Boni: kończymy z automatami

Boni: kończymy z automatami

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Fot. sxc.hu / Źródło: FreeImages.com
Jednym z powodów szybkich prac nad projektem ustawy hazardowej jest zawieszenie wszystkich zgłoszonych wniosków o zezwolenia na prowadzenie automatów o niskich wygranych - wyjaśnił minister w Kancelarii Premiera Michał Boni.
Projekt ustawy zakłada likwidację wszystkich automatów o niskich wygranych, które działają poza kasynami gry. Jak zaznaczył Boni, zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami można ubiegać się o zezwolenia na prowadzenie automatów o niskich wygranych. - Jest określony czas oczekiwania na uzyskanie tego zezwolenia. Tą ustawą zawieszamy wszystkie już zgłoszone wnioski - powiedział.

"Opozycja nie zrobiła nic dobrego"

Boni skrytykował opozycję za to, że oskarża rząd PO-PSL za szybki i nadmierny rozwój rynku automatów o niskich wygranych. Jego zdaniem ten rynek zaczął dynamicznie rozwijać się już w 2002 r. i rządy SLD i PiS nie zrobiły nic, by temu zapobiec. - W okresie rządów PiS trwały prace nad uregulowaniem zasad tego rynku, po czym okazało się, że te prace tak się przeciągają, iż trzeba było szybko wprowadzić zmianę dotyczą podwyższenia ryczałtu. Tę zmianę wprowadzono we wrześniu 2007 r., aby obowiązywała od stycznia 2008 roku. Od końca 2005 roku rząd PiS nie podjął konkretnych działań - powiedział.

Boni przypomniał, że obok delegalizacji automatów o niskich wygranych, projekt wprowadzi radykalne ograniczenia reklamy hazardu. - Reklama nie będzie funkcjonowała. Nikt tego dotychczas nie zrobił. Nikt od 2002 r. nie chciał też wprowadzenia zakazu wideoloterii, który jest w projekcie tej ustawy - wyliczał. Podkreślił też, że przez wiele lat funkcjonowały różne opłaty ryczałtowe od automatów o niskich wygranych. W 2003 roku - jak przypomniał - dzięki parlamentarnej poprawce wprowadzono zapis, zgodnie z którym ryczałt rósł stopniowo z 50 euro do 125 euro, a później podwyższono go do 180 euro. - Dzisiaj mówimy o 480 euro - powiedział.

Notatka czy stanowisko?

W opinii ministra, wątpliwości Biura Analiz Sejmowych co do konstytucyjności projektu nie są oficjalnym stanowiskiem tego Biura, tylko notatką. - Bardzo dobrze się stało, że podczas wczorajszego posiedzenia komisji finansów publicznych mogły się ze sobą zetrzeć racje Biura Analiz Sejmowych i Rządowego Centrum Legislacji. Starcie tych racji dało posłom podstawę, żeby podejmować decyzje. W ostateczności, to parlament podejmuje decyzję, czy przyjmować jakieś rozwiązania, biorąc na siebie odpowiedzialność - podkreślił. Jako przykład Boni podał wątpliwości dot. pilnego trybu pracy nad projektem. - Uznaliśmy, że była to wątpliwość, ale nie poważne zastrzeżenie - powiedział. Podkreślił, że podczas przygotowywania projektu wszystkie zapisy dokumentu były wielokrotnie analizowane. - Stąd taka pewność Rządowego Centrum Legislacji nie o politycznym, ale merytorycznym charakterze, że to co proponujemy, jest konstytucyjne - zaznaczył.

PAP, arb
 3

Czytaj także