Były premier krytykuje gazociąg Baltic Pipe. Komentatorzy zdziwieni jego słowami

Były premier krytykuje gazociąg Baltic Pipe. Komentatorzy zdziwieni jego słowami

Waldemar Pawlak
Waldemar Pawlak Źródło: Newspix.pl
Waldemar Pawlak zakwestionował sens budowy gazociągu, którym norweski gaz popłynie do Polski przez Danię. Wyraził także przekonanie, że PGNiG powinien wrócić do dawnego modelu rozliczeń z Gazpromem, w którym cena gazu była indeksowana do kursu ropy, a nie do giełd gazu.

Waldemar Pawlak udzielił „Rzeczpospolitej” wywiadu, w którym powiedział m.in., że formuła, w której cena gazu zależy od ceny produktów naftowych i ich pochodnych byłaby w obecnych uwarunkowaniach rynkowych korzystniejsza od modelu rozliczeń opartych na cenach giełdowych.

– Gdyby zastosować rozliczenia oparte na cenie ropy, wówczas cena gazu byłaby na poziomie 100 zł/MWh. Byłaby więc cztery razy niższa od tej, którą obserwujemy obecnie na Towarowej Giełdzie Energii. Oparcie formuły rozliczania się ze sprzedawcą na rynkach typu spot oznacza poddanie się znaczącym wahaniom cen – powiedział.

Przypomniał, że w 2020 r. rząd ogłosił, że wypracował nową formułę cenową na dostawy gazu od Gazpromu. Wkrótce pochwalił się, że pozyskał od Gazpromu nadpłatę w wysokości 6 mld zł. Pawlak przekonuje jednak, że Rosjanie jednak bardzo szybko te pieniądze odzyskali w postaci wysokiej ceny surowca.

– W przypadku indeksacji do cen rynkowych wzrost wartości surowca może wynieść 100, 200 czy 400 proc., tak jak obecnie. Takich gwałtownych ruchów cenowych nie ma w przypadku indeksacji do cen ropy. To pokazuje, że ta formuła cenowa niesie ze sobą znacznie mniejsze ryzyko. Reasumując, gdyby nie zmiana formuły cenowej, gaz mógłby kosztować ok. 100 zł/MWh, a nie tak jak jest obecnie – 400 zł/MWh – mówił.

Pawlak zakwestionował sens gazociągu z Norwegii

Zapytany o to, czy w związku z tym dostawy gazu z Norwegii poprzez Baltic Pipe też powinny być indeksowane do cen ropy, odparł, że jego zdaniem dodatkowy gazociąg do Polski nie jest potrzebny, a to dlatego, że w 2010 roku Polska podpisała aneks do umowy z Rosjanami, który pozwolił na rewers wirtualny na gazociągu jamalskim. Później zaczął działać także rewers fizyczny.

– Mamy możliwość importu gazu z kierunku zachodniego. Budowa nowego gazociągu jest bezzasadna. Zapłacą za to odbiorcy, bo trzeba będzie go spłacić. Gazociąg jamalski będzie więc stabilną infrastrukturą, z której nie będziemy korzystać. Baltic Pipe będzie bardzo drogim pomnikiem polskiego rządu. Nic więcej.

Komentatorzy zdziwieni twierdzeniami byłego premiera

Tezy Pawlaka zdziwiły dziennikarzy zajmujących się tematyką energetyczną: Jakuba Wiecha i Wojciecha Jakóbika. Ten drugi napisał: „Nowa wojna gazowa już trwa. Gra Gazpromu o kontrakt w Polsce też. Czy będziemy mieli amnezję i podpiszemy cyrograf?”. Jakub Wiech uczynił z kolei przytyk, że gdy to Pawlak jako wicepremier był osobą decyzyjną, nie uznał za stosowne umożliwić prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki zaopiniowania projektów umów gazowych z Rosją. „Prezes URE dostał od niego na zaopiniowanie 24 stron całe 2 minuty” – napisał Wiech.

twittertwittertwitter

Baltic Pipe to gazociąg umożliwiający przesył gazu bezpośrednio ze złóż zlokalizowanych w Norwegii na rynki w Danii i w Polsce, a także do odbiorców w sąsiednich krajach. Mówi się o nim jako o dobrej alternatywie dla gazu z Rosji i sposobie na pokazanie Gazpromowi, że nasz kraj nie jest uzależniony od dostaw rosyjskich.

Czytaj też:
Premier Morawiecki komentuje słowa Putina o cenach gazu. „Trudno o lepszy dowód na to, przed czym przestrzegamy”