodników. Szkoleniowiec wybrał jednak zgrupowanie.

"Co prawda na naszych treningach pojawiają nowi piłkarze, ale nie ma pieniędzy na ich zatrudnienie" - powiedział Śmiglak, który dodał również, że klub zalega zawodnikom jedną pensję.

"Ostatnio pojawiła się szansa na uzyskanie pomocy ze strony władz miasta. Musimy przygotować odpowiedni biznesplan. Pracujemy też nad powołaniem spółki akcyjnej, co mogłoby ułatwić pozyskiwanie sponsorów. Do tego jeszcze jednak daleka droga" - dodał.

PZPN wyszedł już naprzeciw zespołom pierwszoligowym i z własnych pieniędzy będzie opłacał sędziów, delegata i obserwatora. "To kwota rzędu 70 tysięcy rocznie. Dla nas to dużo" - przyznał Śmiglak.

Nieco lepiej wiedzie się piłkarzom Tura z położonego 130 km od Poznania Turka, choć prezes Andrzej Opłatek przyznał, że do hurraoptymizmu bardzo daleko.

"Budżet mamy dopięty w 80 procentach. Zakładamy, że pozostałą część zdobędziemy w ciągu roku" - poinformował PAP i przyznał, że "oszczędzać nie ma za bardzo na czym".

"Skromne pensje otrzymuje tylko sekretarka i kierownik klubu, reszta ludzi związana z klubem działa społecznie. Owszem, można by renegocjować kontrakty piłkarzy, ale przecież się nie zgodzą" - stwierdził Opłatek.

Są jednak i kluby, których kryzys zdaje się nie dotykać.

"Póki co oszczędzać nie musimy, jednak nie możemy też liczyć na większe profity z umów sponsorskich - poinformował PAP prezes Znicza Pruszków Marek Śliwiński. - Z drugiej strony udało nam się trochę zaoszczędzić na kursie euro, bo nie planowaliśmy wyjazdu na zagraniczne zgrupowania, a za dwa krajowe obozy zapłaciliśmy wcześniej"

Inne problemy od większości pierwszoligowców ma także Widzew Łódź. Stabilizację finansową zapewnia klubowi Sylwester Cacek, do którego należał m.in. Dominet Bank, a jego majątek magazyn "Wprost" ocenił na 350 mln zł.. W styczniu przedłużono umowę sponsorską z firmą Carlsberg i do 2013 roku piłkarze Widzewa będą reklamować należącą do niej markę "Harnaś". Zimą zatrudniono też pracującego ostatnio w PGE GKS Bełchatów byłego selekcjonera reprezentacji Polski Pawła Janasa i byłego napastnika drużyny narodowej Radosława Matusiaka. Jedynymi problemami Widzewa są niezakończone sprawy dotyczące korupcji i licencji.

Pierwszoligowcy wrócą na boiska w połowie marca. Niewykluczone, że wcześniej zawarty zostanie kontrakt sponsorski z firmą Orange oraz nowa umowa na sprzedaż praw telewizyjnych.

pap, keb

Tygodnik "Wprost" zaprasza na debatę polityczną - transmisja online - szczegóły
http://www.wprost.pl/ar/153158/WPROST-zaprasza-na-debate/

 0

Czytaj także