Kopalnia Turów. Premier czuje się „wprowadzony w błąd”

Kopalnia Turów. Premier czuje się „wprowadzony w błąd”

Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki / Źródło: Twitter / @PremierRP
Mateusz Morawiecki przyznał, że ws. Turowa czuje się „wprowadzony w błąd” przez Czechów. - Zapewne przyjdzie nam czekać na okres po wyborach w Republice Czeskiej - powiedział premier.

– To trudny, lokalny spór, który toczy się w cieniu wyborów w Republice Czeskiej. Zdaje się, że za cztery tygodnie wybory zostaną przeprowadzone, liczę, że wtedy temperatura sporu opadnie. Ten spór jest dla nas dokuczliwy, ale takich problemów mamy dziesiątki – powiedział w sobotę w RMF FM premier Mateusz Morawiecki, którego zapytano o sprawę sporu z Czechami, dotyczącego kopalni węgla brunatnego Turów.

Dodał, że „czuje się przez nich wprowadzony w błąd”.

– Nie chcę używać za mocnych słów. Jesteśmy przekonani, że są to środki nadmiarowe. – Negocjacje lubią ciszę i one biegną do przodu, wiele rzeczy zostało ustalonych. Zapewne przyjdzie nam czekać na okres po wyborach w Republice Czeskiej, a to już niedługo.

Dał tym samym do zrozumienia, że spór odbiera jako element polityki wewnętrznej naszych sąsiadów. Zapewnił, że Polska „zaoferowała coś konkretnego”.

Spór trwa od ponad stu dni

W zeszłym tygodniu minęło sto dni od wydania przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej postanowienia nakazującego wstrzymanie wydobycia w Turowie. Strona polska od początku zapowiadała, że żadnego wstrzymania prac nie będzie i jest w tym postanowieniu bardzo konsekwentna. Praca w kopalni (oraz sąsiadująca z nią elektrownia) wre, a w jej tle toczy się jedenasta już tura rozmów polsko-czeskich. Jak dotąd żadna ze stron nie wnioskowała, by do rozmów przystąpiła Komisja Europejska.

„Gazeta Wyborcza” ustaliła, że przedłużanie się rozmów jest wynikiem braku zaufania Czechów wobec Polaków.

TSUE wysłuchał Czechów

21 maja tego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazał Polsce natychmiast zaprzestać wydobycia w KWB Turów w Bogatyni. Nie było to zobowiązanie do trwałego zamknięcia kopalni, a jedynie czasowego wstrzymania wydobycia do czasu, kiedy strony ustalą, w jaki sposób ograniczyć szkody, jakie kopalnia powoduje w Czechach. Praga alarmuje, że rozbudowa kopalni wpływa na stan wód gruntowych po ich stronie granicy. Jak dowodzili przed TSUE, Polska zignorowała ten aspekt, gdy wydawała decyzję, by kopalni Turów, której operatorem jest spółka-córka PGE, PGE Górnictwo i Energia Konwencjonalna, wydać koncesję na dalsze wydobycie węgla brunatnego.

Najważniejsi polscy politycy od razu zapowiedzieli, że o żadnym wstrzymaniu, nawet czasowym, nie ma mowy. Wtedy Czechy zawnioskowały, by karać Warszawę pięcioma milionami euro za każdy dzień, gdy Polska nie wykonuje wyroku.

Czytaj też:
Kopalnia Turów. Miała przestać działać, a pracuje. I tak już od stu dni

Opracowała:
Źródło: RMF FM
 3

Czytaj także