Minister Budzanowski, czyli sztuka prywatyzacji bez prywatyzacji

Minister Budzanowski, czyli sztuka prywatyzacji bez prywatyzacji

Dodano:   /  Zmieniono: 
Bartłomiej Mayer, dziennikarz „Bloomberg Businessweek Polska” Archiwum
W kultowym filmie „Wejście smoka” jeden z zawodników pyta Bruce’a Lee o to, jaki styl walki stosuje. W odpowiedzi słyszy: „To sztuka walki bez walki”. Jak na pytanie o styl prywatyzacji odpowiedziałby minister skarbu państwa Mikołaj Budzanowski? Niestety, wiele wskazuje na to, że jego odpowiedź brzmiałaby: „To sztuka prywatyzacji bez prywatyzacji” pisze Bartłomiej Mayer, dziennikarz „Bloomberg Businessweek Polska”.
Zeszłoroczne poszukiwania inwestora dla Grupy Lotos nic nie dały. Nie zgłosił się ani jeden chętny. Teraz Skarb Państwa zastanawia się, czy 53-procentowy pakiet gdańskiego koncernu paliwowego sprzedać Orlenowi, czy może PGNiG. Pierwszy z potencjalnych inwestorów dla Grupy Lotos należy do Skarbu Państwa w 27,5 proc., ale resort ? dzięki odpowiednim zapisom w statucie firmy ? sprawuje nad Orlenem kontrolę. PGNiG z kolei jest państwowy w ponad 72 proc.

W ciągu najbliższych dwóch lat sprywatyzowana ma być także pomorska Energa. Skarb Państwa nie wyklucza powrotu do wariantu sprzedania pakietu 85 proc. akcji tej spółki Polskiej Grupie Energetycznej, która jest państwowa w blisko 70 proc. W grę wchodzi również fuzja Energi z Eneą. Ta ostatnia należy do Ministerstwa Skarbu Państwa w ponad 50 proc.

Również w ciągu dwóch lat ? jak wynika z planów Skarbu Państwa ? miałaby się zakończyć prywatyzacja polskiej chemii. Do sprzedania jest sporo, bo ponad połowa akcji Zakładów Azotowych Puławy, blisko 40 proc. papierów Ciechu, ponad 30 proc. walorów Azotów Tarnów oraz mniejsze pakiety akcji Zakładów Chemicznych Police oraz ZAK. Na razie jednak nic się nie mówi o ewentualnych inwestorach dla tych firm. Dość oczywiste wydaje się, że resztówki Polic i ZAK trafią w ręce Azotów Tarnów (małopolskie zakłady bowiem już są posiadaczem kilkudziesięcioprocentowych pakietów akcji firm z Polic oraz z Kędzierzyna). Czy w tych przypadkach można mówić o prywatyzacji, jeśli największym akcjonariuszem Azotów Tarnów wciąż jest Skarb Państwa?

Chemię wielokrotnie próbowano sprywatyzować. Dotychczasowe efekty to właśnie przejęcie przez Azoty Tarnów kontroli nad ZAK i Policami oraz sprzedaż kilka lat temu większościowych pakietów Organiki-Sarzyny i bydgoskiego Zachemu Ciechowi (należącemu do MSP w ponad jednej trzeciej). Choć przed laty pojawiali się prywatni chętni na niektóre wystawione na sprzedaż chemiczne aktywa, szefostwo resortu nigdy nie uznało tych ofert za wystarczająco atrakcyjne. Grupa PCC była odprawiona z kwitkiem aż czterokrotnie. O tym, że zainteresowanie prywatyzacją polskich firm chemicznych wśród tego typu inwestorów spada, świadczyć może ostatni przetarg, w którym wystawiono na sprzedaż większościowe pakiety akcji Puław i Polic. Oferty złożyły w nim zapewne tylko dwa podmioty: Puławy chciała przejąć spółka pracownicza (oferowała zapłatę w ratach z dywidendy, jaką ściągnie z Puław w kolejnych latach), a chęć kupna Polic zgłosiły... Puławy (ale tylko część wystawionych na sprzedaż akcji).

Miniony rok był w historii polskiej chemii jednym z najlepszych. Teraz może przyjść gorszy czas, koniunktura w tym sektorze jest bowiem zmienna. Czy w takim okresie uda się znaleźć prywatnego inwestora gotowego zapłacić wystarczające z punktu widzenia Skarbu Państwa pieniądze? Wątpię. Mikołaj Budzanowski będzie jednak mógł zastosować wypróbowaną już sztukę prywatyzacji bez prywatyzacji. Jedna kontrolowana przez państwo spółka chemiczna kupi drugą, druga trzecią itd. Na koniec właścicielem całej polskiej branży chemicznej zostanie np. PGNiG, czyli koncern, który dostarcza zakładom chemicznym gaz, jeden z najważniejszych surowców do produkcji nawozów sztucznych. A cały ten proces prywatyzacji śmiało będzie można nazwać 'Wejściem smoka'.
 0

Czytaj także