"Są to projekty polityczne" - powiedział ukraiński przywódca, komentując działania Rosji na rzecz powstania gazociągów Nord Stream (Gazociąg Północny) i South Stream (Gazociąg Południowy).
Pierwszy z nich ma dostarczać rosyjski gaz do Niemiec po dnie Bałtyku, a drugi ma zostać ułożony na dnie Morza Czarnego i dostarczać gaz do Bułgarii, a stamtąd dalej do państw Europy Środkowej, Zachodniej i Południowej.
Zdaniem Juszczenki projekty te, z gospodarczego punktu widzenia, są niedorzeczne.
"Trudno uzasadnić chęć wydania 12-15 miliardów dolarów na budowę tych gazociągów zamiast zapewnienia tranzytu gazu z pomocą istniejącego systemu" - podkreślił szef państwa.
Ukraiński prezydent wskazał, że realizacja tych zamierzeń świadczy o braku jednolitego europejskiego rynku gazowego.
"Zjednoczony rynek nie istnieje. Jest podział na dwie strony, co zresztą i rodzi takie projekty. (...) Problemów z tranzytem (gazu) nie ma. Potrzebna jest wspólna ideologia wydobycia, tranzytu i spożycia gazu" - oświadczył Juszczenko.
Prezydent Ukrainy ponownie poparł Kartę Energetyczną i zaznaczył, że "rezygnując z niej doprowadzimy do dyskredytacji ostatniego dokumentu, który wyznacza działalność w tej dziedzinie".
Juszczenko raz jeszcze skrytykował styczniowe ukraińsko-rosyjskie umowy o dostawach gazu dla Kijowa i jego tranzycie przez Ukrainę do państw UE.
"Nie posiadamy gwarancji tranzytu, ale mamy gwarancje kupna (od Rosji) 40 miliardów metrów sześciennych gazu według zasady +bierz albo płać+. W roku bieżącym Ukraina nie wie, jak zapłacić za 7 miliardów metrów sześciennych gazu, ponieważ nie ma jak go zużyć" - powiedział.
Umowy gazowe wynegocjowane w styczniu w Moskwie przez rząd Julii Tymoszenko Juszczenko określił jako "zapłatę za politykę".
pap, keb