Zamknięte salony fryzjerskie? Niektórzy strzygą w plenerze. „Hit na skalę Polski”

Zamknięte salony fryzjerskie? Niektórzy strzygą w plenerze. „Hit na skalę Polski”

Obostrzenia mające powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa w naszym kraju to dla wielu przedsiębiorców ciężar nie do udźwignięcia. Niektórzy schodzą do podziemia, inni – wręcz przeciwnie, wychodzą w plener. Rozwiązanie zauważone w Częstochowie zachwyciło internautów.

W mediach społecznościowych furorę robią obecnie zdjęcia z zabiegu pielęgnacyjnego, przeprowadzonego we wtorek 30 marca w Częstochowie. Mowa dokładnie o poprawieniu fryzury w jednym z częstochowskich parków. Fryzjerka swoje stanowisko urządziła na ławce z widokiem na staw. Swojego klienta profesjonalnie przykryła i w krótkim czasie przystrzygła. Jak zapewnia obserwator informujący o całym zdarzeniu, po wszystkim posprzątała po sobie, a „pan umył rączki w stawie”.

facebook

Z przyłapaną w pracy fryzjerką udało się skontaktować dziennikarzom częstochowskiej „Wyborczej”. Jak wyjaśniała pani Basia, jej stali klienci dzwonili do niej z prośbami o nieodwoływanie wizyt. – Na niewiele zdawało się tłumaczenie, że nie mogę sobie pozwolić na 30 tys. zł kary. No to jeden pan zaprosił mnie do parku Lisiniec. Przekonał mnie, że w Wietnamie, Indiach czy Chinach fryzjerzy pracują na ulicy. I nikogo to nie dziwi – wyjaśniała.

Pani Basia podkreślała, że mimo pracy na powietrzu i w bezpiecznych warunkach, nie zapomniała o przestrzeganiu odpowiedniego reżimu sanitarnego. Korzystała z płynu odkażającego, a swoją pracę wykonywała w rękawiczkach. Z tyłu głowy cały czas miała myśl o możliwej kontroli. – Nie przyjmuję nieznajomych. Bałabym się, że to może być zasadzka – przyznała.

Czytaj też:
„Musisz być, aby powiedzieć Jarkowi...”. Strajk Przedsiębiorców szykuje protest w rocznicę smoleńską

Źródło: Gazeta Wyborcza
 1

Czytaj także