Milionerzy ze spółdzielni

Milionerzy ze spółdzielni

Dodano:   /  Zmieniono: 
Bez rozdmuchanych budżetów reklamowych, nadgodzin, deadline’ów i ASAP-ów spokojnie dają radę korporacjom. Polskie spółdzielnie po kilkudziesięciu latach zadyszki wracają w blasku chwały i wykaszają zagraniczną konkurencję.

Kiedy po lewej stronie Wisły toczyły się jeszcze ostatnie walki z niemieckim okupantem, po prawej grupa inwalidów wojennych wzięła się za robienie pierwszych interesów. Za swoją siedzibę wybrali ruiny dawnej fabryki mydeł Zylbermana, przy Grodzieńskiej 47. Znaleźli w środku kilka wag, motor elektryczny, kocioł do ogrzewania mydła i krajalnice. To wystarczyło, żeby ruszyć z produkcją. Zaczynali od pierwszej w powojennej Polsce pasty do zębów. W zasadzie to proszku do szczotkowania, w którego skład wchodziła pokruszona biała kreda i olejek miętowy. Stempel do odciskania logo na opakowaniach żołnierze zrobili z kawałka gumy zdartego ze starego kalosza. Siedząc wieczorem w ruinach fabryki, tak długo myśleli nad nazwą dla swojego biznesu, że zastał ich poranek. I tak powstała Spółdzielnia Inwalidów Świt. Wydaje się nieprawdopodobne, że biznes założony przez kilkunastu weteranów II wojny światowej przetrwał do dziś. Mało tego.

Więcej możesz przeczytać w 15/2016 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także