Wielki reset, czyli powrót złota

Wielki reset, czyli powrót złota

Dolar wkrótce upadnie – wieszczy coraz większa grupa ekonomistów i proponuje – powróćmy do parytetu złota. Czy to możliwe?

System pieniądza papierowego czeka upadek. – To będzie Big Reset – twierdzi Willem Middelkoop, holenderski publicysta ekonomiczny. – Mamy do czynienia z zepsuciem dolara jako waluty rezerwowej i niekontrolowanym wzrostem długu. Doszliśmy do punktu, który zagraża już nie tylko bankom, ale krajom – mówi. Lekarstwem ma być złoto, czyli powrót do systemu walut opartych na złocie. I nie on jeden jest tego zdania. O złocie jako punkcie odniesienia w nowym systemie pieniężnym pisał niedawno w otwartym liście do „Financial Times” poprzedni prezes Banku Światowego Robert Zoellick. Robert Mundell, kanadyjski ekonomista, który opracował podstawy euro, mówi o nowym Bretton Woods, czyli porozumieniu banków, w którym cena złota byłaby sztywna dla banków centralnych, a kruszec byłby aktywem finansowym. Zwolennikiem standardu złota jest Ron Paul, libertarianin, były republikański kandydat na prezydenta USA, pochlebnie o złocie wypowiada się słynny publicysta Steve Forbes. Stan Utah już uznał złoto i srebro za oficjalne środki płatnicze, a kilkanaście innych stanów rozważa podobne posunięcie. Coraz głośniej mówi się – m.in. w Niemczech, Holandii i Austrii – o repatriacji złota przechowywanego poza krajem. Złoto skupują banki centralne, obawiając się o przyszłość papierowych walut – euro i dolara. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z powrotem złota?

DOLAR TO JUŻ HISTORIA?

„Gold bugs”, czyli maniacy złota – tak nazywa się zwolenników powrotu do parytetu złota. Według nich obecny system finansowy skazany jest na klęskę. Ostateczny upadek odwleka tylko powszechne drukowanie pieniądza, takie jak choćby program Quantitative Easing (QE) w USA. Ten system jednak upadnie, według nich to tylko kwestia czasu.

A złoto? Ono ma same zalety. Da się je podzielić na jednostki, jest trwałe, łatwe w transporcie, trudne do podrobienia, nie jest ani zwykłym surowcem, ani derywatem, nie jest jak obecny pieniądz długiem, no i ma naprawdę długą historię jako akceptowany wszędzie środek płatniczy. W samej Biblii jest prawie 400 wzmianek o złocie. Bóg dając Mojżeszowi na górze Synaj wskazówki na temat świątyni, w której Żydzi mają go czcić, nie zapomniał o złocie i stawiał sprawę jasno: „I pokryjesz ją szczerym złotem wewnątrz i na zewnątrz, i uczynisz na niej dookoła złote wieńce”.

Maniacy złota mają też inne historyczne argumenty. Na przestrzeni dziejów ludzkość operowała około 600 różnymi walutami. Każda jedna upadła, a ich historia powtarza się w siedmiofazowym cyklu i zawsze kończyzwycięstwem złota. Rzymskie srebrne drachmy i złote aureusy zostały pogrążone przez długie cykle inflacji i gdzieś koło IV w. przestały być one akceptowane poza imperium. Potem przyszedł czas na bizantyjskie solidusy i arabskiego dinara, którego po dewaluacji zastąpiła złota moneta papieska fiorino. Z czasem coraz większą rolę zaczęły odgrywać holenderskie floreny i guldeny, osłabione w XVII w. przez tulipomanię i wypierane przez hiszpańskie złote reale. Kiedy w XIX w. Bank Anglii jako pierwszy zaczął gromadzić rezerwy złota, przyszedł czas na papierowy pieniądz i rozpoczęła się era brytyjskiego funta, w którym to tuż przed pierwszą wojną światową rozliczano 60 proc. wszystkich transakcji. XX w. to panowanie dolara, a także rozpad systemu z Bretton Woods, czyli zaprzestanie wiązania kursu dolara ze sztywną ceną złota i narodzenie się pieniądza fiducjarnego, czyli pieniądza wiary.

Nie oznacza to jednak, że wiara w dolara będzie wieczna. Wręcz przeciwnie. Historycznie rzecz ujmując, era dolara może zbliżać się ku końcowi. Z badań wynika, że w ostatnich 500 latach średnia długość „życia” waluty rezerwowej to 95 lat – najdłużej panował funt i hiszpański real (obydwa po 110 lat), najkrócej, bo zaledwie 75 lat, gulden i portugalski real. Wspólne były zwykle przyczyny upadku: rosnące deficyty, zadłużenia wojenne, inflacje i sztuczne dewaluacje. Licząc panowanie dolara od zakończenia standardu złota w 1925 r. – ma on dziś ponad 88 lat.

ZŁOTE KAJDANY

Od standardu złota odchodzono powoli. Do dziś trwa spór o to, czy to właśnie „złota kotwica” dolara nie doprowadziła do wielkiego kryzysu. Najczęściej cytowanym dowodem na rzecz tej opinii jest fakt, że kraje, które nie miały standardu złota, zdołały uniknąć wielkiego kryzysu, podczas gdy sytuacja w krajach, w których obowiązywał standard złota, niezaczęła się poprawiać, dopóki nie został on zarzucony. W książce „The Death of Money” James Rickards, ekspert wielu agencji USA, w tym CIA, pisze, że „złoty standard” działał naprawdę dobrze w latach 1870-1914, a do wielkiego kryzysu i deflacji przyczyniły się błędy w stosowaniu tego standardu – próba utrzymania nierealnego kursu dolara i funta do złota.

Podobnie uważa Robert P. Murphy, autor książki „The Politically Incorrect Guide to the Great Depression and the New Deal”. – Przecież standard złota nie został wprowadzony w latach 20. Choć było mnóstwo kryzysów przemysłowych czy panik finansowych we wcześniejszych stuleciach, nigdy nie było tak długiej globalnej depresji jak w latach 30. – i to pomimo że coraz więcejkrajów dołączało do rosnącego światowego rynku z udziałem gospodarek opartych na standardzie złota. Stąd jasne, że nie wystarczy wskazać na „złote” kajdany systemu monetarnego, by wyjaśnić wydarzenia wielkiego kryzysu – mówi.

Po wojnie powrócono do parytetu złota, tworząc tzw. system z Bretton Woods. Nakładałon na każde państwo obowiązek stosowania polityki monetarnej, której jednym z celów było utrzymanie kursów wymiany w jednoprocentowym przedziale wahań. Teoretycznie kursy walut krajów uczestniczących w systemie miały być oparte na parytecie złota, lecz w praktyce to dolar był w złotym parytecie, a reszta walut wyceniana była w stosunku do dolara. Interwencje walutowe prowadzone przez banki centralne, zmierzające do obrony ustalonego kursu wymiany, w istocie broniły kursu waluty do dolara.

System Bretton Woods działał, zanim USA nie zaczęły w drugiej połowie lat 60. korzystać na duża skalę z finansowania deficytu handlowego i fiskalnego drukiem dolara. W 1971 r. Richard Nixon został przyparty do muru i odszedł od parytetu złota – ustalony kurs 35 dolarów za uncję złota stał się niemożliwy do obrony przez FED. Jeśli by tego nie zrobił, światu groziło załamanie większości walut, które zgodnie z ustaleniami w Bretton Woods były oparte na dolarze. Po upadku Bretton Woods międzynarodowy system walutowy opiera się na pieniądzu bez pokrycia i według jego krytyków to właśnie ten system uruchomił „pokusę nadużycia” polegającą na finansowaniu obecnych problemów długiem.

WIELKA ZŁOŻONOŚĆ

W ciągu ostatnich lat banki centralne, by ratować gospodarki przed skutkami ostatniego kryzysu zadłużeniowego, potroiły swoje sumy bilansowe. W USA trwa jeszcze program dodruku pieniądza, podobny jest rozważany w Europie, według ekspertów ogromny proces dodruku pieniądza przeprowadziły Chiny, dziś jeden z orędowników przywrócenia kluczowej roli złota. Główną strategią banków centralnych (USA, Japonii, Wielkiej Brytanii, EBC) jest jak na razie próba wywołania inflacji, ale małej i kontrolowanej. Te działania banków centralnych tylko rozjuszyły zwolenników złota. W głośniej książce „The Big Reset. War on Gold and the Financial Endgame” Willem Middelkoop twierdzi, że banki centralne i rządy najpierw doprowadziły do dominacji pieniądza papierowego oderwanego od własnej wartości.

W jego opinii obecny system „fiat money”, czyli pieniądza fiducjarnego niemającego pokrycia, znajduje się przed ostatecznym upadkiem i utratą zaufania. Nastąpi to – zdaniem Middelkoopa – do 2020 r. pod górą długów. Podobnie uważa Robert P. Murphy. – Celem powiązania dolara ze złotem byłoby wyrugowanie tego, co eufemistycznie się nazywa „polityką monetarną”, z polityki i z wpływu grup interesu na tyle, na ile się da. FED w obecnej postaci to narzędzie kartelu, który umożliwia transfer pieniędzy do kieszeni bogatych bankierów, dzięki którym rząd może finansować ogromne zadłużenie dużo taniej niż w innym wypadku – mówi. Middelkoop zwraca uwagę na dwa największe problemy świata finansów: upadek dolara jako waluty rezerwowej i niekontrolowany wzrost długu i wzrost bilansów banków centralnych.

Podobne argumenty wysuwa James Rickards, który zaznacza, że dolar, który po utracie kotwicy złota przechodził co jakiś czas okresy utraty wartości, teraz doszedł do punktu, z którego nie ma powrotu. – W końcu lat 70. ogromna, bo kilkunastoprocentowa inflacja, sprawiła, że prezydent Carter zmuszony był do emisji obligacji denominowanych we frankach szwajcarskich. Gospodarkę uratował ówczesny szef FED Paul Volcker, podnosząc stopy procentowe do 19 proc., i już w 1982 r. udało się zdusić inflację. Teraz to raczej niemożliwe. Każda próba podniesienia stóp procentowych wywoła ogromny kryzys dolara – mówi. Rickards wprowadza też pojęcie złożoności, które uznaje za lepszy sposób badania skomplikowanych i współzależnych zjawisk, jakie toczą się wewnątrz gospodarki.

Według niego złożone systemy mogą przechodzić od jednego stanu do drugiego, w którym nowy stan powoduje zupełnie nowy układ powiązań. Takie przejścia są nieodwracalne. Dlatego kluczowa jest identyfikacja stanów przejściowych – kiedy gospodarka nie działa już zgodnie z pierwszym modelem, a jednocześnie nie ma pełnych właściwości stanu końcowego Według Rickardsa obecnie znajdujemy się w takiej fazie przejściowej. Z jednej strony grozi nam deflacja, z drugiej – na horyzoncie po programie QE czai się hiperinflacja i możliwość utraty kontroli nad pieniądzem. I w jednym, i w drugim przypadku oznacza to koniec pieniądza, jaki znamy.

NOWA ZŁOTA WALUTA

Propozycji, jak wyjść z tego zamieszania, jest kilka i główną rolę odgrywa w nich złoto. Możliwy jest powrót do standardu złota albo stworzenie nowej jednostki rozrachunkowej, która częściowo oparta będzie na złocie. Jak wrócić do złota, skoro jego zasoby są ograniczone i podaż nie nadążałaby za produkcją przemysłową? Trzeba po prostu urealnić jego wartość. Według Rickardsa, aby złoto odpowiadało obecnej emisji pieniądza, powinno kosztować około 17,5 tys. dolarów za uncję. Taki kurs pokazałby tylko prawdziwą wartość już wyemitowanego pieniądza. „Gold standard” nałożyłby oczywiście kajdany na banki centralne i system bankowy.

Swój pomysł na powrót do złota mają Chińczycy.Zhou Xiaochuan, szef Ludowego Banku Chin, już w 2009 r. proponował nową globalną walutę w miejsce dolara. Miałyby nią być tzw. SDR, czyli specjalne prawa ciągnienia, jednostki używane obecnie w rozliczeniach przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Obecnie oparte są one na koszyku walut (dolar, funt, jen, euro), Chiny chcą, aby dołożyć do niego juana. Aby to się jednak stało, juan musi mieć pokrycie w złocie. Od tego czasu Chiny po cichu akumulują coraz więcej złota i nikt nie wie, ile w tej chwili mają. Od trzech lat Chiny nie opublikowały informacji na temat rezerw złota, a według różnych ekspertów jego eksport z Hongkongu do Chin stale rośnie. Z kolei w 2011 r. ukazał się raport MFW proponujący długofalowy plan wprowadzenia SDR jako światowej waluty. Mogłaby ona być podstawą emisji obligacji, które zastąpiłby rynek obligacji rządu USA. W myśl tego planu SDR byłyby powiązane parytetem ze złotem i z walutami narodowymi. W dodatku ich emisja byłaby ograniczona. Byłby to mechanizm podobny do euro. Niezależnie jakmiałby wyglądać ten nowy system, musi on uwzględniać pozycję Chin jako równorzędnego partnera. Chiny posiadają amerykańskie obligacje skarbowe o wartości 1,6 biliona dolarów (przy niemal 4 bilionach wszystkich światowych rezerw dolarowych. Część handlu już rozliczają w juanie. Jednak ani USA, ani Wielkiej Brytanii na tym nie zależy – ostatnie próby reformy MFW, tak by urealnić system udziałów (od tego zależy siła głosu danego kraju w organizacji), został storpedowany przez amerykański kongres. Chiny nie pozostały dłużne. Podczas spotkania 15 lipca w Fortalezie, na północy Brazylii, przywódcy Brazylii, Rosji, Indii, Chin i RPA podpisali traktat powołujący oficjalnie do życia wspólny bank z kapitałem 100 miliardów dolarów.

„Debata powinna koncentrować się nad pytaniem, co jest najlepszego w systemie złota, a nie czy powinniśmy przywrócić tylko gold system” – napisał Steve Forbes. „System parytetu złota nie zastąpi polityki gospodarczej i nie daje gwarancji dobrobytu dla wszystkich. Ale daje gwarancje, iż waluta pozostanie wolna od decyzji politycznych i jako osadzona na złocie będzie odzwierciedlać siłę gospodarki rzetelnie, bardziej prawdziwie niż waluta oparta na zaufaniu”. Niewątpliwie nadszedł już czas, by pomyśleć o nowym systemie, który mógłby zastąpić dolara w przypadku jego krachu. Bo działania amerykańskiego FED-u w opinii sporej części ekonomistów go popsuły. A psucie pieniądza, to, jak pisał już w XV w. Kopernik, jedna z anjwiększych klęsk. „Spodlenie monety oddziaływa na upadek państwa nie od razu i gwałtownie, lecz powoli i skrycie”.

Okładka tygodnika WPROST: 33/2014
Więcej możesz przeczytać w 33/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0