Gra o wielką stawkę

Gra o wielką stawkę

Inwestycyjne porozumienie UE i Chin, zdjęcie ilustracyjne
Inwestycyjne porozumienie UE i Chin, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pexels / Tom Fisk
Centrum światowej gospodarki i handlu przenosi się z Atlantyku na Pacyfik. Niemcy mają tego świadomość i chcą być wśród rozdających karty, a nie kartą rozdawaną przez innych. Stąd m.in. ich zaangażowanie w forsowanie umowy UE-Chiny. Umowy korzystnej dla Niemiec, ale także, z czego niewielu zdaje sobie sprawę, dla Polski – mówi prof. dr hab. Bogdan Góralczyk z Centrum Europejskiego UW.

Umowa o inwestycjach Chiny-UE (CAI) była negocjowana od 2013 roku. Długo wydawało się, że rozmowy utknęły w martwym punkcie. W ostatnich dniach 2020 roku komunikat: jest porozumienie. Dlaczego właśnie teraz?

Umowa CAI to konsekwencja szeregu zmian, które mogliśmy obserwować na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Lat, które dla Chin są okresem ciągłego wzrostu. Startując pod koniec 1978 r. do reform, Chiny były biedne, zacofane, bez żadnych rezerw. Na pierwszy bilion dolarów w postaci rezerw walutowych pracowały niemal trzy dekady. Osiągnęły go w 2006 r. Po dekadzie, w 2016 r. nastąpiło zaś coś, co osobiście nazywam prawdziwym przewrotem kopernikańskim. Chiny stały się eksporterem kapitałów. Nie tylko eksporterem towarów, jak do tej pory. Zaczęły inwestować za granicą, także na terenie UE. Efekt? Z materiałów KE wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat inwestycje chińskie na terenie Europy sięgnęły sumy 120 mld euro, podczas gdy unijne na terenie Chin zamykają się sumą 140 mld euro.

Chiny otwierają się na świat?

Potrzebują tego. To coś, czego uczy nas historia rozwoju wielkich mocarstw. Każde imperium w fazie wzrostowej potrzebuje coraz więcej rynków. Poszukuje ich, a w tej fazie są właśnie Chiny. Poza tym Chiny przyjęły niedawno założenia kolejnego, czternastego już planu 5-letnigo. Plan na lata 2021-2025 przewiduje realizację nowej strategii rozwoju państwa, nazywanej modelem podwójnego obrotu. Plan zakłada stymulację rozwoju gospodarczego opartą na dwóch obiegach. Pierwszy to kwitnący rynek wewnętrzny i klasa średnia, którą Chiny mają zamiar zbudować. Drugi – to globalizacja i silne postawienie na rynki zewnętrzne. W tym kontekście, Chinom potrzebni są partnerzy zewnętrzni.

Takim partnerem ma być UE?

Tak, chociaż dla Chin jednym z najbardziej intratnych partnerów są oczywiście Niemcy. To działa zresztą w obie strony. Połowa eksportu UE na teren Chin to eksport z terytorium Niemiec.

Stąd sukces rozmów ws. umowy UE-Chiny? Mówi się że parła do tego głównie kanclerz Merkel.

Tak naprawdę ona to przeforsowała w ostatnich dniach prezydencji niemieckiej. Ale nie zapominajmy, że to umowa negocjowana od lat. Umowa, która miała być podpisywana już jesienią br., ale wszystkim zachwiała pandemia. Proszę zwrócić także uwagę na niezmiernie ciekawy skład wideokonferencji podczas której zakomunikowano porozumienie. Po stronie chińskiej siedział przywódca ChRL Xi Jinping a po stronie unijnej cztery osoby: przewodnicząca KE Ursula von der Leyen, przewodniczący RE Charles Michel, kanclerz Angela Merkel, ale także, nie do końca wiadomo z jakiego klucza… prezydenta Francji Emmanuel Macron.

Jak to czytać?

Plan jest prawdopodobnie taki: Umowa przeforsowana w ostatnich dniach prezydencji niemieckiej. Rok 2021 – burzliwy okres ratyfikacji. W 2022 r. zamknięcie procesu ratyfikacji – w okresie prezydencji francuskiej. Przypuszczam też. że zawarto jakiś rodzaj porozumienia niemiecko-francuskiego, bo – jak się wydaje – bez niego porozumienia z Chinami tak szybko by nie było.

Będą problemy z ratyfikacją?

Będzie zgrzytało. Państwa unijne są wobec tej umowy podzielone. Spodziewam się burzliwych procesów ratyfikacyjnych, zarówno w PE jak i kolejnych państwach członkowskich. Unia, jak wiadomo, nie jest monolitem. Interesy chińskie w każdym z państw są rozłożone inaczej. Jedne mają do zyskania więcej niż inne. Jest też oczywiście kwestia wartości. W trakcje wieloletnich negocjacji umowy UE-Chiny kwestia przestrzegania przez Chiny praw człowieka była wielokrotnie podnoszona. Kwestia stosunku do pracy przymusowej, sprawa Hongkongu, Tajwanu, Xinjiangu, przykłady można mnożyć.

Porozumienie podpisano, bo Europa, proszę wybaczyć kolokwializm, odpuściła częściowo kwestię praw człowieka?

Na pewno. Dlaczego? Bo chce robić interesy z najdynamiczniej rozwijającą się gospodarką świata. To kolejna rzecz, której uczy nas historia. W zestawieniu wartości z interesami, zawsze wygrywają interesy. A tu mamy do czynienia z grą o wielką stawkę.

Czyli?

Już od jakiegoś czasu centrum gospodarki i handlu światowego, przesuwa się z Atlantyku na Pacyfik. To tendencja, którą pandemia jedynie przyspieszyła. Obserwujemy narodziny nowego świata, który nie będzie już prawdopodobnie europocentryczny. Niemcy mają tego świadomość. Dlatego wchodzą do gry na euroazjatyckim kontynencie. Chcą być w grze. Rozdawać karty, zamiast być kartą rozdawaną przez innych.

To umowa korzystna dla Niemiec. A dla Polski? Jak wygląda to z naszej perspektywy?

CAI jest korzystna dla Niemiec, co nie musi oznaczać. że dla nas nie. Jest wręcz przeciwnie. Jedna trzecia polskiego eksportu trafia do Niemiec. Dopóki statystyki wyglądają w ten, a nie inny sposób, to co dobre dla Niemiec, jest dobre także dla polskich firm. To prosta kalkulacja. Gdyby większość naszego eksportu trafiała np. do Wielkiej Brytanii, to co dobre dla niej, byłoby też dobre dla nas. Prosta osmoza i nie ma powodu, by obrażać się na fakty. Trzeba wyciągnąć z nich wnioski. A wnioski są takie, że rozwój handlowy Niemiec jest dobry także dla polskich firm, nawet jeśli są one jedynie podwykonawcami firm niemieckich. Czy wie pani, że młodzi Chińczycy zapijają się Żubrówką? Oczywiście, są przekonani, że to produkt niemiecki, bo jego dystrybutorem na rynku chińskim jest niemiecka firma. Jest też inna kwestia, o której w Polsce często zapominamy. Chiny są bardzo zainteresowane polskim rynkiem, co już nam się opłaca, ale w przyszłości może opłacać się znacznie bardziej.

Czego Chiny szukają w Polsce?

Chodzi o nasze położenie geograficzne. Zainteresowanie Chin polskim rynkiem wynika z mapy. Jednym z największych chińskich projektów ostatnich lat jest, rozpisana na dekady, inicjatywa Pasa i Szlaku. W jej ramach tkwi projekt transportu drogą lądową towarów do Europy i z Europy. Szlak prowadzi przez Kazachstan, Rosję, Białoruś i Polskę. To szlak, który docelowo biegnie na zachód Europy, a także do Skandynawii, ale Polska jest jego bardzo ważnym elementem, na czym, jako pośrednik, możemy bardzo dużo zyskać, ale potrzebna jest wyobraźnia i wola polityczna, a z tym bywa różnie.

Zawsze mówiło się że, przynajmniej z historycznego punktu widzenia, nasze położenie geograficzne jest fatalne. Pomiędzy wielkimi potęgami. Dziś to atut?

Z punktu widzenia handlu z Chinami nasze położenie geograficzne jest najlepsze, jakie można sobie wymarzyć. Chiny określają siebie jako państwo środka, a Polska to - jak napisałem w jednym ze swoich tekstów - państwo środka w środku Europy. To bardzo mocna karta przetargowa.

Mimo to Polska sprzeciwiała się przyspieszeniu rozmów z Chinami.

Argumentowano, że z podejmowaniem wiążących decyzji należy poczekać na nową administrację amerykańską. Polska domagała się tego najgłośniej, chociaż – z tego, co wiem – nie była odosobniona. CAI to przecież ze strony Chin próba wbicia klina w relacje transatlantyckie, czyli pomiędzy Stany Zjednoczone i UE. Relacje, które – bądźmy – szczerzy zostały mocno nadwyrężone działaniami administracji Donalda Trupa.

Chinom zależało na dogadaniu się z UE zanim do gry wkroczy Biden?

To znacznie bardziej skomplikowana kwestia. Konflikt Chiny-USA jest głęboki, strukturalny. Ameryka już jakiś czas temu, moim zdaniem zresztą za późno, poczuła się zagrożona wzrastającą potęgą Chin. To sytuacja, w której dotychczasowy hegemon czuje, że traci przewagę i robi wszystko, by ją zachować. Stąd wojna handlowa i technologiczna z Chinami. To polityka, która wraz z przyjściem do Białego Domu nowego prezydenta prawdopodobnie nie ulegnie zmianie. Zmianie może ulec natomiast - i są już pierwsze sygnały tego, że tak właśnie będzie - stosunek Stanów do UE. Ocieplenie stosunków, odbudowa relacji transatlantyckich. Zarówno Stany jak i Chiny szukają dziś sojuszników. Stany wolą także, by Europa zamiast z Chinami handlowała z USA. Kontekst strategiczny CAI jest bardzo szeroki, dlatego wywołuje ona tak szerokie dyskusje.

CAI to umowa inwestycyjna. Wiemy że Chiny zobowiązują się w niej m.in. do szerszego otwarcia swojego rynku przed firmami europejskimi. Znamy konkrety?

Porozumienie ogłoszono w ostatnich dniach 2020 roku. Ponad miesiąc czekaliśmy na publikacje szczegółowych zapisów. Z pewnym opóźnieniem wobec tego co planowano, tekst umowy opublikowano dopiero 22 stycznia. Potrzeba trochę czasu, by nie tylko przeczytać ale i zanalizować zapisy tego prawie 1000 stronicowego tekstu, bo – jak wiadomo – diabeł tkwi w szczegółach.

Czy to znaczy, że umawiam się na kolejną rozmowę?

Z przyjemnością.

Czytaj też:
Przełom w relacjach Chiny-UE? Jest porozumienie w sprawie umowy inwestycyjnej
Czytaj też:
Unia Europejska i Chiny podpisały umowę, która ochroni m.in. polską wódkę

 0

Czytaj także