Morze, nasze morze

Morze, nasze morze

Polskie wybrzeże, oprócz Kaszub i Trójmiasta, leży niemal w całości na „ziemiach wyzyskanych”, jak wdzięcznie określał je bohater filmu „Sami swoi”. Nie jest tu łatwo o solidne kulinarne tradycje, a odtworzenie tradycji przedwojennych z różnych, czasem politycznych, względów nie było możliwe. Przez lata z tutejszą gastronomią i kulinariami było ciężko. Ludzie walczyli nie tylko z przyrodą, ale i ze strachem przed tymczasowością. Podejście do uprawy ziemi, do hodowli bardzo różniło się od pieczołowitości i respektu wobec tradycji, z jaką czynili to mieszkańcy sąsiadującego z wybrzeżem Kociewia, Borów Tucholskich czy Krajny. Dlatego jadąc nad morze, warto zahaczyć o te rejony. Spróbować półgęsków, smażonych ogórków, fiuta – czyli buraczanego syropu, tamtejszych sznekli z glansem, borowiackiego szondra, okrasy gęsiej i tak dalej. Oczywiście były wyjątki, jak gospodarstwo w Witkowie – legendarna rolnicza spółdzielnia, wspaniale zarządzana i słynąca z jakości, co więcej, producent wołowiny światowej klasy z takich ras, jak czarny i czerwony angus, a nawet wagyu.

Sytuacja zmieniła się w latach 90., ludzie zaczęli jeździć po świecie i zwyczajnie się starać. Dodatkowym impulsem była imigracja na Wybrzeże i na Pojezierze Drawskie mieszkańców miast. Wszyscy z pomysłami na nowe życie i pełni pasji. Dlatego zachęcam do szukania przeżyć gastronomicznych w drodze na Wybrzeże. Jakość małych rodzinnych restauracji oceniam zwykle po jakości wywaru, na którym przygotowują zupę.

A nad samym morzem? Jest tak pięknie, że wystarczy wystrzegać się pseudowłoskiej kuchni, zapachu zbyt długo smażonego oleju i plastikowych polew do gofrów. Coraz częściej odkrywam prawdziwe perełki. Choćby smażalnię w Łazach, którą do tej pory pamiętam z pięknej porcji bałtyckiego łososia. Albo cudownie zagubione w lesie całoroczne gospodarstwa agroturystyczne, gdzieś między jeziorem Gardno, Czołpinem a Klukami. Część tych, które pamiętam, już nie istnieje, o niektóre boję się, że zostaną zadeptane i sukces przytłumi jakość. Pamiętajmy, że w tym miejscu sezon jest wyjątkowo krótki i zyski trzeba maksymalizować. Dlatego wolę poniżej polecić miejsca położone bardziej w głąb lądu i zachęcać do eksperymentów. ■

Okładka tygodnika WPROST: 31/2015
Więcej możesz przeczytać w 31/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0