Niemcy przymierzają się do reformy emerytur. Polski rząd też powinien

Niemcy przymierzają się do reformy emerytur. Polski rząd też powinien

Emeryci
Emeryci Źródło: Pixabay
Niemcy chcą zmienić częściowo funkcjonowanie systemu emerytalnego, by zwiększyć wysokość przyszłych emerytur w stosunku do średniego wynagrodzenia. W polskim scenariuszu emerytury będą stanowiły ok. 25 proc. wynagrodzeń – dziś jest to 54 proc.

Niemcy chcą reformować system emerytalny, by zagwarantować pracującym wyższe świadczenia. Autorzy projektu zmian chcieliby doprowadzić do sytuacji, w której przyszłe emerytury wyniosą 48 proc. średniego wynagrodzenia. Aby to osiągnąć, rząd planuje nowy filar finansowania – tzw. kapitał pokoleniowy. Chodzi o zainwestowanie miliardów na rynku kapitałowym i przekazywanie zysków do systemu ubezpieczeń emerytalnych.

Niemcy chcą reformować system emerytalny

Według „Frankfurter Allgemeine Zeitung” nowa ustawa zapobiegnie temu, że w nadchodzących latach i dziesięcioleciach emerytury będą rosły wolniej niż płace. „Takie planowane obniżenie poziomu emerytury (…) było wcześniej przewidziane w formule emerytalnej, aby chronić młodszych płatników składek. Jednocześnie miało to zmniejszyć wysokość subwencji państwa, która już przekracza 100 mld euro. W ten sposób koszty szybko starzejącego się społeczeństwa miały być bardziej sprawiedliwie rozłożone między pokolenia. Koalicja anuluje tę centralną część umowy międzypokoleniowej” – pisze „FAZ”.

„Handelsblatt” zwróci natomiast uwagę, że propozycja koalicji SPD, Zielonych i liberalnej FDP „wypowiada umowę międzypokoleniową” i odchodzi od wprowadzonej przez rząd SPD i chadeków w 2004 r. formuły waloryzacji emerytur. „Miała ona właściwie hamować wzrost emerytur, aby nie obciążać nadmiernie płatników składek w starzejącym się społeczeństwie. Odejście od tego teraz to przeciwieństwo zrównoważonej polityki emerytalnej i finansowej. Bowiem aby chronić silną grupę wyborców, złożoną z emerytów i roczników przechodzących na emeryturę, rząd nakłada dodatkowe ciężary na płatników składek i podatków” – pisze „Handelsblatt”.

Niemieccy politycy rozumieją, jakim niebezpieczeństwem społecznym jest pozostawienie systemu emerytalnego w kształcie, który nie gwarantuje godnych emerytur. Należy dopingować naszych rządzących, aby również na poważnie zastanowili się nad architekturą systemu emerytalnego, bo dziś całkowicie realny jest scenariusz, w którym emerytura będzie odpowiadała 25 proc. średniego wynagrodzenia. Kto nie będzie miał oszczędności i bliskich, którzy gotowi będą wesprzeć go finansowo, może popaść w biedę. Wieloletnią biedę, bo żyjemy coraz dłużej.

Od czego zależy wysokość emerytury?

Wysokość przyszłej emerytury zależy od kwoty zwaloryzowanych składek na koncie ubezpieczonego, zwaloryzowanego kapitału początkowego, środków zapisanych na subkoncie oraz średniego dalszego trwania życia. Im wcześniej pracownik zacznie odprowadzać składki emerytalne, tym lepiej dla wysokości przyszłej emerytury. Dlatego właśnie umowy cywilnoprawne są pułapką: mogą przekładać się na wyższą pensję teraz, ale praktycznie nie zostawiają śladu na koncie emerytalnym.

Warto w tym miejscu przypomnieć interesującą rozmowę, jaką dziennikarz Wirtualnej Polski przeprowadził z drem Tomaszem Lasockim z wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Zapytał go, na jaką emeryturę on, jako statystyczny 40-latek, może liczyć. Odpowiedzi mogą wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej optymistycznie nastawioną wobec przyszłości osobę.

Dr Lasocki zaczął od tego, że w przypadku 40-latka „połowa kart jest już rozdana”. Wiele dla ostatecznego rozrachunku zależy od tego, jak go „potraktował rynek” w pierwszych latach aktywności zawodowej.

– Jeśli jako student pracował pan na zlecenie, a zakładam, że tak, to ma pan 5 lat nieskładkowych, które liczą się wyłącznie do tego, by dostać minimalną emeryturę. Jeśli pański ojciec skończył studia, to zwiększył w ten sposób emeryturę o 3,5 proc. Zupełnie zmieniły się zasady gry. W starym systemie wystarczyło pokazać 10 lat dobrej pracy, by ustalić wysokość emerytury. W nowym systemie nie jest wybaczona ani jedna składka – powiedział. – Przez 25 lat się tego nie nauczyliśmy i to nie dotarło do naszej świadomości.

Cały zapis rozmowy przeczytać można poniżej.

Czytaj też:
Przygnębiające prognozy dla 40-latków. 30 proc. wynagrodzenia i to dla nielicznych

Młodzi ludzie nie wierzą w złe prognozy emerytalne

Nie wszyscy rozumieją, co jak zbudowany jest system i co to oznacza dla ich emerytur. Z badania wykonanego na zlecenie Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych (IGTE) wynika, że połowa osób w wieku 18-30 lat zakłada, że kiedy przejdą na emeryturę, będą dostawać świadczenie w wysokości co najmniej 68 proc. ich ostatniej pensji. Aż jedna trzecia młodych oczekuje, że będą dostawać emeryturę odpowiadającą ostatniemu wynagrodzeniu.

Musimy się jednak przygotować na twarde lądowanie. Stopa zastąpienia, czyli relacja wysokości emerytury do wysokości naszej ostatniej pensji, wynosić będzie bliżej 25 proc. Obecnie jest to 54 proc.

87 proc. Polaków w wieku 18-30 lat spodziewa się, że ta prognoza jest niedoszacowana. Co dziesiąty młody Polak oczekuje, że emerytura pozwoli mu zrealizować zarówno podstawowe potrzeby, jak i zabezpieczyć dodatkowe wydatki. Cztery procent badanych oczekuje, że będzie miało tak wysoką emeryturę, że da się z niej jeszcze odkładać oszczędności. Z drugiej strony aż 84 proc. uważa, że przyszła emerytura pozwoli najwyżej na zaspokojenie podstawowych potrzeb albo nie wystarczy nawet na to. Wyniki badania są wewnętrznie sprzeczne, ale mogą dowodzić, że młodzi ludzie jeszcze niewiele wiedzą o emeryturze i traktują ją jako bardzo odległy moment życia.

Czytaj też:
Koniec 13. i 14. emerytury? Zaskakujący pomysł koalicjanta
Czytaj też:
Dobra zmiana w rozdawnictwie? „Dość fundowania milionerom szampana”

Opracowała:
Źródło: Wprost / Deutsche Welle