Gdzie te orzechy w bakaliach? Skimpflacja zmienia nasze zakupy

Gdzie te orzechy w bakaliach? Skimpflacja zmienia nasze zakupy

Jeden ze sklepów sieci „Biedronka”
Jeden ze sklepów sieci „Biedronka” Źródło: Shutterstock / Grand Warszawski
W mieszance warzyw dominuje marchewka, a droższa mrożona papryka gdzieś zniknęła? Albo w opakowaniu bakalii jest podejrzanie dużo rodzynek, a orzechy pojawiają się z rzadka? Albo musimy się przyzwyczaić do takich niespodzianek, albo czytać etykiety. Pogarszanie jakości produktu to dla producentów sposób na oszczędzanie.

Ceny wytwarzania produktów rosną, więc klienci muszą więcej za nie płacić. Czy przyjmują to z zadowoleniem? Na pewno nie, zaczynają szukać tańszych zamienników. Nie chcąc dopuścić do utraty klientów, producenci wymyślili sposób na to, by zachować cenę w obliczu rosnących kosztów: zmniejszają wagę produktu przy zachowaniu ceny albo pogarszają jakość produktu. W obu przypadkach mają nadzieję, że klienci się nie zorientują, a nawet jeśli, to wybaczą ten manewr.

Downsizing. Producenci testują cierpliwość klientów

Zmniejszanie wagi przy zachowaniu dotychczasowej ceny to downsizing, a pogarszanie jakości – skimpflacja. Piszemy o nich we Wprost dość często, bo towarzyszą nam w codziennych zakupach. Czekoladzie, która ważyła 100 g, ubyło 10 g, Ptasie Mleczko chudnie w oczach. Ze sprzedawania mniejszych kostek masła tłumaczył się niedawno Lidl. Akurat na masło trzeba uważać, bo skoro w przepisie na ciasto jest powiedziane, że potrzeba 250 g, a klient nie zorientuje się, że masło waży 230 albo nawet 200 g, to będzie musiał dokupić drugą kostkę.

– Konsumenci niechętnie przyjmują wzrost cen. W związku z czym próbą odwrócenia ich uwagi jest utrzymanie ceny podobnej, ale ze zmniejszoną wielkością opakowania. Czyli sprzedają za tę samą cenę mniejszą ilość produktu, co z punktu widzenia logicznego jest tym samym, co podwyższanie ceny. Krótko mówiąc: jest to ukryta forma podwyżki ceny – powiedział ekonomista Witold Orłowski w rozmowie z TVN24 Biznes.

To nie jest oszustwo. Po prostu nie sprawdzamy cen

Na pytanie, dlaczego konsumenci akceptują takie rozwiązanie, a nie oficjalną podwyżkę cen, odpowiedział, że „to rodzaj gry”.

- Ludzie widząc lekko mniejsze opakowanie, trochę siebie sami oszukują. Mają wrażenie, że przecież kupują to, co zawsze kupowali, nie rezygnują z zakupu. Najwyraźniej większość z nas woli nie być zszokowanym wzrostem ceny, tylko kupić produkt w miarę za tę samą cenę, a dopiero później narzekać, że jego opakowanie się zmniejszyło – wyjaśnił.

Zastrzegł też, że to, co robią producenci, nie jest oszustwem, bo przecież waga produktu jest napisana na opakowaniu. To, że nie wszyscy klienci ją sprawdzają, to już inna sprawa. Albo nie chcą sprawdzać, bo kierują się przyzwyczajeniami.

Zdaniem ekonomisty producenci badają granice cierpliwości konsumentów. – Dzisiaj akceptujemy zmianę wagi masła z 250 na 170 gram, potem może będziemy akceptować i 120 gram. Dopóki nie osiągnie to zjawisko karykaturalnych rozmiarów, że gołym okiem będzie widać, że produkt jest za mały, to konsumenci nie będą się na to godzić. Producenci z kolei będą próbować szukać nowych rozwiązań – zauważył.

Z kolei pogarszanie jakości produktu to na przykład zwiększanie w półkilogramowej paczce bakalii ilości tańszych rodzynek kosztem suszonych moreli, orzechów czy migdałów. – Producenci testują do jakiej granicy można ograniczyć wykorzystanie droższych składników po to, abyśmy nie zauważyli, że to wyraźnie gorszy produkt – uważa profesor.

Czytaj też:
Turcja odkryła nowe złoża ropy. „Nie będzie już krajem zależnym"
Czytaj też:
ChatGPT zainwestował w akcje. Radzi sobie lepiej niż maklerzy

Opracowała:
Źródło: Wprost / TVN24 Biznes