Eksperci apelują o kontynuację Bezpiecznego kredytu 2 proc. „Dobrze by było..."

Eksperci apelują o kontynuację Bezpiecznego kredytu 2 proc. „Dobrze by było..."

Budowa, zdjęcie ilustracyjne
Budowa, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / Damian Lugowski
Za program „Bezpieczny kredyt 2 proc." już zapłaciliśmy cenę w postaci wzrostu cen mieszkań, dlatego racjonalne byłoby nie jego wygaszenie, ale utrzymanie - mówią eksperci, według których uruchomiony w lipcu tego roku program powinien być kontynuowany przez nową ekipę rządzącą.

– Obserwujemy kolejny boom zainteresowania „Bezpiecznym kredytem 2 proc”. – mówi Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors, cytowany przez „Rzeczpospolitą". – Obecnie ludzie przyspieszają swoje decyzje zakupowe, wybierają mieszkania w ciągu dwóch dni, szybko kompletują potrzebne dokumenty, byle tylko zdążyć ze złożeniem wniosku do końca grudnia tego roku – dodaje.

Bezpieczny kredyt 2 proc. Polacy chcą zdążyć przed zamknięciem

Polacy obawiają się, że na początku przyszłego roku nabór do programu „Pierwsze Mieszkanie” zostanie wstrzymany ze względu na wyczerpanie się limitów na dopłaty z budżetu państwa, ale też wskutek zmian na szczytach władzy.

Zainteresowanie uruchomionym na początku lipca „Bezpiecznym kredytem 2 proc." przerosło oczekiwania jego twórców. Szacowano, że w tym roku zostanie udzielonych ok. 10 tys. kredytów, o wartości ok. 3,2 mld zł, co kosztowałby budżet państwa ok. 178 mln zł dopłat do tych kredytów. W związku z tym nie przewidziano limitu dopłat i wnioski można składać do bólu. Większego wysypu zainteresowania rząd spodziewał się dopiero w przyszłym roku (oczekiwano 40 tys. umów o wartości 13,2 mld zł, na dopłaty z budżetu wprowadzono łączny na 2023 i 2024 r. limit w wysokości 941 mln zł). Tymczasem, do 23 listopada zawarto już 40,8 tys. umów o wartości 16,5 mld zł.

Pod koniec zeszłego tygodnia rząd poinformował, że kwota limitu dopłat na przyszły rok ma zostać podwojona do 1,82 mld zł (z 0,94 mln zł), a łącznie do 2032 r. – do ok. 16,1 mld zł z 11,3 mld zł.

– To dobra zmiana, choć nie sądzę, by takie zwiększenie limitów, łącznie o 35 tys. osób, było wystarczające – ocenia Bartosz Turek, główny analityk HREIT. – Ogromne zainteresowanie programem wynika nie tylko z kumulacji odroczonego czy wyprzedzającego popytu w tym roku, ale także z faktu, że znacząco wzrosła zdolności kredytowa młodych Polaków, a więc i grono uprawnionych – dodaje.

Apel o kontynuację programu

Turek apeluje do nowego rządu o kontynuację programu, podkreślając, że rynkowi mieszkaniowemu nie jest dziś potrzebna kolejna rewolucja, a stabilizacja. – Za program BK2% już zapłaciliśmy cenę w postaci wzrostu cen mieszkań, dlatego racjonalne byłoby nie jego wygaszenie, ale utrzymanie. Dyskutować można co do jego hojności, może zamiast 2 proc. wystarczyłby kredyt na 3–4 proc. – podkreśla cytowany przez „Rzeczpospolitą" Turek.

W podobnym tonie wypowiada się Jarosław Sadowski. – Tymczasem to, czego Polacy i rynek ruchomości potrzebują najbardziej, to przewidywalności rządowych programów wsparcia i pewności, że będą dostępne przez kilka lat. Dlatego dobrze by było, by funkcjonowanie programu BK2% zostało potwierdzone – mówi główny analityk Expander Advisors.

Czytaj też:
Polacy boją się, że „Bezpieczny kredyt” szybko się skończy. Banki ponownie zasypane wnioskami
Czytaj też:
Największy najemca mieszkań zarobił krocie. Efekt rządowego programu

Źródło: Rzeczpospolita