Średnia cena litra oleju napędowego w Polsce wynosi obecnie 8,99 zł, a benzyna jest – jak powiedział premier Donald Tusk – „trochę tańsza”. Szef rządu ocenił jednocześnie, że rekordowe ceny na światowych rynkach mogą utrzymywać się jeszcze przez pewien czas.
Premier powiązał sytuację na rynku ropy z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Zwrócił uwagę, że państwa tego regionu odpowiadają za jedną trzecią światowego wydobycia surowca. Według przytoczonych przez niego danych przed konfliktem eksport z regionu sięgał 30 mln baryłek dziennie, a we wrześniu wynosił już tylko 12 mln baryłek.
Ceny paliw mogą pozostać wysokie
Tusk ocenił, że trzeba liczyć się z tym, iż konflikty w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie będą trwały jeszcze przez wiele miesięcy. Wskazywał również na niepewność dotyczącą dalszych działań administracji prezydenta USA Donalda Trumpa. Jego zdaniem oznacza to, że rekordowe ceny na światowych rynkach mogą utrzymywać się jeszcze przez jakiś czas.
Rząd chce jednocześnie uruchomić mechanizm, który ma pozwolić na obniżenie cen na polskich stacjach. Na podpis prezydenta czeka ustawa wprowadzająca podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Pieniądze uzyskane z tej daniny mają finansować program osłonowy „Ceny Paliwa Niżej”.
Rząd czeka na podpis prezydenta
Premier przekonywał, że rozwiązanie nie ma ingerować bezpośrednio w działalność koncernów paliwowych ani wskazywać im, co i za ile mają kupować lub sprzedawać. Podatek ma obejmować – zgodnie z argumentacją szefa rządu – nadzwyczajne zyski firm. Tusk ocenił, że jest to najbezpieczniejszy sposób sfinansowania obniżek bez sięgania po pieniądze z budżetu państwa.
Ustawa obejmuje nadzwyczajne zyski osiągnięte ze sprzedaży paliw ciekłych w okresie od marca 2026 r. do marca 2027 r. To druga próba wprowadzenia takiej daniny. Poprzednią wersję prezydent Karol Nawrocki skierował w lipcu do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, wskazując na zarzut naruszenia zasady niedziałania prawa wstecz.
Podatek ma sięgnąć 60 proc.
Zgodnie z ustawą daniną mają zostać objęci producenci paliw w Polsce oraz podmioty sprowadzające paliwa z zagranicy na podstawie odpowiedniej koncesji. Dla producentów stawka ma wynosić 60 proc. podstawy opodatkowania, rozumianej jako nadwyżka przychodów ponad poziom wynikający z marży referencyjnej. Dla sprzedawców niebędących producentami przewidziano stawkę 50 proc.
Wpływy z podatku szacowano pierwotnie na około 4 mld zł. Mają one finansować kolejną odsłonę programu „Ceny Paliwa Niżej”, którego całkowity koszt Ministerstwo Finansów określiło na około 5,2 mld zł. Premier wcześniej deklarował uruchomienie obniżek cen paliw po podpisaniu ustawy przez prezydenta.
Czytaj też:
W Polsce zabraknie paliwa? Minister zabrał głos Czytaj też:
Ceny paliw coraz wyższe. Tam diesel przekroczył barierę 9 zł/l
