Plaga kradzieży w sklepach. Coraz częściej produkty wynoszą ludzie młodzi

Plaga kradzieży w sklepach. Coraz częściej produkty wynoszą ludzie młodzi

Rossmann
Rossmann Źródło: Shutterstock
Właściciele sklepów narzekają na rosnącą liczbę kradzieży. Eksperci wyjaśniają, że główną przyczyną może być wysoka inflacja, która sprawia, że ludzi nie stać na część produktów.

Osiedlowy market na warszawskim Mokotowie. W sobotni poranek w sklepie jest wielu klientów. Jednego z nich przed wyjściem zatrzymuje ochroniarz, prosząc o rachunek i okazanie zakupów. Mężczyzna, stojąc przy kasie samoobsługowej, zeskanował tylko część wybranych produktów, następnie chciał wyjść ze sklepu, nie płacąc za dwa pozostałe artykuły.

Klient tłumaczy się roztargnieniem, po chwili wraz z ochroniarzem i kierownikiem sklepu idą do pokoju służbowego wyjaśnić sprawę. – To jedna z ulubionych metod kradzieży — mówi ochroniarz. Mężczyzna dodaje, że po wielu latach zawodowego doświadczenia potrafi wyłapać złodzieja po nietypowym zachowaniu. Monitoring znacznie ułatwia mu pracę.

Sprzedawcy mówią o pladze kradzieży. Klienci wynoszą najdroższe produkty

Kradzieże produktów stały się już plagą — twierdzą zgodnie sprzedawczynie w sąsiednich sklepach osiedlowych. W podobnym tonie wypowiada się kierowniczka sklepu sieci Rossmann. – Nie ma dnia bez kradzieży, mimo że mamy tu monitoring — mówi. – Nie ma tu żadnej reguły. Raz na zmianie mam jedną kradzież, innym razem trzy, a zdarza się, że klienci wynoszą więcej artykułów — dodaje.

O kradzieżach w sklepie mówi również kierowniczka innego sklepu należącego do tej sieci. – Kradną. I to jeszcze jak. Najczęściej kradną najdroższe rzeczy — zaznacza. Jej zdaniem kradzieży coraz częściej dokonują ludzie młodzi, ale zdarzają się też osoby starsze. – Kobiety wynoszą drogie perfumy, markowe kosmetyki i droższe kremy. Mężczyźni najczęściej kradną maszynki do golenia, elektryczne szczoteczki do zębów i dezodoranty. Różne są też kwoty i straty skradzionych produktów – dodaje.

Kradzieże w sklepach. Monitoring nie odstrasza złodziei

Sklep, w którym rozmawiamy, ma powierzchnię około 250-300 m kw. Wewnątrz są tylko dwie pracownice. Pośród długich regałów jest jedna ekspedientka. Młoda kobieta układa towar na półkach. Druga z pań z reguły siedzi przy kasie, ale na każdą prośbę klientów podchodzi do nich, by pomóc znaleźć odpowiedni produkt. Przy wyjściu nie ma żadnych zabezpieczeń ani czujników.

Nigdzie nie widać ochroniarza. O monitoringu przypomina niewielka naklejka na drzwiach „Obiekt monitorowany”. Kamery widać niemal na każdym kroku. W całym sklepie jest ich ponad dwadzieścia, Pracę urządzeń ma nadzorować pracownik lub ochroniarz, ale klienci go nie widzą. W kolejnym sklepie są trzy ekspedientki. Jedna jest na kasie, dwie układają towar. Nie mają czasu, by upilnować każdego klienta.

Sprzedawcy znają wiele technik kradzieży. Niewiele jednak mogą zrobić

Niewielka liczba pracowników, wysokie ceny produktów oraz niewielkie rozmiary sprawiają, że klienci decydują się na kradzież. Jak przekonują sprzedawcy kradną zarówno pojedyncze osoby, jak i pary czy grupy osób. Wielu z nich sprzedawcy rozpoznają lub też potrafią wytypować już po wejściu do sklepu. Samotne osoby długo chodzą po sklepie, oglądając różne produkty i rozglądając się dookoła. Nie korzystają z koszyka, produkty wkładają do toreb, by później wyjąć z nich część zakupów. Najczęściej kradną jeden droższy artykuł, nie wyjmując go z torby, co sprzedawcy widzą później na nagraniach.

Drugi sposób kradzieży singla to znana metoda sprzed wielu lat. Klient robi zakupy, wykłada je przed kasą, po czym twierdzi, że nie wziął portfela. Prosi sprzedawcę, czy może zostawić zakupy do czasu, aż wróci z pieniędzmi. Szybko wychodzi ze sklepu najczęściej z jednym drogim produktem. Po zakupy nie wraca. Złodzieje jednak cały czas ulepszają swoje metody działania.

W wielu takich przypadkach ekspedientka podchodzi do takiej osoby, mówi o kradzieży i prosi o uregulowanie należności. Zaznacza, że w przeciwnym przypadku zadzwoni na policję. Prośby niemal zawsze skutkują, klienci przepraszają, płacą za produkt lub zwracają go przy kasie. – Co ja mogę zrobić, gdy wysoki mężczyzna w dresie kradnie towar ze sklepu? Siłą go nie zatrzymam. Grzeczna, ale stanowcza rozmowa przynosi efekt — zaznacza.

Wezwanie policji to ostateczność. To znacznie utrudnia pracę sprzedawcom

Sprzedawcy przyznają, że znacznie trudniej wyłonić złodzieja z grupy osób, które rozchodzą się po sklepie. Jedna lub dwie osoby podchodzą do kasy z jednym produktem i zagadują o jakiś produkt. Reszta wychodzi ze sklepu i oddala się w umówione miejsce. Ekspedientki, jeśli są nawet dwie na zmianie, nie mają możliwości zatrzymać klienta. Na policję dzwonią dopiero wówczas, gdy zatrzymają kogoś na gorącym uczynku.

Kobiety przyznają, że unikają tego rozwiązania, chyba że ochroniarz zatrzyma złodzieja. – To kłopotliwa sytuacja. Funkcjonariusze przyjadą, ale zdarza się, że mają inne interwencje na mieście i czasami trzeba swoje odczekać. Później zaczyna się cała procedura, która znacznie utrudnia naszą pracę. Wezwanie policji to dla nas ostateczność — dodaje.

Kradzieże w sklepach. Firma odpowiada lakonicznie

O kradzieże w sklepach tej sieci zapytaliśmy rzecznika prasowego firmy Rossmann. W mailu zadaliśmy kilka pytań. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak dużo kradzieży firma odnotowuje w swoich sklepach, jakie produkty najczęściej kradną klienci oraz jakie metody działania podjęła firma, by ukrócić kradzieże.

W poniedziałek otrzymaliśmy lakoniczną odpowiedź. „Mamy własny system bezpieczeństwa w drogeriach, jego skuteczność jest bardzo wysoka. W przypadku, gdy dojdzie do kradzieży, sprawnie współpracujemy z policją wg ustalonych procedur” – poinformowała rzeczniczka.

Czytaj też:
Ukradli, zapomnieli zapłacić, pili i rozbili auto. Pełna kumulacja w Opolskiem
Czytaj też:
Lotnisko Chopina ostrzega. Oszuści sprzedają zagubione bagaże