Orzeczenie Wyższego Sądu Administracyjnego w Greifswaldzie dotyczyło rozporządzenia, na mocy którego sklepy mogły prowadzić działalność w niedziele w regionie Meklemburgii-Pomorza Przedniego. To najpopularniejszy kurort nadmorski w Niemczech. Sąd uznał jednak, że przepisy były niezgodne z konstytucyjną ochroną dni świątecznych.
Cios w niemiecką turystykę nad Bałtykiem
Sprawa trafiła na wokandę po skardze złożonej przez związek zawodowy Verdi. Przedstawiciel organizacji Bert Stach wyjaśniał na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, że zgodnie z konstytucją istnieje wymóg, by wyjątki od zakazu handlu w niedziele nie były regułą, a właśnie wyjątkami. Sąd przychylił się do takiej interpretacji, zwracając uwagę na fakt, że prawo dotyczyło 23 proc. mieszkańców i 84 miejscowości, w tym dzielnice, w których turystyka nie odgrywa ważnej roli.
Decyzja sądu oburzyła lokalnych przedsiębiorców. Jak wskazała cytowana przez FAZ Kristin Just, dyrektorka Związku Handlu Północy w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, wiele sklepów osiąga nawet 30 proc. swoich obrotów właśnie dzięki prowadzeniu działalności w niedziele. „Firmy sa na to zdane” – dodała.
Katastrofa dla handlu i hotelarstwa nad Bałtykiem
Także branża hotelarska wyraża swój niepokój decyzja sądu. Krister Hennige, prezes Izby Handlowej w Neubrandenburgu i właściciel hotelu na Uznamie przyznał w rozmowie z dziennikiem, że „po pięciu godzinach wellness też w końcu wystarczy”, co było oczywistą sugestią, że turyści mają ochotę także na inne sposoby czasu i atrakcje, jak zakupy. Przedstawiciel hotelarzy ostrzega, że zakaz handlu w niedziele może spowodować odpływ turystów, którzy będą poszukiwać innych kierunków na wakacje.
Zakaz handlu w niemieckich kurortach. Przedsiębiorcy wściekli
Branża handlowa nie zamierza się jednak poddawać i podkreśla, że zakaz handlu nad Bałtykiem będzie sprzyjać zagranicznej konkurencji, jak platformom zakupowym typu Amazon, AliExpress, Temu czy Shein. „Turyści często czegoś zapominają zabrać na urlop, zakupy w niedzielę to praktyczna konieczność, a my jesteśmy rozwiązaniem problemów na miejscu” – mówi Uwe Hornung, prezes sieci domów towarowych Stolz operującej blisko 40 placówkami.
Niemieckie władze przekazały, że są na etapie poszukiwania rozwiązań. Jochen Schulte, sekretarz stanu w ministerstwie gospodarki zapowiedział prace nad nowym rozporządzeniem dostosowanym do lokalnego prawa. Jednocześnie rozważane jest złożenie skargi kasacyjnej do Federalnego Sądu Administracyjnego w Lipsku.
Czytaj też:
Pendolino po raz pierwszy w uzdrowisku nad morzem. Nowa trasa na latoCzytaj też:
Atrakcja z Polski przepłynęła Bałtyk. Odmieni serce europejskiej stolicy
