Spór, jaki nastąpił później, dotyczył tego, co oznacza ten zapis: KE chciała zawęzić definicję do instalacji faktycznie już budowanych w grudniu 2008 r., zaś Polska zabiegała o uwzględnienie także tych, które są zaplanowane w przyszłości. Stronie rządowej chodziło o uwzględnienie potrzeb modernizacyjnych polskiej energetyki opartej na węglu. Z listu unijnej komisarz wynika, że porozumienie z KE obejmuje łącznie instalacje na 15 tys. MW energii elektrycznej.
List Hedegaard potwierdza, że decydujące mają być zapisy polskiego prawa budowlanego. A to oznacza, że do uznania "fizycznego rozpoczęcia prac" wystarczają już np pomiary geodezyjne na miejscu budowy, co jest w liście wyraźnie napisane. Hedegaard pisze także, że choć nie jest wymagane pozwolenie na budowę, potrzebna jest wyraźna zgoda na nową elektrownię Generalnego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Ponadto komisarz podkreśla wymóg, że "można dostarczyć prawnego dowodu fizycznego zainicjowania prac przed końcem 2008 r.". I z zadowoleniem odnotowuje, że na spotkaniach roboczych Polska zgodziła się już na zaproponowany przez nią kompromisowy zapis.
Nowy unijny system handlu emisjami CO2 zakłada, że większość pozwoleń będzie sprzedawana na aukcjach, a nie rozdawana za darmo jak dotychczas. Według rządowych szacunków, na początku w 2013 r. polska gospodarka zaoszczędzi na bezpłatnych emisjach dla elektrowni 14 mld złotych. A spełnienie polskich postulatów na szczycie w 2008 r. zapobiegnie drastycznym podwyżkom cen prądu.
Oficjalnie Komisja Europejska nie chce potwierdzić porozumienia między komisarz Hedegaard a ministrem Kraszewskim, które jeszcze musi być zatwierdzone przez ekspertów "27". Podkreśla, że trwają wciąż rozmowy z krajami członkowskimi, jak dokładnie należy rozumieć zapisy pakietu klimatyczno-energetycznego. Po uzgodnieniu stanowisk, KE ma wydać wytyczne w tej sprawie. Na ich podstawie, w 2011 r. kraje mają złożyć wnioski o przyznanie bezpłatnych uprawnień konkretnym zakładom spełniającym te warunki.
PAP, arb