Nowy wymiar firm rodzinnych. Zatrudniają bliskich, bo nikt nie odpowiada na oferty pracy

Nowy wymiar firm rodzinnych. Zatrudniają bliskich, bo nikt nie odpowiada na oferty pracy

Oferta pracy
Oferta pracy Źródło: WPROST.pl
Lokalni przedsiębiorcy, mając kłopot z zapełnieniem wakatów, chętnie korzystają z pomocy i usług najbliższych osób. Zdaniem ekspertów w całym kraju mamy do czynienia z nowym wymiarem prowadzenia firm rodzinnych. Włączanie rodziny w biznes jest więc bardziej rezultatem wyzwań rekrutacyjnych, niż oszczędności z tego wynikających.

Duże osiedle mieszkaniowe na warszawskim Mokotowie. W sobotni poranek na lokalnym bazarku jak zawsze panuje duży ruch. Klienci ustawiają się w kolejkach, wiele osób osobiście wybiera świeże warzywa i owoce. Aby sprzedać więcej produktów, handlowcy ściągają tego dnia dodatkowe posiłki do pomocy. Pana Kazimierza, właściciela jednego ze stoisk na bazarze wspiera w pracy zarówno żona, dwóch synów, jak i siostra.

Rynek pracy. Nowy wymiar rodzinnej firmy

Kiedy mężczyzna rozładowuje kolejne skrzynie z warzywami, jego małżonka wraz z siostrą uwijają się za ladą, przyjmując kolejne zamówienia, a nastoletnie dzieci pakują produkty do toreb. Mimo dużego rodzinnego wsparcia można odnieść wrażenie, że kolejka nie zmniejsza się przez kilka godzin. Co i rusz przychodzą nowi kupujący, którzy oprócz zakupów chcą zamienić kilka zdań ze sprzedawcą.

– Rozmowa z ludźmi to podstawa naszego handlu. Klienci nam ufają, dopytują o produkty, ceny, a niektórzy przyjdą coś kupić i przy okazji pochwalić się co u nich słychać. Z każdym trzeba zamienić, chociaż kilka słów — zaznacza. W tym czasie starszy syn przejmuje służbowe obowiązki ojca. Niektórzy kupujący chwalą postawę dorastających dzieci, którym chce się w sobotni poranek wcześnie wstać i pracować. – Zarabiają na przybory szkolne i swoje wydatki — odpowiada sprzedawca.

Firmy rodzinne zdominowały handel i usługi

Podobny widok można spotkać na kilkunastu innych stoiskach na tym bazarze. Kilka metrów dalej swoje produkty sprzedaje dwóch braci. Im z kolei pomagają ich żony. Tu także kilkanaście osób oczekujących w kolejce pomimo czterech osób sprzedających. – Oj, praca wre jak w ulu. Przydałby się ktoś jeszcze do pomocy — mówi pan Jarosław. Zaznacza przy tym, że kilkakrotnie zamieszczał ogłoszenie zarówno na pobliskiej tablicy, słupach ogłoszeniowych, jak i w mediach społecznościowych.

Od początku roku zgłosiły się tylko dwie osoby. Żadna z nich nie zgodziła się pracować za ladą za 5 tys. zł brutto. O ofertę pracy jako kierowca i osoba do rozładunku towaru nikt nawet się nie zapytał — opowiada. – Jeśli nie ma chętnych do pracy, sami musimy zakasać rękawy i brać się do roboty — dodaje. Zaznacza, że na giełdę rolną w podwarszawskich Broniszach jeździ na zmiany z bratem, by nie zarywać każdej nocy.

Specjalny grafik dla rodziny. Pensja wyższa niż dla osoby z zewnątrz

Na drzwiach budki handlowej jest wywieszony specjalny grafik, kto, kiedy i czym się zajmuje. Rodzina ustaliła też, że na początku tygodnia każda z osób informuje, kiedy odbiera dzień wolny za sobotę, by każdy mógł pozałatwiać swoje prywatne sprawy. Jak zapewniają, wolnego nie wolno wziąć w sobotę, wtedy wszyscy pracują na pełnych obrotach. Kiedy pytam o zarobki na poziomie 5 tys. zł brutto, na kilka sekund zapada cisza. – Są nieco wyższe niż te oferowane dla kandydatów. Wiadomo, o żonę trzeba dbać — zaznacza. Po chwili dodaje, że jego żona sama ustaliła swoją pensję oraz liczne benefity pozapłacowe, ale to jest objęte tajemnicą handlową.

Liczne rodzinne biznesy można zauważyć w pobliskich sklepach, a nawet i w usługach. W lokalnej restauracji na porannej zmianie pracuje pan Adam z żoną Joanną. Na popołudniowej zmianie pracują ich dwie dorosłe córki Anna i Helena. Wspierają ich zięć oraz kilku pracowników z Ukrainy. – Jest co robić, pracy jest na okrągło. Czasami nie wiadomo, w co ręce włożyć — mówi właściciel. – Zarządzanie, księgowość, zakupy towarów, przyjmowanie zamówień, a nawet obsługa klientów — wylicza. Pracy było tak dużo, że do pomocy i najtrudniejszych prac musieli zatrudnić kilka osób.

Na kłopoty rodzina. Wakaty zapełniają pomocą bliskich

Zdaniem ekspertów, chociaż tworzenie rodzinnych firm, w których współwłaścicielami lub zatrudnionymi pracownikami są członkowie rodziny, nie jest nowym zjawiskiem, to można zauważyć ich nowy wymiar. – Jeśli nie możesz znaleźć pracownika, to chcesz czy nie chcesz, musisz liczyć na pomoc od osób najbliższych — mówią zgodnie. Teraz jest to szczególnie widoczne, kiedy mamy do czynienia z rynkiem pracownika i wiele osób odrzuca oferty ciężkiej pracy za niewielkie pieniądze, czyli najczęściej za najniższą krajową.

Prowadzenie biznesu często wiąże się z wieloma wyzwaniami, z którymi członkowie rodziny mogą pomóc, szczególnie na początkowym etapie — mówi Mateusz Żydek z agencji rekrutacyjnej Randstad w rozmowie z Wprost.pl. – Wszystko zależy oczywiście od kompetencji członków rodziny, ale jasny podział obowiązków, zaangażowanie na przykład kogoś z rodziny, kto zna się na księgowości czy marketingu, może pomóc w ograniczeniu kosztów korzystania z zewnętrznych usług lub zatrudniania pracowników w tych obszarach — opowiada ekspert.

Rodzinne firmy mają swoje dobre strony. Nie zawsze jest kolorowo

Jego zdaniem taka forma współpracy pozwala też po równo podzielić się zaangażowaniem i czasem pracy. – Właściciele mniejszych firm doskonale wiedzą, ile na starcie spada na nich obowiązków i ile spraw trzeba dopilnować. Dodatkowo w sytuacji współpracy z członkami rodziny odchodzi najczęściej aspekt budowania zaufania pomiędzy współpracownikami — etapu naturalnego w przypadku zatrudnienia pracownika spoza grona rodzinnego lub współpracy z zewnętrznym dostawcą — dodaje.

Właściciele rodzinnych firm zapewniają, że takie rozwiązania mają swoje zarówno pozytywne, jak i negatywne strony. – Wszystko jest dobrze, gdy interes się kręci i są z tego duże pieniądze. Wedy wszyscy są zadowoleni, można dać każdemu premię i na spokojnie umówić się na niedzielny obiad – mówi jeden z handlowców.

Gorzej, gdy pomimo zaangażowania bliskich rodzinny interes nie idzie tak, jak wszyscy oczekiwali. Wówczas fatalną atmosferę z pracy często przenosi się do domu, a następnie stres przenosimy z domu do firmy. Wtedy wszyscy mają do siebie pretensje – dodaje.

Rynek pracy. Rodzinne firmy to odpowiedź na wolne niedziele

Specjaliści od rynku pracy obserwują obecnie nieco większe zainteresowanie angażowaniem członków rodziny w prowadzenie biznesu, szczególnie widoczne w handlu i usługach. Zwłaszcza w handlu wpływ to miało m.in. ograniczenie handlu w niedzielę. Według przepisów w te dni za ladą sklepów mogą stać wyłącznie ich właściciele.

Stąd często współwłaścicielami stają się członkowie rodziny. Dla jednego właściciela jest ogromnym wyzwaniem praca we wszystkie niedziele w roku i stałe doglądanie biznesu w pozostałe dni — twierdzą ekspert z Randstad. Dodatkowym argumentem na rzecz korzystania ze wsparcia członków rodziny są trudności z pozyskaniem pracowników w handlu i usługach oraz duża rotacja w tych sektorach, szczególnie w mniejszych przedsiębiorstwach.

Z badania Monitor Rynku Pracy Randstad z lipca 2023 roku wynika, że 28 proc. rotujących pracowników w ciągu półrocza w sektorze handlu w porównaniu z 20 proc. dla wszystkich uczestników badania. Włączanie rodziny w biznes jest więc bardziej rezultatem wyzwań rekrutacyjnych, niż oszczędności z tego wynikających.

Czytaj też:
Coraz mniej ofert pracy zdalnej. Firmy zmieniają formułę zatrudnienia
Czytaj też:
Nowy trend odmieni rynek pracy. „To początek końca pracy zdalnej"