Oligarcha przepisał jacht na siostrę, ale nie uniknął konfiskaty. Ustalenie właściciela trwało kilka tygodni

Oligarcha przepisał jacht na siostrę, ale nie uniknął konfiskaty. Ustalenie właściciela trwało kilka tygodni

Jachty
Jachty Źródło: Shutterstock
Niemieckie służby zajęły superjacht Dilbar należący do oligarchy Aliszera Usmanowa. Wykazanie, że właściciel jednostki jest objęty sankcjami, trwało kilka tygodni, gdyż w jego nazwisko nie figurowało w dokumentach.

Federalny Urząd Śledczy (BKA) w Niemczech poinformował o zajęciu superjachtu Dilbar, który należy do jednego z najbogatszych Rosjan, oligarchy Aliszera Usmanowa. Od początku marca jednostka znajdowała się w porcie w Hamburgu, gdzie przechodziła remont. Samo ustalenie miejsca przebywania nie nastręczało więc problemów, ale wykazanie, że właścicielem jachtu jest objęty sankcjami miliarder – już tak. Wprawdzie wiele wskazywało, że jest to własność Usmanowa, ale jego nazwisko nie widniało w dokumentach. Już na początku marca niemieckie media donosiły o zajęciu jachtu, ale w związku z brakiem niezbitych na to dowodów, nie doszło do formalnej konfiskaty.

twitter

Chcąc uciąć spekulacje, w marcu dziennikarze „Forbes” skontaktowali się z urzędnikami niemieckimi, by ustalić, czy doszło do zajęcia jachtu. W przesłanym im oświadczeniu wyjaśniono, że zabezpieczenie może zostać zastosowane tylko pod warunkiem, że „sytuacja własnościowa zostanie jasno wyjaśniona”. Potrzeba było kilku kolejnych tygodni, by wyjaśnić te wątpliwości.

Najdłuższy jacht świata

W mediach społecznościowych BKA poinformował, że właścicielką jachtu jest siostra Usmanowa, Gulbakhor Ismailowa, a tym samym „luksusowy jacht Dilbar podlega sankcjom prawnym i mógł zostać zgodnie z prawem skonfiskowany w Hamburgu”. Konfiskata nie daje jednak urzędnikom prawa do sprzedania ani wynajęcia jachtu.

Dilbar ma 156 metrów długości. Amerykańskie ministerstwo skarbu szacuje jego wartość na 600 - 750 mln dolarów. Oferuje gościom 25-metrowy basen oraz dwa lądowiska dla helikopterów.

Kto zapłaci rachunki za zajęte jachty?

Konfiskata jachtu może oznaczać początek bardzo poważnych problemów dla kraju, na terenie którego do tego doszło lub portu, w którym znajduje się jednostka. W dalszym ciągu trzeba bowiem dokonywać remontów i przeprowadzać przeglądy techniczne, wynajęcie miejsca w porcie również kosztuje. Porty naliczają opłaty, ale niekiedy nie wiedzą, do kogo wysyłać rachunki. Część oligarchów, którzy nie zostali ujawnieni w dokumentach jako właściciele jednostek, nie przyznaje się do swojej własności w obawie przed konfiskatą. Inni mogą odmówić regulowania rachunków, argumentując, że skoro przez niemożliwy do oszacowania czas nie będą mogli z nich korzystać, to nie są skłonni ponosić z tego tytułu żadnych dodatkowych opłat.

Przed kilkoma tygodniami Reuters opisał przykład superjachtu Amore Vero, który – zdaniem francuskich władz — należy do oligarchy Igora Sieczina, jednego z najbardziej zaufanych ludzi Władimira Putina. Jacht o długości 86 metrów został zajęty w nocy 2 marca w porcie niedaleko Marsylii. Firma wynajęta do serwisowania jednostki nie wie, kogo obarczać kosztami koniecznych napraw. Zaniechać prac nie można, więc dyrektor stoczni La Ciotat przyznał w rozmowie z agencją, że nadal wystawia faktury, ale nie wie, kto je opłaci.

Jeśli oligarchowie nie wezmą na siebie kosztów serwisowania jachtów, właściciele portów, którzy ponoszą koszty związane z dokowaniem ogromnych jednostek – oraz firmy serwisowe – będą musiały wdrożyć procedury egzekucyjne. Cytowany przez Reutersa John Dalby, właściciel firmy Marine Risk Management, która zajmuje się odzyskiwaniem aktywów morskich w imieniu ubezpieczycieli i banków, przyznał, że rządy krajów śródziemnomorskich mają niewielkie doświadczenie w zawiłościach prawnych związanych z zajmowaniem superjachtów. Stąd można przypuszczać, że drogie jednostki wkrótce staną się dla nich przekleństwem.

Czytaj też:
Właściciele zajętych jachtów nie chcą się ujawnić. Nie ma komu płacić za naprawy

Źródło: Reuters / Wprost
 0

Czytaj także