Czy leci z nami pilot?

Czy leci z nami pilot?

Beneficjentami nowych przepisów są najczęściej urzędnicy, a konsumenci i przedsiębiorcy są jego ofiarami.

Blisko tysiąc ustaw w ubiegłej kadencji wyprodukował Sejm. Ten ustawodawczy festiwal zawiera mnóstwo błędów i niedorzeczności. Ustawy są niedopracowane merytorycznie, fragmentaryczne oraz stanowczo zbyt często zmieniane. I co najważniejsze, nie uwzględniają interesu przedsiębiorców i konsumentów. Przeprowadzona w 2010 r. przez Ministerstwo Gospodarki analiza 129 ustaw wskazała 148 różnych form reglamentacji działalności gospodarczej w postaci koncesji, licencji, wpisów do rejestrów, zezwoleń i pozwoleń. Łączny roczny koszt tych regulacji dla przedsiębiorców i obywateli został oszacowany na 133 mln zł, podczas gdy korzyści dla budżetu to ok. 8 mln zł. W szóstej kadencji Sejmu (2007-2011) uchwalone zostały 953 ustawy, z czego 70 proc. stanowiły nowelizacje istniejących aktów prawnych. Poza Sejmem nie ma takiej firmy, w której zarząd tolerowałby nawet choćby przez miesiąc marną, 30-procentową wydajność. Efektem jest jeszcze większe marnotrawstwo publicznych pieniędzy.

Termin określający aktywność twórców prawa w przewidywaniu skutków swojej działalności to tzw. ocena skutków regulacji (OSR). Zanim rząd wyśle do Sejmu projekt jakiejś ustawy, musi on przejść długą drogę ustaleń międzyresortowych, konsultacji,rzetelnego opracowania właśnie OSR. Tyle, że tego nie robi. Z raportu przygotowanego przez Kancelarię Domański, Zakrzewski, Palinka wynika, że w 93 proc. analizowanych przypadków prawodawca nie dokonał w ogóle analizy kosztów dostosowania się do nowego prawa (a te, jak wiadomo, obciążają przedsiębiorców), a w aż 97 proc. nie oceniono wpływu nowych regulacji na konsumentów. Za to, jeśli chodzi o ocenę wpływu regulacji na administrację publiczną, to zbadaną ją aż w 83 proc. przypadków. Mówiąc prościej: beneficjentami nowych przepisów są urzędnicy, a konsumenci i przedsiębiorcy jego ofiarami. Szokujące? I słusznie.

Lista błędów, niedoróbek i pretensji

Ostatnio media obiegły bulwersujące dane na temat katastrofalnych dla producentów skutków finansowych z tytułu zmian w prawie konsumenckim dostosowującym nasze przepisy do dyrektywy unijnej. Chodzi m.in. o wydłużenie okresów rękojmi za wady fizyczne rzeczy, zmianę definicji konsumenta czy zobowiązanie przedsiębiorców do wskazywania krajów pochodzenia produktów, które oferują. Producenci szacują, że straty, tylko w branży samochodowej i elektrotechnicznej, mają przekroczyć 400 mln zł. Prawdopodobne, że istotna ich część zostanie przerzucona na kupujących. Zagrożone jest także istnienie małych firm serwisowych. Nowelizacja zakłada, że druga awaria będzie upoważniała nas do automatycznej wymiany sprzętu na nowy. Powody zbliżającego się kataklizmu są dwa. Po pierwsze, przepisy są nie­precyzyjne. Według Wojciecha Koneckiego, dyrektora generalnego grupy CECED Polska (Conseil Europeen de la Construction d’Appareils Domestiques), skupiającej producentów AGD, stosowane w nowelizacji pojęcie „istotna wada” jest bardzo nieostre. – Za istotną wadę może być uznana każda awaria, która uniemożliwia używanie pralki czy lodówki. Otwiera to drzwi do żądania zwrotu pieniędzy – wyjaśnia. Ponieważ dla producentów to gra o setki milionów zł, przewiduje, że będą oni dochodzić swoich praw w sądach.

Drugi powód rodzący problemy to fakt, że do jednego worka wrzucono producentów samochodów, komputerów i np. sprzętu AGD. – Nowa ustawa będzie zatem jednakowo traktowała drugą awarię samochodu, pralki, telefonu komórkowego i komputera, a przecież skutki finansowe są nieporównywalne – argumentuje. To świeży przykład niedoróbki legislacyjnej. Lista przeszłych i obecnych grzechów legislacyjnych – bo tak je widzą przedsiębiorcy – jest jednak znacznie dłuższa. Te spektakularne, które zaowocowały solidnym przetrząśnięciem ich kieszeni, przypomina prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski. Według niego, podniesienie składki rentowej po stronie pracodawcy do poziomu sprzed 2007 r. kosztowało przedsiębiorców 7 mld zł. Wzrost płacy minimalnej do 1680 zł w ubiegłym roku to dla przedsiębiorcy, który płaci pracownikowi pensję minimalną, koszt większy o 1159,08 zł w skali roku na jednego pracownika. Konieczność przechowywania dokumentacji pracowniczej przez 50 lat to roczne koszty dla pracodawców na poziomie 44 mln zł. Wprowadzenie w 2011 r. wolnego od pracy Święta Trzech Króli – to dla przedsiębiorców koszt ok. 900 mln zł. Z kolei roczna sprzedaż dóbr i usług zmniejsza się o ok. 4 mld zł, a wpływy do budżetu z VAT i CIT w sumie o ok. 370 mln zł.

Jest jeszcze „królowa wszystkich ustaw gospodarczych”, czyli ustawa o VAT. Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, twierdzi, że nie da się jej poprawić. – To jest najczęściej nowelizowana ustawa na świecie. Tutaj żadne kosmetyczne działania nie pomogą, tu trzeba zacząć od zera. Polskie prawo gospodarcze w ogóle należy wyrzucić do kosza i stworzyć od nowa – apeluje. Ta litania pretensji mogłaby być znacznie dłuższa. Poprzestańmy na jeszcze jednym przykładzie. Wprowadzona w lipcu ubiegłego roku nowelizacja ustawy o czystości i porządku w gminach (tzw. ustawa śmieciowa) wymusiła od kilku do kilkunastu nowych etatów w administracji w każdej gminie. – Nie trafiliśmy na zbiorcze dane. Część etatów to zapewne osoby przesunięte z innych „komórek” administracyjnych, ale na pewno powstało przynajmniej kilka tysięcy nowych etatów. Uważamy, że może to być nawet 10 tys., a to oznacza koszt (jeśli każdy etat kosztuje pracodawcę 4 tys. zł) ok. 0,5 mld zł rocznie tylko na wynagrodzenia – mówi Malinowski. W dodatku to klasyczny bubel prawny. Ustawa rewolucjonizująca gospodarkę odpadami w zasadzie już w momencie uchwalenia nadawała się do poprawki. Wciąż zresztą są zapowiadane kolejne. A przecież każda z nich uruchamia ogromną „machinę wdrożeniową”. W efekcie rośnie społeczna dezorientacja i rozczarowanie sprawnością państwa. Rząd zbiera zaś zasłużone cięgi.

Nowe ustawy tylko co pół roku

Problem widzi Ministerstwo Gospodarki. – W sondażach wśród przedsiębiorców większość ankietowanych za najważniejszy problem uznaje złą jakość stanowionego prawa, przejawiającą się niejasnymi i nieprecyzyjnymi ustawami. Ponad połowa przedsiębiorców wskazuje na niestabilny systemem prawny, niemal tyle samo za jedną z głównych przeszkód uznaje niestabilny system podatkowy. Prawie połowa wymienia niedostosowanie prawa pracy do warunków funkcjonowania firm – mówił wicepremier Janusz Piechociński podczas konferencji poświęconej tworzeniu prawa.

Odpowiedzią rządu na zarzuty jest program „Lepsze Regulacje 2015”. Ministerstwo Gospodarki, które nadzoruje program, chwali się pierwszymi osiągnięciami. – Przykładem może być przyjęcie od 2014 r. nowego regulaminu prac Rady Ministrów, który wzmacnia znaczenie oceny skutków regulacji w procesie legislacyjnym i zwiększa rolę konsultacji publicznych – poinformowałonas Ministerstwo Gospodarki. Inny konkret to wprowadzenie od lutego 2014 r. zasady „dwóch terminów” wejścia w życie zmian w prawie gospodarczym (1 stycznia i 1 czerwca). Wdrażane są też inicjatywy deregulacyjne i uproszczenia. Warto przy tym wiedzieć, że po przeanalizowaniu 482 ustaw i rozporządzeń zidentyfikowano, bagatela, 6187 obowiązków informacyjnych dla przedsiębiorców! Naprawdę jest więc co upraszczać, tym bardziej że, według ministerstwa, rodzi to koszty w wysokości 37,3 mld zł rocznie. Najświeższy przykład to projekt ustawy o ułatwieniu wykonywania działalności gospodarczej, który Rada Ministrów ma rozpatrywać na najbliższym posiedzeniu. – Projekt ustawy zawiera ponad 40 zmian redukujących bariery dla przedsiębiorców – zapowiada ministerstwo. Obecnie trwają końcowe prace nad przygotowaniem sprawozdania z dotychczasowej realizacji programu.

Dr Łukasz Boberek z SGH, z praktyką adwokacką w Kancelarii Głuchowski, Siemiątkowski, Zwara, zwraca uwagę, że polityka lepszych regulacji to zobowiązanie wszystkich krajów OECD jeszcze z lat 90. – Polska jest członkiem OECD od 1996 r. i wszystkiepodejmowane obecnie działania są następstwem tamtych, wciąż aktualnych zobowiązań – przypomina. Według niego, lepsze stanowienie prawa ma nie tylko wymiar krajowy. Powinna to być spójna polityka mająca posadowić Polskę na bardziej konkurencyjnym w stosunku do innych państw UE systemie prawnym. – Menedżerowie mówią o zjawisku „first mover advantage”. Jeśli jakieś rozwiązania będą lepsze u nas, ktoś może podjąć decyzję, że ulokuje tu np. swoje centrum biznesowe i będzie świadczył usługi transgranicznie. Właśnie negocjowana jest umowa o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi i przedsiębiorcy amerykańscy prawdopodobnie będą lokowali takie centra biznesowe w Unii, perspektywy są więc znacznie szersze – mówi.

Rozmówcy „Wprost Biznes” postulują np. by odpolitycznić proces legislacyjny i wprowadzić zasadę, że Sejm może uchwalać akt prawny tylko w całości, a poprawki mogą być wnoszone tylko przez autorów jako autopoprawki. Albo by uchwalać ustawy np. na dwa lub trzy lata i potem, po sprawdzeniu w praktyce gospodarczej, ewentualnie je przedłużać. Lub, wzorem brytyjskim, jeśli chce się wprowadzić jakieś prawo, to trzeba zlikwidować inne. Nikt nie ma jednak złudzeń: do tego potrzebna jest niezłomna wola polityczna. To niemożliwe? Przy takich okazjach ciągle powraca pytanie: „A ustawa Wilczka z 1988 r., która dała 6 mln miejsc pracy?”. 54 artykuły, z czego tylko 25 dotyczyło zasad prowadzenia działalności gospodarczej. „Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach, z zachowaniem warunków określonych przepisami prawa” – takie to były artykuły! Eksperci do dziś twierdzą, że ustawa Wilczka jest „w zasadzie” zgodna z wymogami prawa unijnego.

Okładka tygodnika WPROST: 24/2014
Więcej możesz przeczytać w 24/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0