Sebastian Kulczyk sprzedaje jacht ojca. Phoenix 2 jest wart ponad 620 milionów złotych

Sebastian Kulczyk sprzedaje jacht ojca. Phoenix 2 jest wart ponad 620 milionów złotych

Jacht Phoenix 2
Jacht Phoenix 2 Źródło: Shutterstock / Arndale
Sebastian Kulczyk znany jest z tego, że prowadzi dużo skromniejszy tryb życia, niż jego zmarły ojciec Jan. Miliarder postanowił wystawić na sprzedaż luksusowy jacht, który otrzymał w spadku.

Luksusowy jacht Phoenix 2, który pierwotnie należał do Jana Kulczyka, trafi na sprzedaż. Sebastian Kulczyk, który odziedziczył po ojcu 90-metrową jednostkę, prowadzi dużo skromniejszy tryb życia i rzadko korzystał z luksusów, jakie oferuje statek. A jest z czego wybierać. Na pokładzie znajdują się m.in. basen, jacuzzi i sala kinowa.

Jacht Kulczyków był wypożyczany

W związku z tym, że Sebastian Kulczyk bardzo rzadko korzystał ze swojego jachtu, jednostka niemal nieustannie od śmierci pierwszego właściciela, był wypożyczany. Finalnie jeden z dziedziców fortuny Jana Kulczyka postanowił, że wystawi jednostkę na sprzedaż.

Okazuje się bowiem, że nawet na używanym jachcie tej klasy, można solidnie zarobić. Firma Burgess, która zajęła się pośrednictwem w transakcji, wystawił Phoeniksa 2 za kwotę 129 milionów euro, czyli 620 milionów złotych.

Piąty na liście najbogatszych

Sebastian Kulczyk zajął piąte miejsce w rankingu 100 najbogatszych Polaków „Wprost”. Z majątkiem wycenianym na 7 miliardów złotych, znajduje się o jedną pozycję niżej od swojej siostry Dominiki, która również odziedziczyła część majątku ojca. Po śmierci Jana Kulczyka w 2015 roku Sebastian wraz z siostrą Dominiką odziedziczyli fortunę wycenianą na 16,5 mld zł. Parę lat później, kiedy skomplikowane procedury spadkowe dobiegły końca, rodzeństwo poszło osobnymi drogami. Dominika zajęła się rodzinną fundacją i filantropią. Sebastian przejął najważniejsze biznesy ojca i od razu zaczął przestawiać je na nowe tory– czytamy w rankingu.

Czytaj też:
Świat pływa na polskich jachtach. Jesteśmy w światowej czołówce, ale brakuje szkutników

Źródło: Newsweek
 1

Czytaj także