Minęło 15 lat od wejścia Polski do UE. W polskim rolnictwie w tym czasie nastąpił prawdziwy skok cywilizacyjny. Dzięki szerokiemu strumieniowi pieniędzy na wsi zmieniło się praktycznie wszystko. W tym okresie trafiło na nią 220 mld zł, czyli ponad połowa całego budżetu państwa na 2019 r. albo pieniądze na wypłacanie programu 500+ w ciągu pięciu lat.
Zbigniew Słoma i jego syn, Jacek, mają dzisiaj jedno z najnowocześniejszych gospodarstw rolnych we wschodniej Polsce. 400 ha kukurydzy, rzepaku, pszenżyta i pszenicy. Wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Przed sezonem planuje się budżet i inwestycje. Przychody są wyliczane wyłącznie na podstawie tego, co urodzi ziemia.
Dopłaty i granty mogą być dla nich jedynie miłym dodatkiem, ale nie sposobem na utrzymanie. W pełni zautomatyzowany siew, nawożenie i opryski ograniczają do minimum zużycie środków i straty. Profesjonalne magazynowanie plonów i dostarczanie ich na czas do sprawdzonych partnerów biznesowych sprawia, że Słomowie nie mają żadnych zatorów płatniczych. Niejedna firma działająca w pobliskiej białostockiej strefie ekonomicznej mogłaby pozazdrościć takiego managementu. Historia rodziny Słomów jest modelowym przykładem na to, że spełnienie „American dream” możliwe jest również w Polsce. Dziś wartość ich „przedsiębiorstwa” jest wyceniana na kilkanaście milionów złotych. A przecież zaczynali od zera.
– Pod koniec lat 80. dziadek kupił ojcu kilka hektarów ziemi – mówi „Wprost” Jacek Słoma. – Tata systematycznie dokupował ziemię. Ale traktowany był wówczas jak wariat. Ze wsi uciekał wtedy każdy, kto mógł, a swoją gospodarkę ludzie oddawali za grosze. On jeden skupował ziemię w całym województwie.
O tym, jak zmieniło się polskie rolnictwo, przeczytasz w specjalnym dodatku „Wprost” na Forum Ekonomiczne w Krynicy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.