Polska spółka farmaceutyczna, obroty powyżej 100 mln zł rocznie. Do zarządu wchodzi konsultant, znany, obecny na konferencjach, cytowany w branżowych mediach. Jego misja: przeprojektować mindset prezesów, procesy dyrektorów, nawyki delegowania managerów. Cena: setki tysięcy złotych. Efekt po kilkunastu miesiącach? Część zespołu odeszła, ale to nie problem konsultanta, tylko dowód, że „nie udźwignęli standardów”, atmosfera się zepsuła, ale ludzie są przecież „lustrem cudzych emocji". Przychód nie wzrósł, ale za to wzrósł zysk, bo wyrzucono część pracowników i wyciśnięto pozostałych do granicy wypalenia zawodowego. Na ścianach wiszą karteczki, w szafie leży sześćdziesięciostronicowy raport w twardej oprawie wygenerowany przez model językowy, niemal nic z niego nie wynika – ale jest, wygląda poważnie i właśnie dlatego spełnia swoją najważniejszą funkcję: nie dostarcza wiedzy, tylko dostarcza pozoru, że wiedza była wdrażana. Co my tutaj tak naprawdę mamy? Mechanizm, który ekonomiści nazywają pułapką dóbr zaufania, psycholodzy, dysonansem poznawczym i efektem kosztów utopionych, a który w języku potocznym można opisać prosto: im więcej zapłaciłeś, tym trudniej przyznać, że przepłaciłeś.
Fabryka niepewności
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
