Opłata reprograficzna. Bez podwyżek się nie obędzie. Producenci nie wezmą ich na siebie

Opłata reprograficzna. Bez podwyżek się nie obędzie. Producenci nie wezmą ich na siebie

Opłata reprograficzna obejmie m.in. laptopy i karty pamięci
Opłata reprograficzna obejmie m.in. laptopy i karty pamięci / Źródło: Pixabay
Ministerstwo przekonuje, że opłata reprograficzna to dowód na solidarność z artystami, wszak z ich utworów często korzystamy bezpłatnie. Eksperci z branży IT ostrzegają, że doprowadzi to do wzrostu cen elektroniki. A klienci zastanawiają się, czy to nie ostatni moment, by kupić laptop czy telewizor, zanim nowy podatek zacznie obowiązywać.

Wszystko wskazuje na to, że opłata reprograficzna w nieodległej przyszłości stanie się faktem. Trwa ustalanie jej kształtu i przede wszystkim tego, jakie urządzenia mają zostać nią objęte.

Nie można zadowolić wszystkich

Opłata reprograficzna to forma rekompensaty należnej twórcom, wykonawcom, producentom nagrań i wydawcom za szkody, jakie ponoszą w związku z faktem, że część odbiorców kopiuje ich utwory. A skoro utwór kopiuje się na nośnik – płytę CD, pendrive'a, dysk – to danina jest pobierana od sprzedaży takich właśnie nośników.

Oplata reprograficzna obowiązuje u nas od wielu lat, ale jako że lista objętych nią nośników nie przystaje do współczesności (są na niej m.in. magnetowid, radiomagnetofony, kasety VHS i VHS/D oraz kasetę magnetofonową), to ustawodawca postanowił odświeżyć spis.

Nie da się tego jednak zrobić bez wzbudzania sporów i kontrowersji. Nową opłatę ktoś będzie wszak musiał ponieść, a chętnych brak.

Mówienie o wysokich marżach to nieznajomość branży

Początkowo zakładano, że opłatą zostaną objęte smartfony. Ostatecznie na liście towarów objętych opłatą w nowym kształcie znalazły się komputery stacjonarne, laptopy, odtwarzacze audio-wideo, ale też wszelkiego rodzaju nośników pamięci – pendrive’y, karty pamięci, dyski SSD.

Bezpośrednio 4-proc. podatkiem zostaną obciążeni producenci i importerzy, ale należy się spodziewać, że ostatecznie przerzucą koszt na klientów.

– Argument zwolenników opłaty reprograficznej, że sprzedawcy elektroniki mogą bez trudu pokryć ją ze swoich wysokich marż, jest dowodem całkowitej nieznajomości rynku. Segment elektroniki jest niezwykle konkurencyjny, a marże są bardzo niskie – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Grzegorz Wachowicz, dyrektor ds. handlu w sieci RTV Euro AGD Wachowicz.

Droższa elektronika to mniej dostępna elektronika

Dodał, że ceny elektroniki użytkowej w naszym kraju są najniższe w całej UE, co znajduje potwierdzenie w danych Eurostatu. Stanowią 90,7 proc. unijnej średniej ceny tego typu sprzętu (dla porównania w najdroższym pod tym względem kraju, czyli Islandii, ceny elektroniki kształtowały się na poziomie 133,6 proc. średniej).

Wachowicz spodziewa się, że wyższe ceny sprzętu uderzą w rozwój technologiczny, transformację cyfrową. O tym, jak ważny jest dostęp do dobrego, ale też dobrego sprzętu, przekonali się rodzice, którzy wiosną zeszłego roku musieli zorganizować dzieciom stanowiska do nauki zdalnej. Bez szybkiego komputera z dobrym mikrofonem dziecko było na straconej pozycji. Im wyższe ceny, tym więcej wykluczonych z takiego zakupu.

O ile zdrożeją sprzęty elektroniczne?

W przypadku najbardziej popularnych laptopów, w przedziale od 2,5 do 3 tys. zł, ceny pójdą w górę o 100-120 zł – szacuje serwis money.pl. Opłata reprograficzna dosięgnie również nabywców telewizorów, i to nie tylko tych z systemem Smart TV. W przypadku modeli w cenie od 3 do 5 tys. zł podwyżka sięgnie od 120 do 200 zł.

Dla naliczenia opłaty reprograficznej nie ma znaczenia, w jakim celu klient nabywa sprzęt, a więc czy na pendrive będzie trzymał swoje prywatne zdjęcia, czy też pobrane z sieci piosenki. Będziemy płacić za sam fakt, że teoretycznie zyskamy możliwość kopiowania cudzych utworów. Bez znaczenia będzie też fakt, czy korzystamy z cudzych utworów w ramach tzw. dozwolonego użytku czy też jest to piractwo.

Na co pieniądze z opłaty?

Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu chce, by wpływy z opłaty w większym stopniu pomagały twórcom. Z danych resortu wynika, że na ok. 67 tys. mieszkających w naszym kraju artystów aż 60 proc. zarabia poniżej średniej krajowej, a ok. 30 proc. zarabia mniej niż wynosi wynagrodzenie minimalne. Zaledwie 13,9 proc. artystów jest zatrudnionych na umowę o pracę, wielu pracuje na umowach o dzieło lub na czarno, nie ma przez to opłacanych składek na ZUS.

Opłata reprograficzna miałaby zasilić ich fundusz emerytalny.

Czytaj też:
7 proc. uprzywilejowanych. Czy państwo powinno pomagać artystom? Najpierw artyści powinni pomóc sami sobie

Źródło: Rzeczpospolita
+
 1

Czytaj także