Odkurzacz RoboVac. Odkurzy, zmopuje, klapki zbałamuci

Odkurzacz RoboVac. Odkurzy, zmopuje, klapki zbałamuci

RoboVac „w akcji”
RoboVac „w akcji” / Źródło: WPROST.pl
„Zostaw”, krzyknąłem do sterowanego głosowo odkurzacza, który wjechał na klapka i zaczął dwuznacznie podrygiwać. „Czego, żeś się tych klapków uczepił” dodałem, uświadamiając, że sterowanie głosowe i inteligencja robota działają w bardzo ograniczonym zakresie i moje krzyki są jak opozycja w Polsce. Głośna, ale nieskuteczna.

Inteligentne, samosprzątające roboty nie są już nowinką. Jednak dopiero po raz pierwszy mam przyjemność sprawdzić takiego w działaniu. Przez lata nie wzbudzały one mojego zainteresowania z dwóch powodów.

Po pierwsze, mieszkanie, w którym ma sprzątać inteligentny robot, musi być do tego przystosowane. Na podłodze nie mogą zalegać wężowiska kabli, a przed sprzątaniem warto pozbierać wszelkie niepożądane elementy: sterty ubrań, które jeszcze nie są aż tak brudne, żeby wrzucać je do prania, ale nie na tyle czyste, żeby schować je do szafy; kartony po przesyłkach, które już jutro wyniosę do segregacji, nie trzeba mi o tym przypominać co tydzień, itp.

Po drugie, roboty sprzątające nie zastąpią gruntownego sprzątania, a tylko odkurzą lub umyją środek, który „zamiata się sam”.

Eufy RoboVac. Recenzja robota sprzątającego

Po latach oglądania inteligentnych odkurzaczy tylko w internecie nastały warunki, które sprawiły, że postanowiłem przetestować jednego z nich na własnej skórze, a raczej na własnej podłodze.

Po pierwsze, zrobiłem remont, w którego trakcie ekipa zrobiła mi nowe gniazdka elektryczne, co wyeliminowało jakieś 100 metrów kabli przedłużaczy, bez których wcześniej nie mógłbym funkcjonować.

Po drugie, zorientowałem się, że środek jednak nie „zamiata się sam”, a mi przyjemniej będzie się chodzić po nowej podłodze, gdy do stóp nie będą przyklejały mi się okruchy, włosy i inne składowe codziennego kurzu.

Do tak przygotowanego mieszkania wjechał robot sprzątający Eufy RoboVac model L70 Hybrid z opcją mopowania i obsługą głosową. Pierwsze wrażenie robot zrobił pozytywne, dlatego, że do rozpoczęcia pracy wymaga niezwykle mało czynności ze strony użytkownika. Wystarczy umieścić go na stacji ładowania i wcisnąć jeden z dwóch przycisków na górnej obudowie robota. Jeden przycisk odpowiada za uruchomienie i zatrzymanie, a drugi za powrót do stacji ładującej. Oba można łatwo wcisnąć palcem u stopy, co sprawdziłem w pierwszej kolejności.

Robot ma mi służyć, a nie odwrotnie

Łatwość obsługi oraz ilość czasu i energii, jakie muszę poświęcić wszelkim robotom, urządzeniom i aplikacjom jest dla mnie kluczowa przy ocenie ich przydatności. Jeśli muszę się napracować, aby poprawnie działały, to moja ocena szybko spada. W końcu to one mają pomagać mi, a nie odwrotnie. Testowany RoboVac okazał się bardzo mało energochłonny już na samym początku, ale też w kolejnych etapach.

A kolejnym etapem było pobranie aplikacji, aby móc korzystać z bardziej zaawansowanych opcji. Aplikacja EufyHome do obsługi robota też zasługuje na pochwałę, jest czytelna, intuicyjna w nawigacji i dobrze przetłumaczona na język polski. Po podłączeniu robota do domowej sieci wi-fi momentalnie pojawił się w aplikacji i mogłem już wykorzystać pełnię jego możliwości. Pierwszą była zmiana nazwy i RoboVac stał się RoboBobo. Było to przed tym, jak poznałem jego niezdrową fascynację klapkami, bo wtedy pewnie dałbym mu inne, mniej przyjazne imię.

Aplikacja pozwala w pełni obsługiwać robota, zdalnie rozpoczynać i przerywać sprzątanie, ustawić harmonogram odkurzania i mopowania, wyznaczyć strefy zakazane, sprawdzić historię sprzątania, połączyć robota z Asystentem Google i sterować nim głosowo (robot nie reaguje na „zostaw klapki”, ale zacznie sprzątać, gdy powiemy „OK Google, start cleaning”), sterować robotem ręcznie i wyznaczyć specjalne strefy sprzątania.

Idealnie z jednym małym „ale”

Wszystkie te opcje działają zgodnie z oczekiwaniami oprócz ostatniej. Niestety jest to akurat ta, która przydałaby mi się najbardziej. Idealnie wyznaczenie specjalnych stref sprzątania powinno wg mnie działać tak, że rysuje na mapie np. salon i kuchnię, a następnie mogę wybrać sprzątanie tylko jednego pomieszczenia. Bo, gdy podłoga w kuchni jest wyjątkowo ubrudzona po moim ambitnym, acz średnio udatnym popisie kulinarnym, to nie potrzebuję sprzątania całego mieszkania.

Niestety, opcja sprzątania stref wygląda tak, że robot sprząta wszystkie, które zostały wyznaczone. Czyli jeśli mam wyznaczone salon i kuchnię, to robot sprzątnie oba pomieszczenia, chyba że któreś z nich usunę ręcznie w aplikacji. Brak tej funkcji nie wpływa znacznie na funkcjonalność robota, ale miło by było, gdyby była dostępna.

Opcja mopowania w robocie wymaga od nas już trochę więcej czynności, ale są one bardzo dobrze przemyślane przez projektantów. Użytkownik musi najpierw dołączyć podkładkę mopującą, co intuicyjnie tłumaczy obrazkowa instrukcja umieszczona bezpośrednio na obudowie robota. Dołączenie elementu mopującego automatycznie uruchamia w robocie funkcję mopującą, a użytkownik może w aplikacji wybrać ilość wody podawanej w tym trybie. Uzupełnienie wody jest także równie łatwe. Należy podnieść górną pokrywę obudowy, wyjąć pojemnik, dolać wody, włożyć pojemnik, zamknąć obudowę. Wszystko jest logiczne, proste i dodatkowo wytłumaczone obrazkami. W trybie mopowania robot zostawia za sobą minimalną ilość wilgoci i raczej nie ma zagrożenia, że zniszczy drewnianą podłogę, ale producent zaleca, aby nie uruchamiać mopowania, gdy nikogo nie ma w domu. W stosunku do robotów należy stosować tę samą zasadę ograniczonego zaufania, jak w przypadku kierowców na drodze, czy polityków.

Gdyby jeszcze tylko podlewał kwiatki

RoboVac przekonał mnie, że roboty sprzątające mają sens, nawet jeśli jeszcze nie są w stanie odkurzyć za łóżkiem, czy zetrzeć kurzy z półki z książkami, a fotel POÄNG z IKEI okazuje się dla nich przeszkodą nie do pokonania.

Pewnego weekendowego dnia RoboBobo wziął się do zaplanowanej roboty. Ja półsiedziałem wtedy na kanapie szukając bez skutku na Netflixie czegoś do obejrzenia i zrzucałem na podłogę okruchy po czipsach. RoboBobo bez głosu sprzeciwu skrupulatnie je wciągał. Pomyślałem sobie wtedy, czy jeśli doszłoby w przyszłości do wojny ludzkości z robotami, to za co RoboBobo chciałby mnie zlikwidować? Z te okruchy, czy za to imię? Obym się nie dowiedział.

Źródło: WPROST.pl
 1

Czytaj także