Reformatorska odwaga

Reformatorska odwaga

Dodano:   /  Zmieniono: 

Wyzwolona energia

Beata Szydło, wiceprezes PiS

Staliśmy się częścią wolnego, demokratycznego świata. Truizmem jest dziś mówienie o tym, że największym osiągnięciem była zmiana systemu i wprowadzenie zasad wolnorynkowych, ale z perspektywy tych 25 lat te zmiany pozwoliły na wielki rozwój przedsiębiorczości w Polsce. Pokazaliśmy, że jesteśmy ludźmi potrafiącymi budować własne firmy, które mają szansę normalnie funkcjonować. Ta wyzwolona energia to chyba nasze największe osiągnięcie.

Jednak dziś wpadliśmy w pułapkę średniego rozwoju. Ten impet, który mieliśmy na początku, został zatrzymany. Pozwoliliśmy, aby w Polsce pozbyto się ważnych gałęzi przemysłu. Nie mamy polskiej marki, czegoś, co by nas wyróżniało – swego czasu byliśmy mocni w przemyśle chemicznym czy transportowym. Te firmy próbują budować dziś swój potencjał, ale potrzebują wsparcia. Musimy też postawić na nowe technologie, czyli rozwój nauki i badań.

Ci, którzy Balcerowicza chwalą, twierdzą zawsze, że droga, którą poszliśmy, transformując ustrój, była najlepsza. Ale zawsze można zrobić coś lepiej, bardzo dużo grup społecznych stało się ofiarami tych przemian. To, że dzisiaj 2 mln ludzi jest bez pracy, że drugie tyle wyemigrowało, że mamy jedne z najmniejszych płac, że praca w Polsce jest niestabilna – to należy zapisać po stronie minusów. Ekipa wprowadzająca zmiany zachłysnęła się liberalizmem. Nie skorzystaliśmy w wystarczającym stopniu z doświadczenia wielu polskich ekonomistów. Dzisiejsza ocena może być inna, bo minęło ćwierćwiecze.

Przypuszczam, że premier Mazowiecki miał dostateczną wiedzę na temat tego, czy należy to zrobić. Były inne emocje – wydawało się, że pewne rzeczy trzeba robić szybko, korzystać z każdej okazji, że teraz „to już na pewno będzie inna Polska”. Dziś jednak sądzę, że „gruba kreska” była błędem. Pozwoliła, że wielu ludziom, którzy w poprzednim systemie dzierżyli władzę, „przechować się”, a dziś, kiedy spojrzy się na biznesy powstałe na uwłaszczaniu Skarbu Państwa, widać, że został on wykorzystany aż do bólu. Trzeba było to przeciąć i rozliczyć, dziś nie wracalibyśmy do pewnych historii. To oczywiście zawsze trudne decyzje, a ile krajów Europy Wschodniej, tyle rozwiązań w sprawie decydentów komunistycznych. To, że jesteśmy demokratycznym, wolnym państwem w Unii Europejskiej, to jest epoka w naszym rozwoju – bezdyskusyjnie. Myślę, że największym problemem są kwestie związane z zabezpieczeniem społecznym pracy.

Jesteśmy krajem taniej siły roboczej i tym konkurujemy na rynkach, co nie jest dobrym rozwiązaniem. Nasze zasoby powinny koncentrować się na odbudowie gospodarki. Patrząc na te 25 lat, widać, jakie błędy popełniono, likwidując polski przemysł. Uważano to za obciążenie dla państwa, a dziś widać, że kraje z silnym przemysłem zwyciężają. Mam nadzieję, że będziemy krajem w czołówce Europy. Krajem, w którym sytuacja gospodarcza będzie na dobrym poziomie, że Polacy będą chcieli tutaj żyć. To moje marzenia, ale jak będzie w istocie? 25 lat to wbrew pozorom nie jest tak długi czas i trudno nam będzie nadgonić stracone lata, ale tak naprawdę zależy to od tego, co w Polsce będzie się działo w perspektywie 3-4 lat. Jeśli dobrze wykorzystamy ostatnią transzę środków z Unii na przemysł i rozwój gospodarki, to perspektywy są niezłe. Ważne jest też stworzenie warunków, które pozwolą Polakom konkurować na arenie międzynarodowej.

Polska jak z obrazka

Łukasz Gibała, poseł Twojego Ruchu

Podczas wydarzeń na kijowskim Majdanie media obiegła grafika przedstawiająca PKB na mieszkańca w Polsce i na Ukrainie w okresie 1990-2012. Obrazek wykorzystywało wielu polityków, m.in. Donald Tusk. Na wykresie widać, że startowaliśmy z podobnego pułapu, ale Polska w porównaniu z Ukrainą rozwijała się w tempie błyskawicznym.

To nie Tusk powinien się chwalić tym obrazkiem. Miałby do tego pełne prawo pierwszy polski niekomunistyczny rząd. A przede wszystkim Leszek Balcerowicz, architekt planu gospodarczego, bez którego bylibyśmy tam, gdzie Ukraina. Bez tamtej odwagi, wizji i podejmowania ryzyka Polska nie miałaby szans na tak dynamiczny rozwój. Dowodem jest skumulowany wzrost gospodarczy w latach 1990-1996 dla krajów byłego bloku wschodniego, w których nie odważono się na tak radykalne reformy. We wszystkich przypadkach są to liczby ujemne – w Czechach -2 proc., na Węgrzech -16 proc., a na Ukrainie -59 proc. Dla porównania, polski skumulowany wzrost w tym okresie to 7 proc. Bez minusa.

Duży sukces 25-lecia to decentralizacja, której kulminacją była reforma samorządowa z roku 1999. Dzięki temu proces inwestycyjny stał się szybszy, bardziej gospodarny i lepiej celowany. Efekty widzimy do dziś. W ogromnej mierze to właśnie samorządy modernizowały Polskę. Niestety ten wynikający z decentralizacji impuls prorozwojowy już się wygasza. To wynik ewidentnego błędu systemowego, pokutującego do dziś: braku limitu dwóch kadencji. Ci sami burmistrzowie czy prezydenci miast rządzą już trzecią, czwartą, a nawet piątą kadencję. Kolejnym wielkim sukcesem, a zarazem impulsem prorozwojowym było wejście do UE. Gigantyczny potok euro trafił w infrastrukturę, transport, ale i do polskich przedsiębiorców. Ogromne znaczenie miało otwarcie unijnych rynków dla polskich firm – eksport do krajów UE wzrósł w ciągu 10 lat pięciokrotnie, z ok. 30 do blisko 150 mld dolarów. Łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest niewystarczająco efektywne wydawanie środków unijnych. Dowodów nie trzeba daleko szukać – to opóźnienia w budowie autostrad czy środki na kolej, których pulę na lata 2007-2013 wykorzystaliśmy w niespełna 20 proc. i grozi nam ich utrata.

Sukcesem Tuska były dwie reformy tykającej bomby – systemu ubezpieczeń społecznych. Premier znacznie ograniczył prawo do wcześniejszej emerytury i rozpoczął stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego. Ale to nie zniwelowało ryzyka zawalenia się systemu ubezpieczeń społecznych, tylko odsunęło je w czasie. Niestety w ostatnim 25-leciu wielu niezbędnych rzeczy nie zrobiono. Z reformatorską odwagą wygrywała troska o sondażowe słupki. To przede wszystkim gruntowna reforma systemu ubezpieczeń społecznych, bez której tykająca bomba wybuchnie – likwidacja KRUS-u i emerytalnych przywilejów mundurówek to konieczność. Wysokie opodatkowanie pracy jest przyczyną emigracji zarobkowej, bezrobocia, pracy na czarno czy zatrudniania na umowach cywilnoprawnych.

Niezbędne jest uproszczenie systemu podatkowego, ujednoznacznienie przepisów podatkowych i stopniowe obniżanie podatków. Optymalnym rozwiązaniem jest liniowy CIT, PIT i VAT. Trzeba wprowadzić mechanizmy zachęcające do zakładania nowych firm – choćby takie, jak proponowana przez Twój Ruch „firma na próbę” (zero biurokracji i zero podatków poza VAT-em przez pierwsze 3 miesiące działalności). Trzeba usprawnić działanie sądownictwa, przede wszystkim skrócić czas dochodzenia należności. Środki unijne muszą być wydawane szybciej i efektywniej, a także – żeby osiągnąć efekt masy krytycznej – powinny być bardziej skoncentrowane. Należy postawić na innowacyjność, zmienić prawo podatkowe tak, żeby premiowało wytwarzanie innowacji w kraju oraz prawo zamówień publicznych tak, żeby jednym z kryteriów przy wyborze oferty była innowacyjność. Trzeba tworzyć infrastrukturę biznesową dla branż zaawansowanych technologii – inkubatory przedsiębiorczości czy fundusze Venture Capital. Należy też postawić nowe cele przed polskimi służbami dyplomatycznymi. Powinny pomagać polskim firmom wchodzić na nowe rynki, przede wszystkim te rozwijające się, bo eksport do krajów azjatyckich czy afrykańskich jest śladowy, a szefowie placówek powinni być rozliczani również ze wzrostu eksportu w danym kraju.

Ale to wszystko wymaga takiej odwagi i determinacji, jak na początku lat 90. Polityka ciepłej wody w kranie w wydaniu Donalda Tuska jest zaprzeczeniem balcerowiczowskiego reformatorstwa. Jeśli nic się nie zmieni, to za kolejne 25 lat Polska może być Ukrainą z opisanego na początku obrazka.

25 wygranych-przegranych lat

Marek Migalski, europoseł Polski Razem

Na pewno pozytywnie należy patrzeć na kilka obszarów, które większości z nas przynoszą korzyści. Internet dotarł pod strzechy – ponad 75 proc. Polaków ma do niego dostęp. Mamy silny eksport, który napędza wzrost PKB i zapewnia miliony miejsc pracy – w zeszłym roku jego wartość wyniosła ponad 150 mld euro. Do tego sukcesu przyczyniają się m.in. polscy przedsiębiorcy, genialni naukowcy i ambitni studenci. O grafenie usłyszał cały świat.

Warto pamiętać, że mamy silną giełdę – największą w naszej części Europy. W sumie notowanych jest na niej ponad 450 spółek o łącznej kapitalizacji ponad 880 mld zł – to ponad trzy razy więcej, niż wyniosą tegoroczne dochody budżetowe. Wreszcie polskie marki stają się ważniejszymi graczami na europejskich i światowych rynkach – np. Solaris.

Należy zwrócić uwagę, że to wszystko udaje się pomimo dużych utrudnień dla prowadzenia biznesu. W rankingu wolności gospodarczej Polska zajmuje dopiero 50. miejsce na świecie, jedno z najgorszych w UE. Ustawa Wilczka, obowiązująca od 1989 r. i zawierająca zaledwie 55 artykułów, była paradoksalnie najbardziej liberalnym aktem prawnym regulującym gospodarkę w Polsce. Z upływem lat była regularnie niszczona – wprowadzano liczne ograniczenia, koncesje, zezwolenia. Państwo, zamiast pomagać, rzuca prywatnemu biznesowi kłody pod nogi, o czym gorzko przekonali się np. Roman Kluska, twórca Optimusa, czy bohaterowie historii, na kanwie której powstał robiący duże wrażenie „Układ zamknięty”. Całości dopełnia nieefektywny system sądownictwa. Średni czas trwania procesów gospodarczych w Polsce to prawie dwa lata – dla przedsiębiorcy to wieczność.

Równolegle z niszczeniem ustawy Wilczka obserwujemy w Polsce skandaliczny rozrost biurokracji. Przez 25 lat liczba urzędników wzrosła ze 160 tys. do ok. 450 tys., z czego w ostatnich siedmiu latach notujemy wzrost rzędu 150 tys., za co odpowiadają już bezpośrednio premier Donald Tusk i rząd PO-PSL. Jedną z przyczyn wzrostu zatrudnienia jest bardzo niska wydajność pracy, powodowana m.in. patologicznym systemem procedur, nakazów i zakazów. Ponadto w polskich urzędach nie stosuje się praktycznie żadnych form nagradzania efektywności – premie, z reguły, przyznawane są za nic, siatki płac są sztywne. Rozrost biurokracji jest jednym z czynników składowych szybko rosnącego długu publicznego, który staje się jednym z największych zagrożeń dla stabilności finansów państwa. Pod koniec zeszłego roku wynosił on blisko 850 mld zł. Pod rządami PO-PSL urósł o, bagatela, ponad 300 mld zł.

Duża grupa Polaków doświadczyła dobrodziejstw przemian ustrojowych. Bogacimy się i statystycznie stać nas na więcej – na samochód, telewizor LED, wczasy zagraniczne. Niestety temu zjawisku towarzyszą zwiększające się rozwarstwienie dochodów i pauperyzacja części społeczeństwa. Niskie płace szeregowych pracowników nie tylko nie pozwoliły

w Polsce ukształtować się klasie średniej, ale też implikowały kolejne fale emigracji. Ponad dwa miliony Polaków wyjechało za granicę. Ciągłym problem w Polsce jest wysokie bezrobocie, które jest w Polsce mocno zróżnicowane geograficznie i egzemplifikuje problem pogłębiającej się przepaści gospodarczej między Polską A i B. Bogaci rozwijają się szybciej, a biedni wolniej. Duże miasta stają się dynamicznymi lokomotywami wzrostu gospodarczego, a reszta zostaje w tyle.

Na pewno znaczącym skokiem rozwojowym był rozwój infrastruktury drogowej w Polsce. Z drugiej strony, należy jednak pamiętać o licznych patologiach związanych z przetargami na budowę dróg, opóźnieniami czy też zapaścią sektora budowlanego po Euro 2012. Dziesiątki firm, szczególnie podwykonawców, zbankrutowało, bo nie otrzymało należnych pieniędzy za wykonane prace, upadały firmy, które budowały stadiony na Euro. Wielu Polaków ambiwalentnie spogląda także na polski system bankowy, który, co prawda, wytrzymał próbę kryzysu gospodarczego, ale jest polski tylko z nazwy. Dziś ok. 64 proc. aktywów bankowych jest w rękach kapitału zagranicznego. Inwestorzy spoza Polski mają pakiety kontrolne w 61 (sic!) bankach – w tym 8 z 10 największych. Ta struktura własności jest dla nas niekorzystna, gdyż zyski banków wypływają z Polski.

Mamy pokolenie młodych, ambitnych, zdolnych, ciekawych świata ludzi, funkcjonujących w kapitalistycznym państwie, którzy boleśnie zderzają się z rzeczywistością socjalistycznych uniwersytetów. W Akademickim Rankingu Uniwersytetów Świata w pierwszej pięćsetce, znajdują się tylko dwie uczelnie z Polski – i to na niskich pozycjach. Placówki akademickie funkcjonują w oderwaniu od realiów rynkowych, narzucają sztywne ramy studiów, są nieelastyczne, bardzo rzadko współpracują z przemysłem, sektorem usług. Produkują absolwentów nieprzygotowanych do wejścia na rynek pracy, nie podnoszą ich kompetencji. Co robią młodzi? Wyjeżdżają się uczyć za granicę – tam zdobywać doświadczenie i szlifować języki. Niestety już do nas nie wracają. Patrząc holistycznie na minione ćwierćwiecze, okazuje się, że największą siłą i nadzieją Polski są właśnie Polacy – którym się chce, którzy ciężko pracują na swój sukces, są ambitni, zdolni. Oni nawet nie chcą, żeby państwo jakoś szczególnie im pomagało – im wystarczy, by państwo wreszcie przestało im przeszkadzać i wtrącać się w nie swój interes.

Nie przyjęliśmy wspólnotowej kultury

Bogusław Liberadzki, europoseł SLD

Bilans 10 lat członkostwa Polski w UE jest dla nas pozytywny. Potwierdzają to badania opinii publicznej. 89 proc. Polaków popiera integrację, jednak tylko 43 proc. z nas odczuwa tego pozytywne skutki. Na tę opinię trzeba zwracać uwagę.

Kryzys gospodarczy uświadomił potrzebę reindustrializacji UE, daje to szansę na nadejście impulsu ponownego uprzemysłowienia Polski. Możemy już odnotować sukcesy kilku sektorów, na przykład w przemyśle środków transportu. Jednak UE nie może być omnipotentna i pretendować do bycia jedną siłą w każdej sprawie. Unia powinna być silna w sprawach zasadniczych dla dobrobytu obywateli, rolnictwa, konkurencyjności. Przestrzegam przed nadmiernym rozszerzaniem ingerencji Komisji czy Rady, bo prowadzić to może do błędów, za które będzie obciążana UE. Stanowi to pożywkę dla eurosceptyzmu.

W tym bilansie negatywnie wypada zmiana modelu socjalnego. Nie przyjęliśmy wspólnotowej kultury relacji urzędnik – obywatel. Daleko nam do zrozumienia, że obywatel jest pracodawcą urzędników i urzędów. Opieka społeczna, usługi publiczne, poczucie bezpieczeństwa socjalnego, stabilności i warunków pracy – to są ważne przyczyny emigracji.

Spłycamy często istotę UE i korzyści z członkostwa tylko do kwot przyznawanych Polsce z budżetu wspólnotowego. Bez członkostwa w UE mielibyśmy dużo wyższy poziom bezrobocia. Dwa miliony Polaków na emigracji to mniejsze bezrobocie, miliardy transferowane do kraju. Z drugiej strony doświadczamy także drenażu talentów. To zjawisko mogą zatrzymać tylko zmiana modelu socjalnego, podwyżka płac i pewność emerytur. W interesie Polski leży silna UE, silne i skuteczne jej instytucje o jasno określonych kompetencjach. Chcieć winniśmy, aby ważniejsze było stanowisko przewodniczącego Komisji, Rady czy Parlamentu Europejskiego w określonych sprawach niż kanclerz RFN, prezydenta Francji czy premiera Wielkiej Brytanii.

Więcej możesz przeczytać w 19/2014 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także