Smoki uratują World of Warcraft? Recenzja nowego dodatku

Smoki uratują World of Warcraft? Recenzja nowego dodatku

Premiera World of Warcraft Dragonflight
Premiera World of Warcraft Dragonflight Źródło: Blizzard
Jeśli Blizzard znów nie zepsuje swojej własnej gry, to może być najlepszy World of Warcraft dekady. Dragonflight wprowadza do 18-letniej gry powiew świeżości, na jaki fani czekali od dawna.

18 lat to bardzo dużo czasu. Zwłaszcza dla gry video. Mimo to World of Warcraft nadal jest dla wielu graczy ikoną gier MMO RPG i wciąż odnosi sukces komercyjny, mimo stale topniejącej liczby użytkowników.

Wydany dwa lata temu dodatek Shadowlands pokazał jednak, że pozycja lidera rynku nie jest dana raz na zawsze. Dodatek był powszechnie krytykowany jako nudny, fabularnie miałki, a główna mechanika, na której się opierał, zepsuła balans między postaciami i zniechęciła do siebie wielu z tych, którzy jeszcze w WoWa grali. Ilu dokładnie Tego nie wiadomo, bo od 2014 roku Blizzard nie publikuje już statystyk.

W tym, jak prowadzony był dodatek Shadowlands doskonale widać było problemy, jakie przechodziło studio Blizzard. Latem 2021 roku branżą wstrząsnęła skandaliczna afera, związana z molestowaniem i dyskryminacją pracownic firmy. Jakby tego było mało, dyrektor generalny Blizzarda, Bobby Kotick, którego oskarżano o udział w tym procederze, przyznał sobie premię w wysokości 200 mln dolarów. Choć jeszcze w tym samym roku podjął decyzję o likwidacji kilku oddziałów i redukcji etatów z powodu pandemii COVID-19.

Zdemotywowani twórcy, w osłabionym składzie, musieli pracować nie tylko nad nowymi treściami, ale i naprawieniem kontrowersyjnych mechanik rozgrywki, wprowadzonych w Shadowlands. Efekt był taki, że na pierwszą dużą aktualizację gracze musieli czekać aż 7 miesięcy. W tym czasie wielu zdążyło się znudzić i anulować subskrypcję.

W takim stanie, z dziurawą fabułą i kluczowymi mechanikami łatanymi na kolanie i w pośpiechu, World of Warcraft był do poniedziałku. Teraz wszystko mają naprawić smoki. Czy podołają?

Przed premierą

Tradycyjnie, na dwa tygodnie przed premierą, rozpoczął się event zapowiadający dodatek. Blizzard znany jest z tego, że takie wydarzenia przygotowuje z rozmachem, rozbudzając apetyty graczy na nowe przygody. Tym razem było inaczej.

Kampania wprowadzająca do dodatku Dragonflight składała się z czterech banalnych zadań, których wykonanie zajmowało ledwie kilka minut. Do tego Czasowe eventy związane z atakami żywiołaków, nowa waluta i średniej jakości sprzęt, który można za nią kupić. Ostatnią nagrodą, jeśli ktoś miał szczęście i udało mu się zaliczyć atak każdego żywiołu, była błyskotka typu heirloom. Krótko, nudno i bez polotu. No ale później nadeszła właściwa premiera.

Premiera Dragonflight

Premiera nowego dodatku na europejskich serwerach zaplanowana była na noc z poniedziałku na wtorek. Powiedzieć, że „premierze dodatku do WoWa towarzyszyły problemy techniczne”, to jak powiedzieć, że „zima znów zaskoczyła drogowców”. Ani to zabawne, ani zaskakujące.

W momencie premiery serwery padły, a nieliczni, których gra nie wyrzuciła do głównego menu, utknęli na ekranie ładowania. Problemy trwały przez przynajmniej dwie godziny. Rano nowa mapa była już dostępna, a gracze mogli rozpocząć zwiedzanie Smoczych Wysp.

Źródło: Wprost
 0

Czytaj także