Złodzieje nie oszczędzają nawet „elektryków”. Motywacje mogą zdumiewać

Złodzieje nie oszczędzają nawet „elektryków”. Motywacje mogą zdumiewać

Ładowanie elektrycznego auta
Ładowanie elektrycznego auta Źródło: Unsplash / Zaptec
W Polsce coraz częściej mamy do czynienia z kradzieżą kabli do ładowania „elektryków”. Motywacje sprawców mogą zdumiewać.

W Polsce rośnie popularność samochodów elektrycznych. Z niedawnych danych Licznika Elektromobilności wynika, że pod koniec października zeszłego roku po polskich drogach jeździło 212 689 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. To o niemal 20 tys. więcej niż pod koniec sierpnia 2025 roku. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła w październiku 107 931 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 104 758 szt.

Złodzieje kradną kable do ładowania „elektryków”

Popularność “elektryków” nad Wisłą przyciąga złodziei. Dziennik.pl pisze o pladze kradzieży kabli do ładowania samochodów elektrycznych i hybryd plug-in. Przypadki niszczenia infrastruktury odnotowano już praktycznie w każdym województwie.

Kradzieże utrudniają, a nawet uniemożliwiają korzystanie z samochodów elektrycznych, powodując opóźnienia w podróżach i dostawach towarów. Proceder generuje również ogromne straty po stronie operatorów stacji ładowania. Serwis zwraca również uwagę na fakt, iż rozbudowa infrastruktury dla samochodów elektrycznych jest bardzo często objęta dotacjami ze środków publicznych, co oznacza, że złodzieje niszczą mienie, które w znacznym zakresie sfinansowało państwo z naszych podatków.

Operatorzy ładowarek sami starają się walczyć z przestępcami poprzez instalację monitoringu czy systemów alarmowych.

Sprawców nie odstraszają dość surowe kary. Za kradzież i niszczenie mienia grozi do 5 lat pozbawienia wolności. Naprawa jednej stacji po takiej kradzieży to wydatek od 15 do nawet 21 tys. zł.

Dlaczego kradną?

Dlaczego mamy do czynienia z kradzieżami na tym polu? Tak jak w większości przypadków może decydować chęć szybkiego zarobku. Kabel do ładowania samochodów elektrycznych zawiera od 4 do 10 kg miedzi. Za taki przewód można otrzymać w skupie złomu ok. 200 zł. Właściciele takich punktów muszą pamiętać, że za paserstwo w Polsce grozi nawet 5 lat więzienia.

Pojawiają się jednak głosy, że motywacją może być celowy sabotaż. Jak wyjaśnia serwis, chodzi o ideologiczną niechęć do elektomobilności i wszystkiego, co związane z samochodami elektrycznymi. Świadczyć o tym może sposób działania – kabel jest ucinany tuż za prowadnicą, czyli ok. 1 metra od samej stacji, a obcięty kawałek z wtyczką ląduje w pobliskich krzakach czy rowie.

Czytaj też:
Spektakularny skok na bank w Niemczech. Złodzieje przewiercili się do skarbca
Czytaj też:
Dopłaty do elektryków już nie wrócą. Końcówka transzy programu z KPO

Źródło: Dziennik.pl