Opłata reprograficzna w ogniu krytyki ministerstw. Resort kultury ma spory problem

Opłata reprograficzna w ogniu krytyki ministerstw. Resort kultury ma spory problem

Piotr Gliński
Piotr Gliński / Źródło: Newspix.pl / TEDI
Mógł być przełom, a jest tor przeszkód – tak można podsumować prace nad ustawą o artystach zawodowych, zmieniająca też rozporządzenie o opłacie reprograficznej. Ministerstwo Kultury musi się teraz zmierzyć nie tylko z zarzutami dystrybutorów elektroniki, ale krytyką innych resortów. Za to artyści chcą jeszcze więcej i apelują, objąć opłatą także smartfony.

Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu na początku czerwca resort otrzymał opinie od szeregu instytucji i organizacji do swojej ustawy o artystach zawodowych, która przy okazji modyfikuje listę urządzeń objętych opłatą reprograficzną. To właśnie ten dodatek do ustawy sprawił, że zrobiło się o niej głośno (zresztą, to nie pierwszy raz, gdy opłata reprograficzna powraca).

Opłata reprograficzna w nowej wersji

W dużym skrócie: Ministerstwo Kultury chce, aby rozszerzyć opłatę reprograficzną i objąć nią komputery, laptopy czy tablety. Pieniądze w ten sposób pozyskane miałyby trafić w połowie do artystów potrzebujących wsparcia finansowego (z tych środków będą pokryte ich składki na ubezpieczenia społeczne itd.), a w połowie do organizacji zbiorowego zarządzania (OZZ), które później rozdysponują je między uprawnionych do tego autorów.

Rozszerzenie listy urządzeń może jednak wpłynąć na ceny elektroniki, o czym alarmowali wielokrotnie jej producenci czy importerzy. Jednocześnie podnosili, że trudno w obecnych czasach uzasadnić pobieranie opłaty reprograficznej, która ma rekompensować artystom potencjalnie utracone przychody z powodu kopiowania ich utworów, zwłaszcza gdy muzyka i filmy są oglądane po prostu w sieci, a nie ściągane np. na twarde dyski (te od lat są objęte opłatą). 4 proc. – tyle miałaby wynosić nowa stawka opłaty reprograficznej (z małymi wyjątkami), a według szacunków producentów co najmniej o tyle wzrosłyby ceny elektroniki. Po prostu koszty opłaty zostałyby przerzucone na klienta końcowego.

Organizacje artystyczne zadowolone, te od elektroniki – już mniej

Ponieważ projekt jest ministerialny (odpowiada za niego wiceminister kultury Wanda Zwinogrodzka, która niedawno na ten temat rozmawiała z „Wprost”) towarzyszą mu szerokie konsultacje z organizacjami i innymi ministerstwami. W przypadku tych pierwszych, to te reprezentujące środowiska artystyczne cieszą się na wieść o planowanych zmianach. Niektóre, jak np. Związek Kompozytorów Polskich, oczekuje, by resort poszedł krok dalej:

„Związek Kompozytorów Polskich z satysfakcją przyjmuje do wiadomości, że oczekiwana od wielu lat ustawa (...), jest w finalnym stadium opracowania. (...). ZKP oczekuje, że opłatą reprograficzną objętą zostaną wszystkie urządzenia nagrywająco-odtwarzające powszechnego użytku, zarówno zatem laptopy, jak i smartfony”.

W tej opinii ZKP pojawia się jeszcze inny, konfliktowy wątek wokół opłaty reprograficznej. W rozporządzeniu na liście urządzeń nie znalazły się smartfony, choć tak planowano. Jednocześnie na liście urządzeń wymieniane są takie: „Odtwarzacz audio lub audio-wideo z funkcją nagrywania lub odtwarzania nośników zewnętrznych”, co może prowadzić do różnych nadinterpretacji.

Związek Polskich Autorów i Kompozytorów ZAKR chce z kolei, by wzrosła wysokość wsparcia finansowego z planowanego Funduszu Wsparcia Artystów Zawodowych (to do niego będą spływały wpływy z opłaty reprograficznej). „Artyści w przeważającej części od dawna żyją poniżej minimum socjalnego, więc opłacenie składki miesięcznej, nawet w wysokości zmniejszonej do 20%, dla większości artystów będzie wielkim problemem. (...). Obecna propozycja zawarta w projekcie ustawy nie rozwiązuje naszej dramatycznej sytuacji, ponieważ wielu artystów, szczególnie w tym trudnym okresie lockdownu, nie osiąga minimalnych dochodów określonych w projekcie rozporządzenia MKDNiS” – czytamy.

Tak jak ZKP, tak i ZAKR chce rozszerzenia opłaty na smartfony, ponieważ „4/5 muzyki odtwarzane na urządzeniach elektronicznych odtwarzane jest właśnie na smartfonach”. „Nie wyobrażamy sobie nieumieszczenia smartfonów na liście urządzeń objętych opłatą za dozwolony użytek. Nasze oczekiwanie w tej sprawie jest oczywiste” – pada w piśmie ZAKR, a organizacja zaznacza, że chciałaby, aby smartfony zostały objęte 2 proc. opłaty reprograficznej.

Czytaj też:
Kazik Staszewski o państwowej pomocy dla artystów: Kolejna kradzież nazywana podatkiem

Dystrybutorzy elektroniki wytaczają argumenty

Gdy organizacje związane z artystami oczekują więcej, dystrybutorzy i producenci elektroniki nie składają broni i próbują utrącić opłatę reprograficzną (zyskali zresztą silnych sojuszników w rządzie, o czym później). Zwiążek Cyfrowa Polska – co zresztą zapowiadał w rozmowie z „Wprost” szef tej organizacji Michał Kanownik – krytykuje wyłącznie opłatę reprograficzną i jej ramy.

„(...). stawki Opłat ustalone w Nowym rozporządzeniu ws. Opłat wykraczają poza zakres godziwej rekompensaty, (...), jako że obciążają one towary importowane z innych państw członkowskich Unii Europejskiej i nie znajdują one oparcia w przepisach Dyrektywy 2001/29, ich legalność może budzić wątpliwości w świetle wyrażonych w TFUE zasad swobodnego przepływu towarów” – czytamy, za Cyfrowa Polska zaznacza, że nie chce „pozbawić twórców jakiegokolwiek prawa do godziwego wynagrodzenia”, a jedynie walczy o ograniczenie poziomu obciążeń nakładanych na przedsiębiorców.

Opłata reprograficzna, a konkretnie nowa lista urządzeń, zawiera też m.in. dekoder telewizji cyfrowej z funkcją nagrywania. Głośny sprzeciw wobec tych planów wyraziła więc telewizja Canal+, która w piśmie do Ministerstwa Kultury wskazuje:

„(...) dekoder telewizji cyfrowej z funkcją nagrywania nie jest urządzeniem nabywanym przez abonenta w celu dokonywania zwielokrotnień utworów w ramach użytku prywatnego”.

Sieć Komputronik wieszczy z kolei, że opłata reprograficzna w wysokości 4 proc. podniesie ceny sprzętu elektronicznego o 4,92 proc. Jako przykład podano laptopa wycenionego na 3335 zł – po zmianach jego cena miałaby wzrosnąć o 173 zł.

Nieoczekiwany sojusznik. Ministerstwo Rozwoju po stronie przedsiębiorców

Jeszcze przed skierowaniem projektu do konsultacji przedstawiciele ministerstwa zapewniali, że prowadzili rozmowy z Ministerstwem Finansów (zresztą nie bez powodu – pobór opłaty reprograficznej ma przejąć skarbówka). Zapomniano jednak najwidoczniej do rozmów włączyć Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii. Ten resort wytoczył najcięższe działa w sporze o opłatę (trochę nieoczekiwanie, choć , który zawiaduje tym ministerstwem, wielokrotnie podkreślał, że będzie stał po stronie przedsiębiorców).

MRPiT podnosi te same argumenty, co przedsiębiorcy: wskazuje na niską marżowość obrotu sprzętem elektrycznym i elektronicznym (między 0,3 a 0,8 proc.) i niedokładne zapisy w przepisach, jak np. brak wyłączenia z opłaty sprzętu kupowanego na użytek biznesowy czy administracyjne. „Dodany art. 20a ust. 2 pkt 1 przenosi obowiązek zapłaty opłaty reprograficznej na osobę fizyczną, będącą przedsiębiorcą, która zakupiła towar na własny użytek, w sytuacji wprowadzenia na rynek krajowy z pominięciem zakupu za pośrednictwem importerów, itp. Rozwiązanie to wydaje się nadmiernie restrykcyjne szczególnie w sytuacji, gdy zakup jest dokonany na własny użytek osoby fizycznej” – czytamy.

MRPiT wskazuje wprost, że: „Uznaje za niezasadną propozycję Ministerstwa Kultury (...)”.

Jednocześnie nie tylko MRPiT ma zastrzeżenia. Łukasz Schreiber, minister-członek w KPRM, pisał, że ma wątpliwości nie co do zmian w opłacie reprograficznej a w ustawie o artystach zawodowych (ma powstać rejestr artystów zawodowych, którzy mogliby liczyć np. na ulgi, ale też właśnie wsparcie przy opłacaniu składek na ubezpieczenia społeczne).

„Projekt ustawy wymaga także przepracowania pod względem legislacyjnym i redakcyjnym, ze szczególnym uwzględnieniem wymogów stawianych przez Zasady techniki prawodawczej” – pada w piśmie Schreibera, a lista zastrzeżeń jest długa. Według KPRM potrzebne jest doprecyzowanie roli Polskiej Izby Artystów, której ministerstwo chce nadać „status organu administracji publicznej”. „Ponownej analizy, wyeliminowania wątpliwości i uspójnienia wymagają uregulowania w obszarze prawnofinansowym” – czytamy.

Także ma sporo uwag do projektu ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego. Jedną z nich wielokrotnie artykułowaliśmy na łamach „Wprost”, mianowicie mało precyzyjne zapisy na liście urządzeń, co rodziło spekulacje, czy objęte opłatą zostaną też smartfony. Podobnego zdania jest też resort finansów:

„Zarówno w uzasadnieniu do projektu, jak i OSR pojawia się informacja, iż w większości krajów europejskich opłatą objęte są nowoczesne urządzenia, m.in. smartfony, natomiast z przedłożonych materiałów nie wynika jednoznacznie, czy po wejściu w życie projektowanej ustawy również w Polsce smartfony będą objęte taką opłatą”.

Na tym nie koniec, ponieważ MF podkreśla, że szacunki dotyczące wpływów z tytułu opłaty reprograficznej mogą być błędne. Po prostu poprzednie wyliczenia uwzględniały objęcie smartfonów opłatą, a jeśli wyłączyć te urządzenia, to należałoby ponownie wyliczyć dochody z tego tytułu.

Rząd Zjednoczonej Prawicy już drugi raz w ciągu roku (w 2020 projekt utrącił walczący o reelekcję ) próbuje zmodyfikować rozporządzenie o opłacie reprograficznej, tym razem jednak wraz z nową ustawą i wprowadzeniem statusu artysty zawodowego. Na razie należałoby poczekać na efekty prac nad projektem po tym, jak zgłoszono do niego liczne poprawki. W tej chwili, przy tylu zastrzeżeniach, należy oczekiwać, że raczej przejdzie on gruntowne poprawki, zanim trafi do komitetów w KPRM.

Czytaj też:
Opłata reprograficzna. Bez podwyżek się nie obędzie. Producenci nie wezmą ich na siebie

Źródło: WPROST.pl
+
 0

Czytaj także