Po ataku zimy zapłacimy krocie za prąd? Minister energii komentuje

Po ataku zimy zapłacimy krocie za prąd? Minister energii komentuje

Śnieg w mieście
Śnieg w mieście Źródło: Shutterstock
Nie zapłacimy za prąd jak za zboże – zapewniał w Radiu Zet minister energii Miłosz Motyka. Polityk podkreślał, że w Polsce nie ma jeszcze zużycia prądu na taką skalę, jak na Zachodzie w kwestii ogrzewania.

Minister energii Miłosz Motyka zapewniał w Radiu Zet, że Polska jest gotowa na silne mrozy i surową pogodę. Pytany, czy za prąd zapłacimy w najbliższym czasie „jak za zboże", zaprzeczył.

Nie, nie zapłacimy jak za zboże (…). Oczywiście to zawsze zależy od zużycia. Jeżeli chodzi o energię elektryczną, to w Polsce nie ma jeszcze takiego poziomu, żeby wykorzystywać energię elektryczną na ogrzewanie na takim poziomie, jak na Zachodzie. W większości to jest gaz, opał, to są paliwa kopalne. W zdecydowanej większości Polacy są zabezpieczeni, albo zabezpieczeni od miesięcy byli – tłumaczył w audycji „Gość Radia Zet” szef resortu energii.

Ile zapłacimy za prąd w tym roku?

Ile będziemy płacić w 2026 roku za prąd? Motyka podkreślał, że wszystko zależeć będzie od zużycia.– Cena czynnej energii elektrycznej – do czego zobowiązaliśmy się – spadła poniżej 500 zł za megawatogodzinę. Cena samej energii, to jest po prostu taniej – mówił Motyka.

Są do tego oczywiście opłaty dystrybucyjne, jak wprowadzona w 2018 roku opłata mocowa, która służy bezpieczeństwu energetycznemu. W tym wypadku im większe zużycie, tym ta opłata będzie wyższa. Jeśli jednak chodzi o całościowy rachunek, to będzie to kwota zbliżona do tego, co mieliśmy w zeszłym roku, ewentualnie wyższa o inflację przy wyższym zużyciu, albo niższa przy mniejszym zużyciu – dodał.

Motyka przyznał, że w związku z atakiem zimy dochodziło lokalnie do przerw w dostawach prądu. – Na bieżąco, w szczytowym momencie było ponad 7 tys. odbiorców bez prądu. Po kilku godzinach ta liczba znacznie spadała – mówił w Radiu Zet Motyka, dodając, że obecnie prądu nie ma kilkadziesiąt osób ze względu „tylko i wyłącznie na lokalne zjawiska”.

Odpowiadając na krytykę opozycji, iż rząd, nie był gotowy na takie zjawiska pogodowe, minister zaprzeczył.

Mieliśmy łapać śnieg na wysokości kilku kilometrów wzwyż, mieliśmy go roztapiać przy pewnej wysokości – ironizował Motyka. – Nic nas nie zaskoczyło. Służby i podległe Ministerstwo Infrastruktury i Spraw Wewnętrznych i Administracji, ale też właśnie energetyczne, jak wskazałem, były na to przygotowane pod kątem i liczby materiałów i osób, które pracowały – podsumował minister energii.

Czytaj też:
Koniec mrożenia, ale bez szoku. Minister uspokaja: rachunki nie wzrosną

Czytaj też:
Koszmarne śnieżyce odcięły wieś od świata. „Tydzień bez chleba”