Najlepsze soki z najlepszych owoców, bo polskie

Najlepsze soki z najlepszych owoców, bo polskie

Jabłka, zdj. ilustracyjne
Jabłka, zdj. ilustracyjne / Źródło: Pexels / Pixabay
O rodzimym rynku owoców, produkcji soków i radzeniu sobie w trudnym czasie pandemii COVID-19 rozmawiamy z Wincentym Krzyżakiem, właścicielem firmy Sady Wincenta produkującej naturalne soki NFC i chipsy jabłkowe, dostępne również na stacjach paliw ORLEN.

Wprost.pl: Produkuje Pan naturalne soki. Co je wyróżnia?


Wincenty Krzyżak, Sady Wincenta: Soki tworzone w naszym gospodarstwie są całkowicie naturalne. Brak w nich jakichkolwiek dodatków, takich jak woda, cukier, aromaty czy konserwanty. Należą do segmentu NFC (not from concentrate), co oznacza, że ich zawartość nie została wytworzona z koncentratu, a powstała w „domowy sposób”.

Domowy – czyli jak?

Owoce po umyciu w wodzie źródlanej są sortowane, następnie rozdrabniane i kierowane do tłoczenia. Prasa taśmowa, której używamy pozwala w krótkim czasie pozyskać sok z miazgi, dzięki czemu napój nie brunatnieje.

W dalszej kolejności sok jest filtrowany na sicie wibracyjnym, po czym trafia do wirówki, a następnie pasteryzatora. Podgrzanie przygotowanego napoju, pozwala na zabezpieczenie soku przed bakteriami i grzybami. Po tym procesie, jeszcze gorący sok rozlewany jest do opakowań o różnych pojemnościach. W naszym przypadku są to kubeczki 200 ml, butelki szklane 330 ml i 750 ml oraz kartony BIB (bag in box) 3 l i 5 l.

Pańska rodzina od kilku pokoleń zajmuje się sadownictwem. Skąd pomysł na biznes sokowy?


Dokładnie tak, sadownictwem zajmujemy się od pokoleń, tłoczeniem soków od 10 lat. Wtedy to uruchomiliśmy nowoczesną tłocznię, pozwalającą na pozyskanie soku z własnych owoców, przy zachowaniu niemal wszystkich ich wartości. A o wszystkim tak naprawdę zadecydował przypadek.

Jak to?

W roku 2009 nawiedziło nas potężne gradobicie i cały plon nadawał się tylko do przetwórstwa. Ponieważ cena jabłek przemysłowych wynosiła wtedy kilka groszy, postanowiłem spróbować własnych sił w przetwórstwie. I pomimo tego, że wtedy nie myślałem o zmianie profilu gospodarstwa sadowniczego, tylko o jego rozwoju, już po roku okazało się, że produkcja soków jest na pierwszym miejscu przed produkcją owoców.

Przez 5 lat produkowaliście soki pod marką Słoneczna Tłocznia, od stycznia 2016 rozpoczęliście produkcję pod nową marką Sady Wincenta. Skąd ta zmiana?


Wynikło to z podziału firmy.


Jaka była reakcja konsumentów?


Jako Sady Wincenta zaczęliśmy zdobywać nowych klientów, co wcale nie było łatwe, natomiast z czasem odzyskaliśmy również część „starych” smakoszy naszych soków.

Kim są Pana klienci i dlaczego sięgają po soki marki Sady Wincenta?


Myślę, że mamy klientów w każdej grupie wiekowej i zawodowej, stąd taki duży asortyment smakowy i pojemnościowy naszych soków. Hitem firmy stały się soki w jednorazowych 200 ml kubeczkach, które trafiają głównie do dzieci w przedszkolach i szkołach, ale również do biur i stołówek jako dodatek do posiłków.

Butelki szklane to przede wszystkim sprzedaż tradycyjna poprzez hurtownie. Natomiast kartony 3 l i 5 l to głównie duże sklepy sieciowe. Są to na pewno klienci świadomi zdrowego odżywiania i walorów jakie niesie picie soków NFC.

Ale Sady Wincenta to nie tylko mętne soki tłoczone NFC, ale też chipsy jabłkowe, które dostarczacie m.in. na stacje paliw ORLEN w całej Polsce.

Tak, mamy w swojej ofercie chipsy, które są całkowicie naturalne, podobnie jak nasze soki, a co najważniejsze są bez dodatku cukru oraz bez dodatku tłuszczu. To świetne rozwiązanie dla tych, którzy lubią coś pochrupać, ale trzymają się diety.

Jabłka wybranych odmian - bo nie wszystkie się nadają - są obierane, następnie wydrążane i krojone na plastry. Tak przygotowane owoce układane są na sita i suszone ciepłym powietrzem. Po 24 godzinach suszenia produkt jest pakowany w atmosferze ochronnej do opakowań.

Dzięki współpracy z PKN ORLEN mamy pewność regularnych zamówień i niezawodny kanał dystrybucji naszych produktów, nawet w tak trudnym okresie, jak pandemia koronawirusa.

Większość przedsiębiorstw boryka się z ogromnymi trudnościami spowodowanymi COVID-19? A jak Wy sobie radzicie?


Na pewno mamy trudniej. Na szczęście jest to sektor spożywczy, na który pandemia miała mniejszy wpływ niż na inne branże. Oczywiście, zanotowaliśmy spadek sprzedaży, ale nie musieliśmy zamknąć zakładu ani zwalniać pracowników.

Skorzystaliśmy też z dostępnych rozwiązań tarczy antykryzysowej. Wsparcie to pomogło nam z nadzieją spojrzeć w przyszłość. Cięgle możemy robić to, co robiliśmy do tej pory.

Epidemia koronawirusa wymusza także zmianę organizacji pracy w firmach. Jak to wygląda u Was?

Tam, gdzie była taka możliwość, zwiększyliśmy odstępy między pracownikami. Dodatkowo mierzymy temperaturę i – oczywiście - dezynfekujemy zakład.

Robicie coś, żeby zmniejszyć koszty produkcji?


Niestety, te koszty raczej się zwiększyły.

Poważnym problemem jest nie tylko pandemia, ale również susza. Przekłada się na ceny produktów?


Wygląda na to, że sytuacja się chwilowo poprawiła i w tej chwili susza została zażegnana. W sadownictwie większym problemem są wiosenne przymrozki, a one w tym roku, niestety, nas nie ominęły.


To na pewno wpłynęło na znaczny wzrost cen owoców, szczególnie jabłek, które są głównym naszym surowcem.

W asortymencie macie wiele smaków soków. Łączycie smaki owoców również z warzywami. Wszystkie plony pochodzą z Waszego gospodarstwa?


Z naszego gospodarstwa pochodzi tylko część surowców, pozostałe kupujemy od okolicznych sadowników. A jak tu zabraknie, to ruszamy do największego zagłębia sadowniczego Europy, czyli okolic Grójca.

Jak duża jest konkurencja na rynku tłoczni?


Jak w każdej branży, konkurencja na rynku jest duża, szczególnie w czasie, gdy surowiec jest tani i wielu sadowników korzysta z usługowego tłoczenia soku, a następnie sprzedaje go na własną rękę. W latach, gdy surowiec jest drogi, na rynku jest spokojniej, ale z kolei znacznie trudniej uzyskać rentowność.

Niestety, owoce są surowcem, którego cena może różnić się nawet 400 proc. w stosunku jednego sezonu względem drugiego. Rywalizacja o klienta jest bardzo widoczna.

Czy każdy podmiot ma swój obszar działania, czy też trwa ostra rywalizacja o rynek?

Pojęcie obszaru działania tutaj nie istnieje. Wprawdzie mniejsze tłocznie działają bardziej lokalnie, ale trochę większe operują już w całej Polsce.

Jakie w takim razie są perspektywy polskich małych tłoczni soków? Nie obawia się Pan konkurencji ze strony tłoczni przemysłowych?


To zależy od wielu czynników. Perspektywy małych tłoczni oceniam jako dobre, chociaż uważam, że najlepsze czasy minęły. Rynek się już trochę nasycił. Wzrost sprzedaży soków NFC nie jest już tak duży, jak kilka lat temu.

Rynek zawsze będzie charakteryzował się dużą ilością konkurentów ze strony tłoczni przemysłowych, ale te małe tłocznie mają swoje atuty.

Jakie to atuty?

Przede wszystkim niepowtarzalność smaku - sok z małej tłoczni przy gospodarstwie jest inny od soku z tłoczni przemysłowej. Jest produkowany z lepszej jakości surowca. Ponadto, małe tłocznie produkują soki niszowe.

Polacy coraz częściej sięgają po zdrową żywność. Czy widać większe zainteresowanie produktami Sadów Wincenta?


Tak, chociaż mamy jeszcze dużo do zrobienia. Mam nadzieję że niektóre działania państwa polskiego w przyszłości jeszcze bardziej wpłyną na taką świadomość. Mam tu na myśli np. program „Owoce w szkole” czy wprowadzenie podatku cukrowego od napojów słodzonych, co wpłynie na większą konkurencyjność cenową soków. Również bardzo dobrym pomysłem jest kampania „Pij polskie soki”, uruchomiona przez PKN ORLEN.

ORLEN stawia również na polski patriotyzm gospodarczy. Już 85 proc. produktów dostępnych na stacjach PKN ORLEN zostało wytworzonych w Polsce.

To bardzo dobra inicjatywa. Kupując polskie produkty od polskich producentów Polacy wspierają niewielkie, rodzime firmy, jak nasza.

Według badań ARC Rynek i Opinia aż 70 proc. Polaków deklaruje, że kupując żywność – wybiera krajowe produkty. Czym się wyróżnia polska żywność?

Przede wszystkim wysoką jakością, świeżością, tradycyjnym smakiem, obecnością wartościowych i bezpiecznych składników.

Jest rozpoznawalna na świecie?

Na pewno możemy być dumni z polskich owoców, szczególnie jabłek. Nie bez przyczyny Polska jest największym w Europie i trzecim na świecie eksporterem jabłek. Podobnie jest z borówką, która za granicą jest bardziej rozpoznawalna niż w Polsce. Produkujemy naprawdę wysokiej jakości owoce, czasem niedoceniane w kraju.

Czytaj także:
Made in Poland rośnie w siłę

Opracowała:

Czytaj także

 0