Belgowie strajkują w obronie swoich przyszłych emerytur

Belgowie strajkują w obronie swoich przyszłych emerytur

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wczoraj od rana nie jeździły autobusy, tramwaje ani brukselskie metro. Nawet taksówkarze odmówili swoich usług Thinkstock
Wczoraj Belgia stanęła. Na wezwanie związków zawodowych do 24-godzinnego strajku przystąpili głównie pracownicy transportu publicznego. Protestowali przeciwko zmianom systemu emerytalnego.
Od rana nie jeździły autobusy, tramwaje ani brukselskie metro. Nawet taksówkarze odmówili swoich usług. Belgijska kolej stanęła już w środę wieczorem. Jedynie dwa największe lotniska brukselskie Zaventem i Charleroi funkcjonowały bez zakłóceń ? na szczęście dla licznych pracowników unijnych urzędów, którzy już wczoraj mieli wolne i zaczynali się rozjeżdżać na święta.
 
Belgijscy pracownicy państwowi nie godzą się na reformę systemu emerytalnego, ogłoszoną przez rząd w zeszłym tygodniu w programie naprawy finansów państwa. Zakłada ona m.in. wydłużenie o dwa lata wieku emerytalnego i zmianę sposobu wyliczania stawki. Premier Elio Di Rupo chce wygospodarować dzięki temu 11,3 mld euro, aby zmniejszyć przyszłoroczny deficyt budżetowy do 2,8 proc. PKB.

Reforma budzi obawy, ponieważ Belgowie słabo orientują się, na czym w szczegółach ona polega i jakie będzie miała dla nich konsekwencje. Rząd, powołany zaledwie dwa tygodnie temu po 535 dniach 'bezkrólewia', nie miał czasu na poddanie projektu pod publiczną dyskusję. Pod presją agencji ratingowych (które wciągu ostatnich trzech miesięcy obniżyły ocenę wiarygodności kredytowej kraju) i rosnącego długu publicznego, sięgającego 100 proc. PKB, rząd postanowił przeprowadzić swój program oszczędnościowy szybką ścieżką legislacyjną.