Ceny materiałów budowlanych spadają. Jak to się ma do cen nieruchomości?

Ceny materiałów budowlanych spadają. Jak to się ma do cen nieruchomości?

Materiały budowlane
Materiały budowlane Źródło:Materiały prasowe / Polskie Składy Budowlane
Systematycznie spadają ceny materiałów budowlanych, co mogłoby przyczynić się do spadku – albo przynajmniej ustabilizowania – cen nieruchomości. Materiały budowlane to jednak tylko jedna ze składowych wpływających na ostateczny koszt wybudowania budynku jedno lub wielorodzinnego.

W grudniu 2023 r. ceny materiałów budowlanych średnio spadły o 2,6 proc. rdr i o 0,2 proc. mdm – poinformowały w czwartek Polskie Składy Budowlane (PSB). „Grudniową kontynuację korekty cen materiałów budowlanych w wymiarze -2,6 proc. należy zakwalifikować już jako znaczącą. Od września średni spadek cen wyniósł już w sumie 5 proc., a co ciekawe, na razie niewiele wskazuje na to, by sytuacja w przewidywalnej przyszłości miała ulec radykalnej zmianie” – napisano w komunikacie.

Materiały budowlane coraz tańsze

Najbardziej zdrożał cement i wapno o 16,6 proc., farby i lakiery o 7,1 proc. oraz chemia budowalna o 3,1 proc. W największym stopniu potaniały natomiast płyty OSB i drewno (o 24,7 proc. rdr), izolacje termiczne (o 8,5 proc.) oraz ściany i kominy (o 6,2 proc.).

W zestawieniu napisano, że dodatnia dynamika sprzedaży była udziałem ośmiu grup towarowych, ujemna zaś wystąpiła w dwunastu przypadkach, czyli dokładnie odwrotnie niż miesiąc wcześniej. „Tym razem może to sugerować, że za spadkami cen materiałów budowanych przynajmniej w istotnej części stoi niewystarczający na nie popyt” – dodano.

Czy jest szansa na spadek cen nieruchomości?

Czy jest szansa, że niższe ceny materiałów będą stanowiły wystarczający powód do tego, by deweloperzy choć trochę obniżyli ceny? To może być za mało: rynek jest od lipca rozgrzany przede wszystkim w związku z tanimi kredytami. Rząd uruchomił program „Bezpieczny kredyt 2 proc”. w sytuacji, gdy na rynku była niewystarczająca liczba mieszkań, bo przez dwa ostatnie lata deweloperzy ograniczali nowe inwestycje. Gdy więc sprzedający zorientowali się, że za chwilę przyjdzie do nich kilkadziesiąt tysięcy nowych kupujących, podnieśli ceny – wiedzieli, że wcześniej czy później znajdą się chętni na zakup. Ponadto klienci, którzy skorzystali z rządowej dopłaty, byli bardziej skłonni zaakceptować podwyżki.

Program już się zakończył i w połowie roku 2024 ruszy kolejny program dopłat. Do tego czasu na rynek nie trafi dużo więcej nowych mieszkań, bo deweloperzy wrócili na place budowy dopiero na początku 2023 roku, a proces budowlany trwa co najmniej półtora roku. Stąd należy zakładać, że „rzucenie” kolejnej transzy tanich kredytów spowoduje dalsze wydrenowanie rynku.

Mieszkanie na start – założenia

Przypomnijmy najważniejsze założenia programu „Mieszkanie na start”.

Podobnie jak w przypadku programu „Bezpieczny kredyt 2 proc.", ze wsparcia będzie można skorzystać na zakup pierwszego mieszkania. Wyjątek będzie dotyczyć rodzin 5-osobowych.

Oprocentowanie wyniesie:

  • 1,5 proc. dla gospodarstw 1 i 2-osobowych
  • 1 proc. dla 3-osobowych
  • 0,5 proc. dla 4-osobowych
  • 0 proc. dla 5-osobowych

Dopłaty do oprocentowania będą przez 10 lat, ale wyniosą nie więcej niż:

  • 200 tys. zł dla gospodarstwa 1-osobowego
  • 400 tys. zł dla 2-osobowego
  • 450 tys. zł dla 3-osobowego
  • po 50 tys. za każdą kolejną osobę.

Minister rozwoju i technologii zapowiedział, że nowy program mieszkaniowy rządu zostanie uruchomiony w połowie roku. Hetman poinformował również, że w budżecie na 2024 rok zarezerwowano na program 500 mln zł.

Czytaj też:
Mieszkanie na start zastąpi Bezpieczny Kredyt 2 proc. Ekspert wskazuje „mocny czynnik podnoszący ceny”
Czytaj też:
Partia Razem krytykuje „Mieszkanie na start”. Nie poprze projektu

Opracowała:
Źródło: Wprost