Franczyzowy front

Franczyzowy front

Żabka, franczyza (zdj. ilustracyjne)
Żabka, franczyza (zdj. ilustracyjne) / Źródło: mat.prasowe
Uruchomienie własnego biznesu to sposób na to, by stać się swoim własnym pracodawcą. Jednak zwłaszcza teraz może być ryzykowne. Swego rodzaju parasol ochronny oferują sieci franczyzowe, jak jednak pokazała rzeczywistość, franczyza nie daje 100 proc. gwarancji na sukces.

Stwierdzenie, że pandemia dotknęła każdy sektor gospodarki, po roku zmagań z koronakryzysem to truizm. Tyle tylko, że są branże, którym udało się uniknąć problemów związanych z wprowadzanymi co rusz lockdownami i obostrzeniami. Inne natomiast od marca 2020 r. cały czas walczą o przetrwanie – nierzadko wbrew prawu, co wiemy z medialnych doniesień z ostatnich miesięcy.

Ze skutkami COVID-19 zmagają się zarówno małe przedsiębiorstwa, jak i ogromne sieci, a także franczyzy. Właśnie w tym ostatnim przypadku kwestia dawania odporu kryzysowi jest skomplikowana: umowy z franczyzodawcami są podpisywane na długie lata, w trakcie zawirowań w gospodarce mało kto może chcieć rzucać się na – pośrednio – własny biznes, do tego dochodzą kwestie najmu, także w galeriach. Według – zaznaczmy: bardzo ogólnych – szacunków Polskiej Organizacji Franczyzodawców i branżowego portalu franchising.pl w 2020 r. działało w Polsce ponad 1,3 tys. sieci franczyzowych i ponad 83 tys. franczyzobiorców. Z czego 80-85 proc. pod markami krajowymi, a tylko co piąty był marką zagraniczną.

Koronakryzys rozdawał ciosy nierówno

Liczba nowych franczyz jeszcze do niedawna z roku na rok dynamicznie rosła. Podczas gdy w 2015 r. jednostek franczyzowych było w Polsce około 68 tys., w 2018 r. – już ponad 79 tys. Można się domyślać, że gdyby nie koronakryzys, ponownie można byłoby mówić o wzroście. Brakuje jednak teraz dokładnych danych, jak i czy franczyza w Polsce wyszła obronną ręką z kryzysu. Do dyspozycji pozostają szczątkowe dane. Nie jest jednak tak, że COVID-19 całkowicie wygasił zainteresowanie franczyzą czy ostro wyhamował rozwój tego sektora.

Wszystko zależy od tego, na którą z gałęzi franczyzy się spojrzy: bezsprzecznie najbardziej ucierpiały te w gastronomii (choć nie wszystkie), sektorze odzieżowym i branży fitness. W ich przypadku lockdowny sprawiły – zwłaszcza w przypadku restauracji i siłowni – że te biznesy stały się nierentowne, a marki odzieżowe ledwie wiązały koniec z końcem. Na drugim biegunie są franczyzy sprzedające artykuły spożywcze, usługi dla klientów indywidualnych (w Polsce franczyzami są punkty takich gigantów jak PKO BP czy PZU) czy artykuły przemysłowe, a także te pośrednie, jak Orlen.

– Przed pandemią ze względu na niskie marże mało kto rekomendował, by inwestować w sklepy spożywcze. Tymczasem ten biznes okazał się odporny na wstrząsy i od ubiegłego roku skala przechodzenia właśnie do tego segmentu rynku jest ogromna. Gastronomia cierpi, a jedyne biznesy gastronomiczne, które radzą sobie nie najgorzej, to te, które w jakiś sposób na dobre zagościły w ogólnej świadomości jako biznesy na dowóz: a więc pizzerie i sushi. Nieźle radzą sobie też sklepy handlujące artykułami budowlanymi. Gorzej – przede wszystkim z powodu decyzji administracyjnych o zamknięciu – sklepy z odzieżą. Podobnie branża fitness – tak aktualną sytuację na rynku ocenia Arkadiusz Słodkowski, członek zarządu Polskiej Organizacji Franczyzodawców.

Dobrze obrazują to dane Głównego Urzędu Statystycznego ze stycznia 2021 r. w porównaniu z analogicznym okresem sprzed pandemii. Podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą i obuwiem zanotowały spadek sprzedaży detalicznej o 40,8 proc. (w styczniu 2020 r. był to wzrost o 10,5 proc.).

Wzrost odnotowano np. tam, gdzie handlowano meblami, RTV czy AGD (o 7,1 proc.). Branża odzieżowa, choć przeniesiona do sieci, traci przede wszystkim na zamknięciu galerii handlowych, w których funkcjonują też takie sieci franczyzowe jak Vistula, Wólczanka, Diverse albo Bytom. Głośno było o problemach Gatty, a konkretnie jej właściciela, firmy Ferax.

Cyfryzacja i korzyści z lockdownu

Kryzys wymusił na biznesie podjęcie pewnych kroków unowocześniających, bez których zostałby w tyle. Słodkowski ocenia, że wiele biznesów franczyzowych czeka teraz to, co w 2008 r. spotkało banki po pęknięciu bańki na rynku mieszkaniowym: muszą przebudować swoje modele działania, w tym konstrukcję opłat i umów, by lepiej i sprawniej reagować na bieżące potrzeby rynku. Zaznacza, że wiele zyskują te biznesy, które jeszcze przed pandemią lub w jej trakcie postawiły na cyfryzację oraz odświeżyły swoje rozwiązania e-commerce.

W ten trend cyfrowy wpisało się Bricomarché (sieć z produktami do domu i ogrodu, zarządzana przez Grupę Muszkieterów, koncept franczyzy z Francji), ponieważ już w 2019 r. wystartowała ze sprzedażą online (a to w dobie pandemii atut) i z Bricomatami (automaty paczkowe). Ponadto w 2019 r. otworzyła osiem supermarketów i sześć składów budowlanych (było jedno zamknięcie sklepu), wynik za 2020 rok jest porównywalny: pod marką Bricomarché otworzono dziewięć supermarketów i jeden przyłączono na zasadach partnerstwa (zamknięto jedną placówkę), a w pierwszym kwartale 2021 r. otworzono jeden sklep. Do końca bieżącego roku sieć planuje uruchomić jeszcze kilkanaście placówek pod swoim szyldem.

Bricomarché, jak i inne sklepy budowlane, to cichy zwycięzca pandemicznej zawieruchy. Polki i Polacy w 2020 r., w trakcie lockdownów po prostu masowo decydowali się na remonty, zajęli się ogrodami. – Nie mając możliwości podróżowania, inwestują w swoje domy, ogrody czy balkony. Niskie stopy procentowe spowodowały z kolei duże inwestycje w nieruchomości. Urzędy notują rekordową liczbę wniosków o warunki zabudowy. To z pewnością będzie przekładało się na handel asortymentem do domu i ogrodu – podsumowuje Bartłomiej Tarłowski, kierownik ds. rekrutacji i szkoleń franczyzobiorców w Grupie Muszkieterów.

Jak trwoga, to po koncept

Okazuje się też, że mimo pandemii zainteresowanie potencjalnych franczyzobiorców rośnie. Tarłowski z Grupy Muszkieterów opisuje, że to m.in. skutek odpływu przedsiębiorców z innych gałęzi gospodarki, które zostały dotknięte przez pandemię. – Przedsiębiorcy z branż takich jak np. eventy, gastronomia czy transport szukają alternatyw w biznesie. Są gotowi całkowicie się przebranżowić i zainwestować zgromadzony kapitał w nową działalność gospodarczą. Nie mają pomysłu, ale też i czasu no to, aby budować coś od podstaw. Z tego powodu interesują się franczyzą. Szukają sprawdzonych systemów – mówi Tarłowski.

Innym przykładem cichego zwycięzcy jest znana z każdego zaułka sieć Żabka (chwali się zresztą, że jej rozpoznawalność nad Wisłą to według badań 97 proc., dla porównania: w badaniach CBOS dotyczących rozpoznawalności prezydent i premier mają po 96 proc.). Firma przekazała „Wprost” dane dotyczące liczby sklepów:: w 2018 roku otwarto ich 700, a rok później niewiele mniej, bo 652. Natomiast, co może zadziwić, w 2020 roku pojawiło się około 1000 nowych Żabek (w całym kraju jest ich 7103).

Franczyza wciąż pozostaje w jakimś stopniu formułą, która pozwala na założenie własnego biznesu z gotowymi koncepcjami, systemem i marką. Żabka to rozpoznawalna sieć, która gwarantuje zainteresowanemu sklep wart około 200 tys. zł i wymaga jedynie wniesienia 5 tys. zł.

Sieć podkreśla, że nie każdy biznes pod jej szyldem kończy się sukcesem franczyzobiorcy, bo według jej szacunków około 10 proc. nowo otwartych sklepów nie osiąga zakładanego przychodu. Jednak – to dane z 2019 roku – zaledwie 8 proc. franczyzobiorców rezygnuje z prowadzenia biznesu.

W odpowiedzi na pytania „Wprost” Żabka wskazuje też na fakt, że kryzys COVID-19 napędza trochę rynek: „Istotnym czynnikiem rozwoju franczyzy jest także pojawienie się na rynku pracy osób, które straciły dotychczasowe zatrudnienie i szukają nowego pomysłu na życie zawodowe. Nierzadko kierują one swoje kroki ku konceptom franczyzowym”.

Jest też druga strona medalu, na którą zwraca uwagę Słodkowski. Niektóre firmy po prostu rezygnują, nie czekając na tarcze, znikają z franczyzowej mapy Polski. – Smutnym przykładem jest branża fitness i gastronomia restauracyjna, które dostawały raz po raz ciosy. Znam osoby, które były właścicielami takich biznesów i nie czekały nawet na drugi, trzeci lockdown. Jeszcze w trakcie pierwszego po prostu zwinęły interes – mówi.

To zresztą siłownie i kluby fitness – zrzeszone w Polskiej Federacji Fitness – głośno artykułowały swoje niezadowolenie, a ostatecznie zapowiedziały pozew zbiorowy wobec rządu za wprowadzenie lockdownu. W federacji są m.in. takie sieci franczyzowe jak Xtreme Fitness Gyms.

Franczyzodawcy w ofensywie

Życie franczyzobiorcy, nawet tego, którego branża nie odczuła tak bardzo skutków pandemii, nie jest oczywiście usłane różami. Jednocześnie Arkadiusz Słodkowski z POF podkreśla, że choć system współpracy zapisany w umowach między franczyzobiorcami a franczyzodawcami wymaga stałości, to w sytuacji kryzysu musiano znaleźć sposób na jego uelastycznienie. – Znam przypadki, kiedy franczyzodawcy w związku z sytuacją na rynku wstrzymywali pobieranie opłat franczyzowych na jakiś czas. Sporo wsparcia od franczyzodawców dostają też ci franczyzobiorcy, którzy mają biznesy w galeriach handlowych. A oni mają najciężej, bo są związani długoletnimi umowami najmu. Dawcy licencji pomagają im w negocjacjach – mówi.

Franczyzodawcy mimo chwilowej zadyszki spowodowanej lockdownem raczej pozytywnie patrzą w przyszłość, dowodem na to jest ich lobbowanie za stworzeniem Kodeksu Franczyzy. Ma on zbudować nowoczesne podstawy rynku franczyzy po pandemii. Założenia Kodeksu już powstały w ramach prac zespołu przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw Adamie Abramowiczu. Finalne prace nad nim rozpoczęły się w połowie stycznia w 2021 roku.

Artykuł został opublikowany w 17/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także