Jakie są dziś największe wyzwania dla sieci przemysłowych i dystrybucyjnych?
Zaczęłabym od kwestii podstawowej, czyli skali inwestycji i tempa wydatkowania środków. Przez ostatnie lata — także z perspektywy sektora bankowego, który finansuje tego typu projekty — głównym tematem była przede wszystkim generacja energii. Rozmawiałyśmy o elektrowniach gazowych, elektrociepłowniach czy szerzej o źródłach wytwórczych. Sieci pozostawały raczej w tle. Dziś sytuacja się odwraca.
Okazuje się, że stabilność systemu energetycznego zależy w coraz większym stopniu nie od samej produkcji energii, ale od elastyczności i przepustowości sieci. Kluczowe stają się kwestie bilansowania systemu, redystrybucji mocy oraz tego, czy jesteśmy w stanie w odpowiednim momencie zarządzać nadwyżkami z OZE — łącznie z koniecznością ich czasowego ograniczania.
Z perspektywy banków to istotna zmiana, ponieważ finansowanie opiera się na prognozach dotyczących generacji i stabilnych przepływach energii. Tymczasem rzeczywistość ostatnich lat pokazuje, że coraz częściej mamy do czynienia z sytuacjami, w których źródła odnawialne są czasowo wyłączane lub redukowane, co wpływa na założenia projektowe.
Wracając do sieci — mamy dziś równolegle dwa wyzwania: budowę nowych połączeń infrastrukturalnych oraz modernizację istniejących, często przestarzałych systemów. Dochodzi do tego problem lokalizacyjny. Duża część przemysłu historycznie skoncentrowana jest na południu Polski, podczas gdy nowe źródła energii, szczególnie offshore czy energetyka wiatrowa, rozwijają się przede wszystkim na północy kraju. To powoduje ogromną presję na sieci przesyłowe, które stają się krytycznym elementem całego systemu.
Skala inwestycji zmienia się bardzo dynamicznie. Jeszcze niedawno mówiłyśmy o kilku miliardach złotych rocznie na sieci przesyłowe — dziś w perspektywie najbliższych lat to już rząd 20–30 miliardów rocznie. Z punktu widzenia sektora bankowego oznacza to wejście w zupełnie inną skalę finansowania.
Nie można przy tym pominąć środków publicznych i unijnych, w tym KPO, które istotnie zasiliły inwestycje w infrastrukturę sieciową. Jednak mimo tego wsparcia skala potrzeb jest tak duża, że w kolejnych latach główny ciężar finansowania będzie stopniowo przechodził ponownie na sektor komercyjny.
W efekcie banki muszą się przygotować na to, że z czasem staną się podstawowym źródłem kapitału dla transformacji sieciowej — znacznie bardziej niż dotychczas.
Czy banki są w stanie samodzielnie sfinansować inwestycje w sieci energetyczne, czy potrzebne jest szersze partnerstwo?
Myślę, że odpowiedź jest dość prosta — to partnerstwo jest nieuniknione. System bankowy w Polsce nie jest aż tak duży ani tak wyporny, żeby samodzielnie udźwignąć całość transformacji energetycznej. Mówimy już nie o miliardach czy kilkunastu miliardach złotych, tylko o skali biliona złotych. To zupełnie inny poziom potrzeb inwestycyjnych.
Dlatego konieczne jest współdziałanie wielu źródeł finansowania. Z jednej strony są banki komercyjne i rynek kapitałowy, który organizuje m.in. emisje obligacji. Z drugiej — środki unijne, które już dziś są obecne w Polsce i będą dostępne w kolejnych programach.
Do tego dochodzi bardzo ważny segment finansowania międzynarodowego: globalne instytucje finansowe oraz agencje kredytów eksportowych (ECA), które wspierają duże projekty infrastrukturalne. Dobrym przykładem jest energetyka jądrowa — gdzie tego typu instytucje odgrywają kluczową rolę w strukturze finansowania. Widzimy to również w Polsce, gdzie podpisywane są pierwsze umowy z agencjami eksportowymi, a banki pełnią rolę agentów kredytowych i uczestniczą w całym procesie rozliczeń.
W praktyce oznacza to, że część ryzyka i finansowania przejmują również instytucje publiczne i półpubliczne, takie jak KUKE, które w ostatnich latach mocno rozwinęło ofertę dla transformacji energetycznej, w tym nowe instrumenty, jak zielone gwarancje. To z kolei pozwala bankom zwiększyć skalę zaangażowania — dzięki takim mechanizmom możliwe jest w praktyce „dźwignięcie” większych kwot finansowania dla pojedynczych projektów. Podsumowując — to nie jest gra jednego gracza. Partnerstwo jest po prostu koniecznością.
Na jakie projekty energetyczne stawia Bank Pekao S.A?
W naszej strategii ESG założyliśmy, że chcemy aktywnie wspierać transformację polskiego przemysłu — a energetyka jest jej bardzo istotną częścią. Natomiast nie ograniczamy się wyłącznie do samej energetyki. Patrzymy szerzej, także na cały przemysł i jego modernizację.
Każdy polski przedsiębiorca stoi dziś przed koniecznością transformacji — czy to poprzez inwestycje w nowe technologie, instalacje filtrów, czy modernizację procesów tak, aby spełniały coraz bardziej wymagające normy środowiskowe. Właśnie w tym obszarze bank pełni bardzo aktywną rolę.
Jako jeden z największych banków w Polsce i istotny bank korporacyjny, mamy bardzo szerokie spektrum działania. Jesteśmy zarówno zapraszani do finansowania projektów, jak i sami ich aktywnie poszukujemy — we wszystkich segmentach rynku energetycznego.
To obejmuje zarówno energetykę jądrową, choć dziś to jeszcze etap przygotowawczy i planistyczny, jak i modernizację energetyki konwencjonalnej, rozwój odnawialnych źródeł energii czy elektrowni gazowych.
Coraz większym obszarem są też nowe technologie, takie jak magazyny energii. To segment, w którym Polska dopiero zaczyna budować doświadczenie i historię projektów. Przykładem jest największa inwestycja w kraju — projekt PGE w Żarnowcu o mocy około 260 MW i pojemności 1 GWh. Dla porównania, na rynkach takich jak Kalifornia czy Australia skala tych projektów sięga już kilku gigawatogodzin.
Dlatego można powiedzieć, że jesteśmy dopiero na początku tej drogi. To jednocześnie obszar, w którym banki również się uczą — ale muszą robić to szybko, bo zapotrzebowanie na finansowanie tych projektów rośnie bardzo dynamicznie.
Mówiła Pani o rozwoju atomu, OZE i offshore. Czy rozwój sieci energetycznych nadąża za tymi inwestycjami?
Wszystkie te inwestycje są na końcu i tak połączone z siecią, która musi je dystrybuować. O ile z perspektywy pojedynczego projektu — czy to atomu, OZE czy offshore — są one traktowane odrębnie, o tyle my, jako bank, musimy patrzeć na to jak na cały ekosystem.
To system naczyń połączonych. Bo co z tego, że wyprodukujemy „silnik”, jeśli nie będzie „karoserii”, która pozwoli go wykorzystać. W tym sensie sieć jest właśnie tym elementem, który spina cały system. Wracając też do wcześniejszego pytania o finansowanie — nie jesteśmy w stanie sfinansować tego wszystkiego w pojedynkę, dlatego musimy patrzeć na transformację jako na zestaw powiązanych elementów, a nie osobne projekty.
Z tej perspektywy sieci energetyczne są dziś absolutnie jednym z naszych kluczowych priorytetów.
Nasuwa się pytanie, czy nie zaczęliśmy od złej strony — najpierw rozwijając wytwarzanie energii z OZE, atomu i offshore, zamiast od początku przygotować sieć i system do jej odbioru?
To jest trochę pytanie retoryczne i pewnie nie do mnie, natomiast wydaje mi się, że jeszcze 10 lat temu sami nie wierzyliśmy — z perspektywy gospodarczej i rządowej — że tego typu projekty w Polsce w ogóle się w takiej skali wydarzą.
Widać to choćby po tym, jak dynamicznie rośnie liczba przyłączeń odnawialnych źródeł energii. Jeszcze 5 lat temu nie rozmawialiśmy o sytuacji, w której energii jest tak dużo, że trzeba ją okresowo wyłączać. W tym sensie można powiedzieć, że trochę zostaliśmy ofiarą własnego sukcesu. Faktycznie nie nadążyła za tym infrastruktura sieciowa, czyli ta „dolna” część systemu, odpowiadająca za dystrybucję energii. To właśnie dziś jest jedno z kluczowych wyzwań: dostosowanie sieci do skali i tempa rozwoju wytwarzania.
Rozumiem, że są to teraz te ogromne plany inwestycyjne, które trzeba zrealizować możliwie jak najszybciej?
Dokładnie. Do tego dochodzi jeszcze kwestia magazynowania energii. To jest temat, który w dużej mierze może złagodzić część problemów, o których mówimy. Magazyny energii pozwalają lepiej bilansować system i ograniczać sytuacje, w których nadwyżki produkcji z OZE muszą być czasowo redukowane. W praktyce stają się więc jednym z kluczowych elementów całego systemu stabilizacji sieci.
Jaki jest udział Banku Pekao S.A. w finansowaniu sektora zbrojeniowego?
Zbrojenia to dziś druga — obok energetyki — ogromna oś dyskusji gospodarczej i jeden z głównych tematów kongresu. Mówimy o skali rzędu co najmniej 200 miliardów złotych rocznie, które są kierowane na obronność. W związku z tym zbliżamy się do podobnych wolumenów finansowania, o jakich rozmawialiśmy w kontekście transformacji energetycznej — a być może nawet je przekroczymy.
Jako bank jesteśmy już dziś obecni w tym sektorze, choć na razie w mniejszej skali, ponieważ największe kontrakty dopiero są finalizowane lub będą podpisywane w najbliższym czasie. Mówimy tu o umowach nie na pojedyncze miliardy, ale o kontraktach liczonych w dziesiątkach miliardów.
Jesteśmy przygotowani do finansowania tych projektów, prowadzimy rozmowy i jesteśmy w stałym kontakcie zarówno z dużymi, jak i mniejszymi podmiotami z sektora obronnego. To dla nas ważny obszar również z perspektywy geopolitycznej — i w tym sensie traktujemy go jako jeden z kluczowych priorytetów gospodarczych.
