Reforma PIP. I już wiadomo czego teraz chcą przedsiębiorcy

Reforma PIP. I już wiadomo czego teraz chcą przedsiębiorcy

Co dalej z reformą Państwowej Inspekcji Pracy?
Co dalej z reformą Państwowej Inspekcji Pracy? Źródło: Shutterstock / Memory Stockphoto
Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez inspektorów PIP bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł uznał premier Donald Tusk. To czego właściwie chcą przedsiębiorcy?

Reforma Państowej Inspekcji Pracy była już na ostatniej prostej kiedy decyzją premiera wylądowała w koszu. Kością niezgody okazały się nowe kompetencje inspektorów, czyli możliwość zmiany umowy o dzieło, umowy-zlecenia czy B2B na umowę o pracę. Nie pomogły zapisy, że od decyzji okręgowego inspektora miało przysługiwać odwołanie do Głównego Inspektora Pracy, a na końcu drogi odwoławczej – sąd pracy.

Od stycznia 2026 roku PIP miał przeprowadzać zdalne kontrole, sporządzać protokoły pokontrolne elektroniczne i wymieniać się informacjami z KAS i ZUS. Za reformą opowiedziały się związki zawodowe, przeciwko byli przedsiębiorcy. Teraz chcą przedstawić swój projekt zmian.

Ozusowanie umów wraca do gry

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) proponuje powrót do koncepcji pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych. Dzięki temu – zdaniem przedsiębiorców – reforma PIP może być kontynuowana w zmienionej formule, akceptowalnej zarówno dla rynku, jak i dla Komisji Europejskiej – poinformowała Federacja w komunikacie.

„Projekt będzie zawierał rozwiązania, które zapewnią realną ochronę pracownikom oraz wyrównają warunki konkurencji między przedsiębiorcami” – deklarują przedsiębiorcy. Ich zdaniem odrzucony projekt reformy PIP już na etapie założeń wyłączał spod realnych kontroli całe grupy zawodowe (lekarzy), naruszał zasadę powszechności i równego stosowania prawa, a obszary, w których instytucje publiczne pełnią rolę pracodawcy, z góry były traktowane jako wyłączone z faktycznego stosowania nowych przepisów. Co więcej, odrzucony projekt nie uwzględniał również patologii w systemie zamówień publicznych, które zdaniem FPP sprzyjają stosowaniu tańszych, niepracowniczych form zatrudnienia.

– Rewizja KPO to szansa na realną zmianę na rynku pracy. Nasz projekt przewiduje oskładkowanie umów zlecenia, dając pracownikom realne bezpieczeństwo społeczne, a przedsiębiorcom uczciwe i równe warunki konkurencji – tłumaczy w komunikacie Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Polskich Przedsiębiorców.

Biznes zmienia zdanie pod wpływem bilansu strat

Pomysł z oskładkowaniem umów zleceń w ramach kamienia milowego KPO zaproponował w 2024 roku rząd Mateusza Morawieckiego, co natychmiast spotkało się ze sprzeciwem Polaków, którzy szyko obliczyli, że otrzymywaliby niższe wypłaty na rękę. Sprzeciwili się mu także przedsiębiorcy, którzy aby utrzymać kwoty netto, musieliby dopłacić do wynagrodzeń.

W badaniu przeprowadzonym na zlecenie useme.com w sierpniu 2024 roku prawie 60 proc. Polaków opowiedziało się przeciwko oskładkowaniu umów. — Gdyby to firmy miały przejąć całkowicie wszystkie koszty oskładkowania umów na siebie, wówczas to przedsiębiorstwa zapłaciłyby więcej aż 40 proc. – tłumaczył w mediach Przemysław Głośny, prezes zarządu Useme.com dodając, że firmy po prostu nie są w stanie udźwignąc takich kosztów.

To co się nagle zmieniło? Brak realizacji kamienia milowego jakim miała być reforma PIP oznaczać może utracenie przez Polskę 11 mld zł z Krajowego Programu Odbudowy. Ponadto, od 2023 roku udział osób zatrudnionych na umowę o pracę spada, a rośnie udział pracowników samozatrudnionych (B2B, JDG, rolnicy). W konsekwencji przekłada się to na mniejsze wpływy do budżetu państwa, do ZUS i do NFZ.

Czytaj też:
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy na ostrym zakręcie. Decyzja premiera