Odsetki od prowizji niezgodne z prawem UE. Co wyrok TSUE w sprawie C-744/24 oznacza dla milionów kredytobiorców?
Artykuł sponsorowany

Odsetki od prowizji niezgodne z prawem UE. Co wyrok TSUE w sprawie C-744/24 oznacza dla milionów kredytobiorców?

mec. Karolina Pilawska
mec. Karolina Pilawska Źródło: Materiały prasowe / Orion
Dziś Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok, na który polscy kredytobiorcy czekali od miesięcy. Sprawa C-744/24 przeciwko Bankowi Pekao S.A. kończy jeden z najważniejszych sporów prawnych ostatnich lat: czy bank ma prawo naliczać odsetki od prowizji, której konsument nigdy nie dostał do ręki?

Trybunał odpowiedział: nie. I to rozstrzygnięcie może być początkiem prawdziwej rewolucji w polskich sądach.

Na czym polegał spór?

Aby zrozumieć wagę dzisiejszego wyroku, trzeba najpierw wyjaśnić mechanizm, który był jego przedmiotem i który przez lata stanowił standard w polskiej bankowości. Kiedy bank udziela kredytu gotówkowego, pobiera za to wynagrodzenie, najczęściej w postaci prowizji lub składki na ubezpieczenie kredytu. Do tej pory standardową praktyką było, że bank nie pobierał tych opłat z góry, lecz „kredytował" je, czyli doliczał do kwoty zadłużenia, a następnie pobierał od nich odsetki przez cały okres spłaty.

W praktyce w tej konkretnej sprawie prejudycjalnej wyglądało to następująco: konsument wnioskował o kredyt w wysokości 150.000 PLN, ale faktycznie na swoje konto otrzymywał tylko 133.000 PLN. Pozostałe 17.000 PLN bank zatrzymywał na poczet składki ubezpieczeniowej. Mimo to umowa przewidywała, że oprocentowanie naliczane jest od pełnych 150.000 PLN, a więc również od kwoty, której konsument nigdy nie dostał. Skutek był prosty i dotkliwy finansowo: kredytobiorca płacił odsetki od pieniędzy, które w rzeczywistości stanowiły wynagrodzenie banku, a nie pożyczony kapitał. Bank zarabiał podwójnie, tj. raz na prowizji lub składce, drugi raz na odsetkach od tej samej kwoty przez cały wieloletni okres spłaty.

Sprawa, która trafiła do Trybunału, dotyczyła właśnie takiej sytuacji. Sąd Rejonowy we Włodawie, rozpoznając powództwo konsumenta przeciwko bankowi, powziął wątpliwość, czy opisana praktyka jest zgodna z unijną Dyrektywą 2008/48/WE w sprawie umów o kredyt konsumencki. Zdecydował się zadać pytanie prejudycjalne do TSUE, a polskie sądy – w oczekiwaniu na odpowiedź – zawiesiły tysiące analogicznych postępowań w całym kraju.

Co orzekł TSUE i dlaczego to tak ważne?

Trybunał wypowiedział się jednoznacznie i korzystnie dla konsumentów. TSUE przesądził, że na gruncie Dyrektywy 2008/48/WE pojęcia „całkowita kwota kredytu" i „całkowity koszt kredytu ponoszony przez konsumenta" są od siebie ściśle oddzielone i nie można ich ze sobą mieszać. „Całkowita kwota kredytu" obejmuje wyłącznie środki faktycznie udostępnione konsumentowi, a więc kwotę, którą rzeczywiście otrzymał do dyspozycji. Do tej kategorii nie można zaliczać prowizji, składek ubezpieczeniowych, opłat administracyjnych ani żadnych innych kosztów, których przeznaczeniem jest pokrycie zobowiązań wynikających z umowy kredytu, nie zaś sfinansowanie potrzeb konsumenta.

Konsekwencja jest fundamentalna: skoro koszty kredytu nie wchodzą w skład „całkowitej kwoty kredytu", bank nie może stosować do nich umownej stopy procentowej. Odsetki mogą być naliczane wyłącznie od kwoty faktycznie wypłaconej.

Co istotne, TSUE nie powiedział, że bank nie może pobierać prowizji. Dopuścił możliwość uwzględnienia kosztów w cenie kredytu, ale w sposób transparentny, np. poprzez odpowiednio wyższe oprocentowanie nominalne. Czego zakazał, to właśnie tego specyficznego, ukrytego mechanizmu: doliczania kosztów do kapitału i pobierania od nich odsetek, jakby były pożyczonymi pieniędzmi.

Trybunał podkreślił przy tym, że obliczenie RRSO (Rzeczywistej Rocznej Stopy Oprocentowania), czyli wskaźnika, który ma pokazywać konsumentowi prawdziwy koszt kredytu, uzależnione jest właśnie od prawidłowo ustalonej całkowitej kwoty kredytu. Jeżeli bank zawyżał tę kwotę o kredytowane koszty, RRSO było zaniżone. Konsument widział w umowie wskaźnik, który nie odzwierciedlał tego, ile kredyt naprawdę kosztuje. To nie jest błąd techniczny, a naruszenie jednej z fundamentalnych gwarancji przejrzystości, które dyrektywa przyznaje każdemu kredytobiorcy.

Dlaczego to rozstrzygnięcie ma tak duże znaczenie?

Wyrok TSUE nie jest jedynie akademicką wykładnią dyrektywy. Ma wymiar praktyczny i finansowy dla milionów Polaków. Takich umów Polacy zaciągnęli kilka milionów, a w sądach na ten moment jest dopiero kilkanaście tysięcy spraw.

Po pierwsze, praktyka kredytowania kosztów i naliczania od nich odsetek była w Polsce przez lata regułą, nie wyjątkiem. Stosowały ją banki powszechne, banki spółdzielcze i instytucje pożyczkowe. Niemal każda umowa kredytu gotówkowego lub konsolidacyjnego z ostatnich kilkunastu lat może zawierać analogiczny mechanizm. Oznacza to, że krąg potencjalnie poszkodowanych konsumentów jest ogromny.

Po drugie, konsekwencją naruszenia przepisów Dyrektywy 2008/48/WE w polskim porządku prawnym jest sankcja kredytu darmowego (SKD), uregulowana w art. 45 Ustawy o kredycie konsumenckim. Jest to jeden z najdalej idących instrumentów ochrony konsumentów przewidzianych w polskim prawie. Kredytobiorca, który skutecznie złoży oświadczenie o skorzystaniu z SKD, zobowiązany jest zwrócić bankowi wyłącznie kapitał faktycznie otrzymany, bez jakichkolwiek odsetek, prowizji i innych kosztów. W praktyce może to oznaczać oszczędność lub zwrot kilkunastu, a w przypadku wyższych kredytów nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Po trzecie, wyrok TSUE jest jasną wskazówką interpretacyjną dla polskich sądów przy rozstrzyganiu sporów o SKD. Polskie sądy, które zawieszały postępowania w oczekiwaniu na to orzeczenie, uzyskują teraz jasny punkt odniesienia i będą mogły ponownie przystąpić do rozpoznawania zawisłych spraw.

Kogo dotyczy wyrok i co powinien zrobić?

Sankcja kredytu darmowego jest instytucją przewidzianą do umów kredytów i pożyczek konsumenckich zawartych przez kredytobiorców konsumentów po 18 grudnia 2011 roku na kwotę nie wyższą niż 255.550 PLN. Wyrok TSUE dotyczy zatem każdego konsumenta, który spełnia te warunki i który zawarł umowę kredytu konsumenckiego (gotówkowego, ratalnego lub konsolidacyjnego), w której bank doliczył do kwoty kredytu prowizję, składkę ubezpieczeniową lub inną opłatę, a następnie naliczał od niej odsetki.

Sygnałem ostrzegawczym jest rozbieżność między dwiema kwotami widniejącymi w umowie: „kwotą udzielonego kredytu" a „całkowitą kwotą kredytu" lub „kwotą wypłaconą". Jeżeli pierwsza z nich jest wyższa od drugiej, a różnica wynika z doliczonych kosztów, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że umowa wpisuje się w problematykę rozstrzygniętą przez TSUE.

Osoby, które spłacają kredyt w chwili obecnej, mogą złożyć wobec banku oświadczenie o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego. Skutkiem takiego oświadczenia jest przekształcenie kredytu: kredytobiorca nadal spłaca kapitał, ale zostaje zwolniony z obowiązku uiszczania odsetek i pozostałych kosztów należnych bankowi na podstawie umowy.

Osoby, które kredyt już spłaciły, również nie są bez szans. Mogą bowiem dochodzić zwrotu nadpłaconych odsetek i kosztów. Należy jednak pamiętać o rygorystycznych terminach: uprawnienie do złożenia oświadczenia o SKD wygasa po roku od dnia całkowitego wykonania umowy. Dla osób, które zamknęły kredyt w 2025 roku, ten termin biegnie już teraz.

Teraz czas na polskie sądy i na sankcję kredytu darmowego

W Polsce narzędziem tym jest sankcja kredytu darmowego (SKD), przewidziana w art. 45 Ustawy o kredycie konsumenckim. Mechanizm jest prosty i radykalny zarazem: jeżeli kredytodawca naruszył określone obowiązki wynikające z Dyrektywy 2008/48/WE, w tym prawidłowe określenie całkowitej kwoty kredytu i rzetelne obliczenie RRSO, konsument może złożyć wobec banku oświadczenie o skorzystaniu z SKD. Skutek tego oświadczenia jest rewolucyjny: kredyt staje się darmowy. Kredytobiorca spłaca wyłącznie kapitał faktycznie otrzymany – bez odsetek, bez prowizji, bez żadnych dodatkowych kosztów. Wszystko, co nadpłacił ponad pożyczoną kwotę, może odzyskać.

Problem w tym, że przez ostatnie lata polskie sądy stosowały SKD bardzo niejednorodnie. Część składów sędziowskich przyznawała konsumentom rację i zasądzała zwrot nadpłat. Inne oddalały powództwa, uznając, że naruszenia nie były wystarczająco istotne lub że mechanizm kredytowania prowizji mieści się w granicach swobody umów.

Podsumowanie

Wyrok TSUE w sprawie C-744/24 to kamień milowy w procesie budowania realnej ochrony konsumentów na rynku kredytów konsumenckich w Polsce. Trybunał potwierdził to, o czym prawnicy konsumenccy mówili od lat: bank nie może naliczać odsetek od kwot, które nie zostały faktycznie udostępnione kredytobiorcy. Praktyka „kredytowania kosztów", choć powszechna i przez długi czas tolerowana przez sądy, jest niezgodna z prawem unijnym.

Dla kredytobiorców to sygnał do działania. Weryfikacja umowy, konsultacja z prawnikiem i jeśli wada zostanie potwierdzona, złożenie oświadczenia o sankcji kredytu darmowego to kroki, które warto rozważyć bez zbędnej zwłoki. Czas, jak zawsze w sprawach konsumenckich, działa na niekorzyść tego, kto zwleka.