Wicepremier Emilewicz. Podniesiemy gospodarkę za 2 lata

Wicepremier Emilewicz. Podniesiemy gospodarkę za 2 lata

Jadwiga Emilewicz
Jadwiga Emilewicz / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyzewski
Wicepremier Jadwiga Emilewicz nie pozostawiła wątpliwości, że odbudowanie polskiej gospodarki zajmie co najmniej 2 lata.

Polska wicepremierka gościła w TVP Info. – W horyzoncie dwóch lat polska gospodarka powinna wrócić do poziomu z początku 2020 roku –powiedziała minister rozwoju.

Wicepremier powiedziała jednocześnie, że polska gospodarka cierpi z powodu koronawirusa SARS-CoV-2 wywołującego chorobę COVID-19 mniej niż gospodarki innych krajów Unii Europejskiej.

Jadwiga Emilewicz wskazała, że na tle innych krajów europejskich polska gospodarka w najmniejszym stopniu ucierpiała przez kryzys wywołany epidemią koronawirusa.

– Szacunki są różne. Są oczywiście nasze wewnętrzne, ministerstwa finansów, ale także patrzymy uważnie na to, co dzieje się w państwach, które są dwa, trzy miesiące przed nami, jeśli chodzi o wychodzenie z pandemii – powiedziała Jadwiga Emilewicz.

Wicepremier wskazała, że statystyki przedstawione ostatnio przez Komisję Europejską są dla naszego kraju korzystne. KE Szacuje, że w 2020 roku polski PKB spadnie o 4,3 proc., ale w przyszłym roku wzrośnie o 4,1 proc. – Chcielibyśmy, aby ten scenariusz się rzeczywiście spełnił, aby się sprawdził – stwierdziła wicepremier.

– Liczymy, że te wszystkie działania, które podjęliśmy, sprawią, że w horyzoncie dwóch lat powinniśmy wrócić do poziomu, w jakim byliśmy na początku tego roku – powiedziała.

Komisja Europejska szacuje, że bezrobocie w Polsce wzrośnie mniej niż w innych krajach UE (do 7,5 proc. wobec 9,6 w strefie euro i 9 proc. w UE). PKB strefy euro ma spaść o 7,7 proc. w UE o 7,4 proc. a w Polsce o 4,3 proc. Dług publiczny wg KE w Polsce w 2020 roku roku wzrośnie do 58 proc. PKB (w strefie euro 102 proc. PKB). Tymczasem deficyt sektora publicznego ma wynieść w Polsce 9,5 proc. wobec 8,5 dla strefy euro.

Czytaj też:
Emilewicz o orzeczeniu SN w sprawie wyborów: Nie jestem wróżką
Czytaj też:
„Godziny dla seniora”. Czy obowiązują w piątek 8 maja?

Źródło: TVP Info
 2
  •  
    Było 2 milliony elektrycznych samochodów 50,000 mieszkń, Centralny Port Komunikacyjny i wiele innych obietnic i celów. Okazały sie bzdurami.
    Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć a nie w kółko wymyślać nowe bajki. Dojdzie nowy budżet Uni a ten budzie udzielany patrząc na praworzadnoqc tak ze jak będzie większy trochę od polskich wpływów tło dobrze, a unijne dotacje to praktycznie wzrost polskiego PKB. Inne kraje Uni wygrają na tym prezesowym marszu do dyktatury. Polak potrafi, damy radę.
    • Tak pisowska kasta defrauduje pieniądze

      Wybory, których nie było

      Wybory miały być pokazem skuteczności Jacka Sasina i Poczty Polskiej. Miały odbyć się w trybie korespondencyjnym. Okazało się jednak, że władza za wszystkie formalności i prace wzięła się zbyt późno. 10 maja wyborów nie będzie. Jest za to chaos prawny i debata, jak z tego wszystkiego wybrnąć.

      Mało tego, wydano też konkretne kwoty pieniędzy. Z budżetu wypłynęły na przygotowania wyborów spore sumy. Jakie konkretnie? Według RMF FM, mowa o kilkunastu milionach złotych.

      Wejdźmy na poszczególne punkty “kosztorysu”. Samo drukowanie kart wyborczych, zdaniem RMF FM, kosztowało nas wszystkich przynajmniej 5 milionów złotych. 10 milionów wydała Poczta. Te pieniądze poszły na zamówione koperty, pakowanie czy magazynowanie pakietów wyborczych. Prawdę powiedziawszy jednak to tylko szacunkowe koszty. Te trudno dokładnie oszacować, bo nie podpisano żadnej umowy w tej sprawie.

      Czytaj także