Rosja włamała się do trzech komunikatorów. Tak Putin śledzi internautów

Rosja włamała się do trzech komunikatorów. Tak Putin śledzi internautów

Rosyjski haker, zdjęcie ilustracyjne
Rosyjski haker, zdjęcie ilustracyjne Źródło:Shutterstock / BeeBright
Nowe narzędzia szpiegowskie Rosji pozwalają służbom na śledzenie aktywności w trzech popularnych komunikatorach z opcją szyfrowania. Użytkownicy aplikacji WhatsApp, Telegram czy Signal nie mogą czuć się bezpiecznie, bo agenci mogą poznać ich lokalizację czy podejrzeć pliki.

Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) Rosji dostała nowe narzędzia szpiegowskie. Dzięki zaawansowanym programom funkcjonariusze mogą śledzić użytkowników aplikacji takich jak WhatsApp, Signal czy Telegram – często wybieranych ze względu na swoje szyfrowanie i wysoki poziom prywatności.

Rosja śledzi użytkowników WhatsAppa, Signala i Telegrama

Po ataku na terytorium Ukrainy rosyjskie zapotrzebowanie na programy szpiegowskie drastycznie wzrosło. W kraju szybko wytworzyło się zagłębie firm technologicznych zapewniających nowe, zaawansowane narzędzia na potrzeby państwowego wywiadu. Wiele z nich należy do Citadel Group, firmy wiązanej z oligarchą Aliszerem Usmanowem – pisze „The New York Times”.

Odkryte przez dziennikarzy dokumenty od dostawców tych rozwiązań – spółek takich jak MFI Soft, Vas Experts czy Protei – wskazują na nowe niebezpieczeństwo. Oprogramowanie szpiegowskie Rosji ma łamać zabezpieczenia popularnych szyfrowanych komunikatorów, m.in WhatsAppa, Signala oraz Telegrama.

Informacje wskazują, że agenci nie są w stanie przeczytać konkretnych wiadomości, ale mogą wyciągnąć z aplikacji szereg przydatnych danych. Są w stanie zidentyfikować anonimowych użytkowników konwersacji, śledzić lokalizację ich smartfonów czy czas i długość prowadzonych rozmów. Mogą też włamywać się na ich konta oraz podglądać pliki przesyłane z konta no konto. Inny program służy zaś do wykradania haseł wprowadzanych na niezaszyfrowanych stronach internetowych.

Putin śledzi własnych obywateli

Jak raportują dziennikarze, obecnie narzędzia te mają być wykorzystywane głównie do śledzenia obywateli Rosji. Dzięki temu aparat państwa może m.in. kontrolować, kto jest przeciwny bądź rządom Władimira Putina.

– Ludzie wpadają w paranoję. Jeśli komunikujesz się z kimś w Rosji, nigdy nie masz pewności, czy połączenie jest bezpieczne. [...] Kiedyś dotyczyło to tylko aktywistów. Teraz rozszerzyli [monitoring] na wszystkich którzy są przeciwni wojnie – mówi Alena Popova, rosyjska działaczka na rzecz praw człowieka.

Jak wskazują eksperci ds. cyberbezpieczeństwa, to może być dopiero początek. Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, by wykorzystać zaawansowane narzędzia hakerskie poza Rosją. Jednocześnie tamtejsze firmy już planują eksport swoich narzędzi do innych krajów w Europie Wschodniej, Azji czy Ameryce Południowej.

Czytaj też:
Rosyjski „cybergułag". Tak Putin kontroluje swoje społeczeństwo
Czytaj też:
Rosyjscy hakerzy atakują Polskę 500 razy dziennie. Zaskakujące dane