Skąd w ogóle wziął się pomysł na taką firmę?
Może zabrzmieć to zabawnie, ale wszystko zaczęło się od randki z Tindera. Na kolacji z pewną psychiatrką nasłuchałem się wiele złego o branży teleporad: o braku regulacji, o przedmiotowym podejściu do pacjenta, o wystawianiu recept bez żadnej refleksji. Kilka dni później sam potrzebowałem przedłużenia recepty i skorzystałem z konsultacji online. Uznałem wtedy, że to jednak naprawdę wygodne i że warto spróbować zbudować taki biznes, ale na zdrowych fundamentach i z poszanowaniem pacjenta. Od lat zajmowałem się szeroko pojętym e-commerce, więc postanowiłem wykorzystać całą tę wiedzę, doedukować się od strony medycznej, znaleźć lekarzy chętnych do współpracy i po prostu ulepszyć to, jak wyglądały dotychczas konsultacje lekarskie online.
Ponad milion konsultacji w tak krótkim czasie. To liczba, która robi wrażenie.
Sami czasem się dziwimy, że jeszcze niedawno cieszyliśmy się z pierwszych kilkuset pacjentów. Dziś ten milion to dla nas nie tyle powód do dumy z samej liczby, co dowód zaufania. Za każdą z tych konsultacji stoi konkretny człowiek, który w gorszym momencie postanowił nam zaufać i, co najważniejsze, wrócił albo polecił nas komuś bliskiemu. Pomagamy pacjentom, ale to działa w dwie strony: bez nich nie byłoby przecież tak szybkiego wzrostu.
Kto jest waszym pacjentem?
Najczęściej dwie grupy. Pierwsza to osoby w sytuacji awaryjnej: ktoś zapomniał zabrać leki na wakacje, w niedzielę zamknięta jest przychodnia, kolejka do specjalisty ciągnie się tygodniami, a do lekarza rodzinnego nie ma wolnych terminów. Wtedy możliwość połączenia się z lekarzem i otrzymania recepty czy zwolnienia w kilkanaście minut bywa na wagę złota. Druga grupa to osoby zmagające się z chorobami przewlekłymi. One zostają z nami na dłużej, bo wygodne przedłużenie recepty mają u nas szybciej, prościej i znacznie taniej niż przy każdorazowej wizycie stacjonarnej. Jedni przychodzą po pomoc w kryzysie, drudzy zostają, bo doceniają wygodę.
Wirtualne wizyty zamiast tych tradycyjnych?
Zdecydowanie nie i nigdy tego nie obiecujemy. Niektórych schorzeń po prostu nie da się zdiagnozować zdalnie i dobry lekarz musi to wiedzieć. Telemedycyna nie zastępuje gabinetu – ona go uzupełnia i odciąża. Stąd zresztą biorą się nasze pojedyncze negatywne opinie: „lekarz odesłał mnie do specjalisty stacjonarnego albo na badania, więc daję jedną gwiazdkę”. A ja jestem z takich sytuacji dumny. To znaczy, że nasz lekarz był uważny i miał przede wszystkim na uwadze dobro pacjenta. Niektóre przypadki po prostu wymagają badania fizykalnego.
Czy Polacy są na to gotowi?
Już są, i to mnie najbardziej zaskoczyło. Boom na teleporady przyszedł w pandemii. Wielu wieszczyło, że gdy minie strach, pacjenci zapomną o telemedycynie. A oni nie zapomnieli. Teleporady utrzymały się na stałym, wysokim poziomie, bo ludzie odkryli, że to po prostu wygodne. Gdy razem z pracownią Opinia24 zapytaliśmy Polaków wprost, okazało się, że ponad 77 proc. z nich uważa telemedycynę za skuteczną formę pomocy, a 87 proc. docenia, że oszczędza dzięki niej czas. Czas to dziś najcenniejsza waluta. Nikt nie chce go tracić w korkach i kolejkach.
A jak wypadamy na tle świata?
Z raportu „Health at a Glance 2025” wynika, że statystyczny mieszkaniec Unii odbywa średnio jedną teleporadę rocznie. W Portugalii, Szwecji czy Danii zdalnie odbywa się nawet co czwarta wizyta, i to przy zachowaniu jakości. Jak ujął to dr David Novillo Ortiz, szef ds. danych, AI i zdrowia cyfrowego w europejskich strukturach WHO: „Trend ogólny nadal rośnie, ale różnice między krajami są wyraźne. W niektórych miejscach teleporady stały się stałym elementem opieki zdrowotnej”. Polska jest dopiero na początku tej krzywej, więc przed nami nie sufit, lecz ogromna przestrzeń do wzrostu. Polskie firmy, z naszym know-how i zacięciem technologicznym, mają szansę odegrać w tym europejskim wyścigu pierwszoplanową rolę.
Mówi pan o jakości. Branża telemedyczna długo miała opinię szarej strefy.
I powoli się z niej otrząsa. To już nie te czasy, gdy receptę dostawało się automatycznie, bez żadnego sprawdzenia. Gdy ruszaliśmy w kwietniu 2024 r., dzienny limit recept już obowiązywał, więc od pierwszego dnia budowaliśmy firmę z myślą o regulacjach, a nie wbrew nim. I dobrze, że ten limit wprowadzono, bo zatrzymał patologię, która psuła opinię całej branży. Firmy działające jak „sklep z receptami” musiały zniknąć, a umocniły się te, które traktują telemedycynę jak prawdziwą placówkę medyczną, i to finalnie służy pacjentom.
Zbudowaliście też mocną pozycję w social mediach.
To jeden z naszych ulubionych wątków. Marką Radamed w kilka miesięcy zdobyliśmy pozycję lidera w mediach społecznościowych, i to nie dzięki reklamie, tylko dzięki krótkim filmom z ciekawostkami medycznymi i realnymi wartościami prozdrowotnymi. Wychodzimy z założenia, że najpierw trzeba dać pacjentowi jak najwięcej od siebie, a dopiero potem można liczyć na jego zaufanie. To podejście sprawdziło się znakomicie.
Co najbardziej zaważyło na tak szybkim wzroście?
Kilka intuicji, które okazały się trafne. Po pierwsze, świadomie zbudowaliśmy rodzinę kilku marek (Futuremed prowadzi między innymi przychodnię telemedyczną Radamed), bo różni pacjenci szukają różnego języka i różnego doświadczenia. Po drugie, od pierwszego dnia stawialiśmy na ludzi z najwyższej półki. Lekarze są rdzeniem tego biznesu i traktujemy ich po partnersku, dlatego jednym z naszych największych powodów do dumy jest to, że to właśnie naszą firmę polecają oni kolegom z branży. Trudno o lepszą rekomendację niż ta od specjalisty, który zna kulisy.
Powiedział pan kiedyś, że sami jesteście swoimi pacjentami.
Bo to prawda. Kiedy potrzebuję recepty na wyjeździe albo szybkiej konsultacji, korzystam z Futuremed jak każdy inny pacjent. I za każdym razem, gdy w mniej niż 15 minut docieram do lekarza i dostaję realną pomoc, czuję, że to wszystko, co budujemy na co dzień, ma sens.
Gdzie można dowiedzieć się o was więcej?
Zapraszam na stronę Futuremed.pl oraz do bezpośredniego kontaktu: redakcja@ futuremed.pl. A jeśli ktoś waha się, czy telemedycyna jest dla niego, zachęcam, żeby spróbował. Łatwo się wtedy przekonać, że przyszłość zdrowia już się zaczęła.


