O co chodzi w awanturze o OFE?

O co chodzi w awanturze o OFE?

Dodano:   /  Zmieniono: 8
W Polsce dzieje się tak wiele rzeczy ważnych i bardzo ważnych (które fotele w Sejmie zajmą posłowie stowarzyszenia „Polska jest najważniejsza”? Czy Kaczyński zaproponuje secesjonistom z PiS powrót w pokutnych workach?), że czasem unikają naszej uwadze prawdziwe perełki.
Ot choćby taka wypowiedź – było nie było – wicepremiera Waldemara Pawlaka na temat OFE. Zwycięski w wyborach samorządowych Pawlak mówi o planach pozbawienia Funduszy ich części składki emerytalnej: „Te instytucje finansowe mają prawie 300 miliardów złotych w swoich portfelach, więc mają co inwestować".

Trudno się z wicepremierem nie zgodzić. 300 miliardów złotych to ładny kawałek grosza i niewątpliwie można go z zyskiem (lub stratą) zainwestować. W kraju gdzie przeciętny obywatel na swój pierwszy milion musi pracować około 25 lat (w tym czasie powinien oczywiście zrezygnować z takich luksusów jak chleb, woda i opłata za czynsz jeśli chce ów milion zobaczyć w całości na swoim koncie) ludzie, którzy dysponują 300 miliardami złotych muszą budzić zrozumiałą niechęć lub przynajmniej nieufność. Nic dziwnego więc, że wicepremier wymienia tę kwotę – wiemy już, że na biednych nie trafiło i nawet gdyby ZUS już nigdy nie przekazał OFE ani złotówki. to i tak na chleb z masłem właścicielom Funduszy nie zabraknie. Kto z nas opowie się za interesami takich krwawych kapitalistów? A gdyby ktoś jednak tych kapitalistów troszkę żałował Pawlak na wszelki wypadek odpala drugą bombę: Nie wyobrażam sobie sytuacji, że będą cięte wynagrodzenia nauczycieli i lekarzy, a transfery do OFE pozostaną – mówi wicepremier. A wy sobie wyobrażacie? Nauczyciele mają przymierać głodem, a krwiopijcy z OFE będą napychać swoje sakwy złotówkami? Nigdy!

Warto jednak ochłonąć i jeszcze raz wsłuchać się w to co mówi wicepremier, skupiając się przede wszystkim na tym o jakich 300 miliardach złotych mówimy i dlaczego Pawlak przedstawia alternatywę: albo nauczyciele, albo OFE. Otóż pieniądze, które trafiły do OFE nie zostały zrabowane przez pracowników Funduszy na gościńcach – to nasze oszczędności na świetlaną przyszłość, które mają sprawić, że po 35 latach pracy będzie nas stać na wakacje – jeśli nie na Florydzie (wiadomo, kryzys finansowy pokrzyżował nam szyki), to choćby w Ciechocinku. To, że te pieniądze są w OFE a nie w ZUS-ie wynika z założeń reformy emerytalnej, ale nawet gdyby trafiły one do kasy Zakładu, a nie do Funduszy – to wciąż byłyby to nasze składki emerytalne, które mają zapewnić bezpieczną starość tym, którzy dziś codziennie o 8 rano karnie maszerują do pracy.

Dziś rząd chce, aby przez jakiś czas składki przestały trafiać do OFE – i znów jak dawniej w całości były przekazywane ZUS-owi (do którego i tak – zgodnie z założeniami reformy – trafia większa część owej składki). Ok – być może rząd stwierdził, że OFE są nieskuteczne, źle inwestują nasze pieniądze, albo co gorsza chcą nas wykiwać i postanowił nas przed funduszami ocalić.

Teraz jednak pojawia się pytanie – jaki związek mają z tym wszystkim pensje nauczycieli i lekarzy? Przecież czy pieniądze trafią do ZUS-u, czy też do OFE – nie powinny mieć one wpływu na poziom bieżących wydatków państwa. Skoro bowiem mamy z nich korzystać za jakieś 30 lat – to do tej pory pieniądze te powinny puchnąć na kontach i pomnażać się dzięki rozmaitym inwestycjom. A inwestycja w pensję nauczyciela lub lekarza jest działaniem szlachetnym – ale zapewniającym zerową stopę zwrotu.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wypowiedź wicepremiera oznacza ni mniej ni więcej tylko to, że nie dość, iż ZUS wypłaca emerytury naszym dziadkom z pieniędzy, które wpłacają na konto Zakładu ich wnuki, to jeszcze okazuje się, że składki wpłacane przez wnuki są zbyt niskie by pokryć całość zobowiązań Zakładu wobec dziadków. Innymi słowy emerytury są dziś współfinansowane przez budżet państwa, a więc znów przez te same wnuki (tym razem z podatków). Co więcej - część współfinansowana przez budżet musi być z roku na rok coraz większa, skoro wicepremier grozi nam, że jeśli nie zabierzemy składek OFE – to trzeba będzie odebrać pieniądze nauczycielom (którzy również są beneficjentami budżetu). Z kolei jeśli zabierzemy składki Funduszom to przez jakiś czas będzie można finansować emerytury dziadków odbierając całość składek ich wnukom. Oczywiście prędzej czy później problem powróci bo proporcja dziadków do wnuków zmienia się na niekorzyść wnuków, co oznacza iż na nasze emerytury nie będzie już komu pracować. Po co jednak rozwiązywać problem dziś, skoro może jutro rządzić będzie kto inny?

A poza tym ci wstrętni kapitaliści mają na kontach 300 miliardów złotych.  


 8

Czytaj także