Gra z Chińczykami... o wszystko

Gra z Chińczykami... o wszystko

Chiny, zdjęcie ilustracyjne
Chiny, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pexels / Pixabay
Chińczycy się nie obrażają, ale też nie puszczają rzeczy w niepamięć – uważa Leszek Ślazyk, ekspert ds. Chin, twórca portalu chiny24.com, z którym rozmawiamy o tym, czy i w jaki sposób proponowane zmiany w przepisach o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeńtwa mogą wpłynąć na nasze stosunki gospodarcze z Chinami.

Wprost.pl: Mundurki, rowery i komunizm – to trzy rzeczy, które każdemu kojarzą się z Chinami...

Leszek Ślazyk:...markowe ubrania, superszybkie pociągi i komunizm – ja raczej tak to widzę. Jeżdżę do Chin od ponad 25 lat, spędziłem tam większość tego czasu, współpracuję z tamtejszymi firmami i ośrodkami naukowo-badawczymi, mam tam przyjaciół i jedno jest pewne - to kraj, który poczynił niewiarygodny wręcz postęp cywilizacyjny w ciągu ostatnich lat. Postęp, zwłaszcza w dziedzinie nowoczesnych technologii, którego nie jesteśmy nawet w stanie sobie wyobrazić. Czy ktoś w Polsce zdaje sobie sprawę z tego, że 85 proc. wszystkich transakcji i zakupów Chińczycy bez względu na wiek czy miejsce zamieszkania robią w sieci, a firmy, które oferują dostawę dłuższą niż 24 godziny, nie mają żadnych szans na rynku e-commerce, bo doba to najdłuższy akceptowalny czas dostawy nawet w najdalszy zakątek chińskiej prowincji? Chiny dziś to przede wszystkim innowacje i zaawansowane technologie. Chiny na nie stawiają, traktują jako priorytet, jako narzędzie dalszego dynamicznego rozwoju.

Ale często to innowacje podpatrzone u innych...

Nawet jeśli, to i tak rozwinięte i dopracowane na miejscu. Zastosowane w skali niemal półtorej miliarda użytkowników. Chiny dzisiejsze to kraj, w którym wiedza jest bardzo ceniona – państwo nie tylko daje ludziom dostęp do wiedzy (chińskie biblioteki publiczne są nie tylko bardzo nowoczesne, ale przede wszystkim wypełnione ludźmi – i to ludźmi w każdym wieku, którzy przez całe życie się dokształcają i rozwijają swoje kompetencje), ale przede wszystkim inwestuje ogromne środki w centra naukowe, badania i rozwój. Myślę, że gdyby rektorzy największych polskich uczelni zobaczyli, ile Chińczycy przeznaczają na pojedyncze projekty naukowe, nie mogliby uwierzyć, bo to pieniądze porównywalne z ich rocznymi budżetami. Państwo Środka wyciągnęło wiele wniosków z przeszłości swojej i przeszłości innych państw świata. Stawia na planowanie, realizację planów w perspektywie dekad. Dodatkowo, w tradycji chińskiej dużą wagę przywiązuje się do analizy problemu – nawet w negocjacjach handlowych jest tak, że najpierw jest pierwsze spotkanie, na którym strony przedstawiają warunki. Potem przerwa, podczas której Chińczycy analizują sytuację i część ostatnia, zwykle w warunkach mniej formalnych, gdzie dochodzi do ostatecznych decyzji. Tu nikt nie podejmuje decyzji ad hoc.

Niepodejmowanie decyzji ad hoc to dobra strategia, zwłaszcza w sprawach kluczowych. 7 września rozpoczęły się 14-dniowe konsultacje zmian w ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, w której pojawił się zapis o wyborze kooperantów w oparciu o analizę ryzyka, a jednym z jej komponentów jest sprawdzenie, czy dostawca sprzętu lub oprogramowania jest powiązany z państwem spoza Unii Europejskiej lub NATO, w którym nie są przestrzegane prawa obywatelskie lub prawa człowieka. Zapis ten jednoznacznie wyklucza np. dostawców chińskich. Jak to może wpłynąć na nasze stosunki gospodarcze z Chinami?

To w dzisiejszych okolicznościach geopolitycznych bardzo duża lekkomyślność, brak rozwagi. Trudno przewidzieć szczegółowy scenariusz rozwoju wydarzeń, ale nie ma wątpliwości, że tego rodzaju zapisy ustawowe mogą zostać bardzo źle odebrane przez Pekin, a w konsekwencji (przewidywanie konsekwencji zdaje się obce polskim władzom) uderzyć bezpośrednio w polską gospodarkę – i to nie tylko w obszarze telekomunikacji, o którym w tym kontekście mówi się najwięcej (zapis ten wykluczyłby m.in. Huawei z możliwości tworzenia w Polsce sieci 5G), ale także dla innych sektorów np. takich jak energetyka, finanse. Chiny są często jedynym światowym dostawcą usług czy kluczowych podzespołów, bez udziału których niemożliwe jest kontynuowanie produkcji, prowadzenie działalności. To na przykład przemysł farmaceutyczny. I nie ma tu alternatyw, czy mowy o tak popularnym (a bardzo naiwnym) „przeniesieniu produkcji”. Początek pandemii był doskonałym przykładem takiej sytuacji. Tyle, że w tym przypadku to Chiny parły na ponowne uruchomienie dostaw. Ja zaś mówię o scenariuszu embarga na Polskę. Nie stanowimy dla Chin ważnego, strategicznego partnera, nie jesteśmy dostawcą unikalnych technologii, czy surowców. A omawiany zapis, bardzo jasny w intencjach, sprawia wrażenie, jakbyśmy wyzywali na pojedynek równoważnego przeciwnika.

Jeśli Polska zdecyduje się na przyjęcie tego zapisu, reperkusje mogą być bardzo poważne. Chiny bez większych problemów mogą zrezygnować z polskiej miedzi, jabłek, mleka. Mogą też wprowadzić Polskę na czarną listę eksportową i sprawić, że do Polski nie zostanie wyeksportowane absolutnie nic.

Chińczycy obrażą się i przestaną z nami współpracować?

Chińczycy to ludzie pragmatyczni, nie obrażają się, ale mają też dobrą pamięć i łatwo nie zapominają takich rzeczy. A to może wpłynąć na naszą pozycję negocjacyjną kiedyś w przyszłości np. w rozmowach na temat zakupu rozwiązań dla nas niezbędnych, a rozwijanych wyłącznie w Chinach. Ten krok może zostać również wykorzystany jako karta przetargowa w negocjacjach Chin z Unią Europejską. Przecież cyberbezpieczeństwo i związana z nim budowa sieci 5G jest teraz jednym z kluczowych europejskich tematów. Komisja Europejska opublikowała w styczniu 2020 r. dokument „5G Toolbox”, który jest zestawem rekomendacji dla państwa członkowskich wspierającym je w budowania sieci piątej generacji. Dokument mówi m.in. o dywersyfikacji dostawców, skrupulatnej ocenie ryzyk związanych z infrastrukturą i dostawcami czy opracowaniu wspólnych narzędzi przeciwdziałającym cyberprzestępstwom. Nie ma w nim mowy o wykluczaniu, jakichś konkretnych firm czy krajów. Jeśli Polska przyjmie proponowaną nowelizację ustawy, może się okazać, że Chiny zechcą użyć przykładu Polski jako ostrzeżenia pozostałych członków Unii przed podążaniem tą drogą, i zdecydują, że skoro my nie chcemy współpracować z firmami chińskimi, to oni nie będą współpracować z nami. Pierwsi z tej okazji skorzystają Węgrzy, którzy utrzymując dobre relacje z USA (potwierdzone choćby ruchem bezwizowym), budują silne więzi gospodarcze z Chinami.

A co by to mogło oznaczać w praktyce?

No choćby to, że stanęłyby wszystkie montownie samochodów w Polsce. Cały przemysł automotive oparty jest o dostawy z Chin, jeśli ich nie będzie, zachodnie koncerny nie będą widziały sensu utrzymywania w Polsce zakładów, które nie są w stanie realizować zamówień. Produkcję przejmą montownie w Rumunii, na Słowacji, na Węgrzech… I nawet kiedy relacje z Chinami się unormują ta produkcja już do Polski nie wróci.

To realne zagrożenie?

Możliwe. Tym bardziej, że akurat to jest taki moment w budowie i rozwoju chińskiej państwowości, że ludzie, zwykli obywatele, zaczęli odczuwać duże poczucie dumy narodowej. To widać choćby po reakcjach chińskich dyplomatów – wcześniej było tak, że byli oni raczej milczący, nie reagowali, jeśli już, to zajmowali się promowaniem kultury. Teraz coraz częściej chińska dyplomacja na świecie zabiera głos, broni chińskiego dobrego imienia. Ustawienie Polski w szeregu poprzez ostrą reakcję na taką jawną prowokację jaką byłaby ustawowa blokada produktów „Made in China” (przecież nie ma tu w ogóle mowy o technologiach, wyłącznie o czynnikach pozamerytorycznych) mogłoby posłużyć Pekinowi zyskać wizerunkowo w oczach chińskiego społeczeństwa. Na szczęście dla nas Chińczycy nie mają w zwyczaju niszczyć przeciwników, a raczej zdobywać nad nim przewagę. Nie stosują strategii spalonych mostów.

Co to znaczy?

Polityka zachodnioeuroepejska często przypomina grę w szachy arabskie – chodzi o to, żeby zabić króla. Chińczycy wolą raczej grę w go (chin. weiqi), w której nie chodzi o zniszczenie przeciwnika, tylko zdobycie nad nim przewagi. Myślę, że jeśli jest się tak małym graczem jak Polska, to lepiej starać się tej przewagi Chinom nie dawać, bo może się okazać, że nie jesteśmy w stanie unieść konsekwencji.

Od 2018 r. w Polsce obowiązuje ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, w którym zostały wpisane obszary kluczowe dla bezpieczeństwa państwa (energia, zdrowie,transport, banki, finanse, infrastruktura cyfrowa i zaopatrzenie w wodę). 7 września tego roku rozpoczęły się 14-dniowe konsultacje na temat zmian w tej ustawie. W projekcie proponuje się poszerzenie obszarów kluczowych o telekomunikację. Zdefiniowano w nim także kryteria oceny firm, które mogą dostarczać sprzęt i oprogramowanie. Wśród ocenianych rzeczy, zgodnie z proponowaną zmianą, ma być: „prawdopodobieństwo, czy dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się pod wpływem państwa spoza Unii Europejskiej lub Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, uwzględniającą:
a) stopień i rodzaj powiązań pomiędzy dostawcą sprzętu lub oprogramowania i tym państwem,
b) prawodawstwo tego państwa w zakresie ochrony praw obywatelskich i praw człowieka”.
Przyjęcie tego zapisu będzie oznaczać, że firmy chińskie zostaną wykluczone z przetargów na dostawę sprzętu i oprogramowania.

Leszek Ślazyk, ekspert ds. Chin

Leszek Ślazyk – politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert ds. Chin, twórca portalu chiny24.com