Szefowa firmy eventowej: Dla jednych kryzys oznacza upadek, dla drugich okazję

Szefowa firmy eventowej: Dla jednych kryzys oznacza upadek, dla drugich okazję

Katarzyna Delakowicz
Katarzyna Delakowicz / Źródło: Facebook
Jednego dnia wygrywasz przetarg na event i świętujesz, a dwa dni później dowiadujesz się, że światowa gospodarka gwałtownie się zatrzymała i jesteś w punkcie wyjścia. Tego się nie da przewidzieć, a tym bardziej sensownie skomentować – mówi Katarzyna Delakowicz - partner zarządzający, Delpol Event Production.

Magdalena Gryn: Działacie w branży eventowej. Jak epidemia koronawirusa wpłynęła na waszą firmę?

Katarzyna Delakowicz: Kryzys w naszym przypadku ma kilka twarzy. Od lat kierujemy się zasadą dywersyfikacji biznesu, dlatego jesteśmy obecni m.in. na rynku magazynowania i logistyki POS, event marketingu oraz wypożyczalni scenografii. Nasz stały zespół to pięć osób na umowach o pracę oraz kolejne trzy-cztery osoby sezonowo, na umowy zlecenie i o dzieło. Magazynowanie i logistyka POS to stabilny, oparty o kontrakty i umowy długoterminowe biznes. Gwałtowne zmiany rynkowe nie mają, aż tak dużego znaczenia. W przypadku wypożyczalni dekoracji jesteśmy obecni na polskim, niemieckim i austriackim rynku. Daje to nam szerokie spektrum porównania. Obserwujemy, że zaplanowane wydarzenia i wynajmy nie tyle zostają odwołane, ile zmianie ulegają ich terminy. Otrzymujemy od klientów przede wszystkim zapytania na III i IV kwartał 2020 roku.

W przypadku branży eventowej sytuacja związana z epidemią koronawirusa spowodowała absolutne zatrzymanie zamówień i czasowy spadek przychodów. Jednego dnia wygrywasz przetarg na event i świętujesz, a dwa dni później dowiadujesz się, że światowa gospodarka i jesteś w punkcie wyjścia. Tego się nie da przewidzieć, a tym bardziej sensownie skomentować. Branża organizacji wydarzeń jest jedną z tych, które najmocniej odczują nowe realia. Co do tego mam pewność.

Jak to się zaczęło?

Pierwsze symptomy kryzysu widoczne było już w połowie lutego. Spadła ilość zapytań i zamówień na eventy. Co prawda niektóre zostały przeniesione na bliżej nie znany termin, ale bez konkretów. Wyraźnie wydłużyła się decyzyjność klientów. Prawdziwe uderzenie nastąpiło w połowie marca po ogłoszeniu zamknięcia szkół. Zaczął się chaos medialno-informacyjny.

Odnotowujecie straty czy wręcz przeciwnie ?

W skali całego biznesu oceniamy, że rok 2020 będzie słabszy od 2019. Zrezygnowaliśmy z planowanych inwestycji. Obserwujemy rozwój sytuacji. Na pewno wprowadzenie tarczy antykryzysowej nie zmieni tych planów.

Stoicie w obliczu zwolnień ?

W obecnej sytuacji nie przewidujemy redukcji istniejących etatów, ale również i nowych rekrutacji na stanowiska.

Jak oceniacie swoją sytuację w dłuższej perspektywie – dacie radę przejść przez ten czas ?

Wychodzimy z zasady, że w okresie prosperity należy gromadzić aktywa na poczet ewentualnego kryzysu. Obecny czas poświęcamy nie tyle na reorganizację, co staramy się działać w miarę możliwości normalnie. Rozmawiamy, przerabiamy oferty, odpowiadamy na zapytania ofertowe, odnawiamy scenografię przed sezonem świątecznym, wykonujemy prace konserwacyjne na magazynie. Jak wszystkie MŚP czekamy co wydarzy się dalej. Od zawsze jestem optymistką. Dla jednych kryzys oznacza upadek, dla drugich okazję. Na pewno z jednej strony możemy spodziewać się: redukcji etatów, zatorów płatniczych, utraty płynności finansowej, w najgorszym wypadku upadłości. Z drugiej strony: fuzji branżowych, kreatywności, rozwoju outsourcingu usług i działań online, mniejszego rozdrobnienia rynku.

Źródło: Wprost

Czytaj także

 0