Dolina Krzemowa w Polsce to bajka dla naiwnych. Nigdy jej nie będzie. I dobrze

Dolina Krzemowa w Polsce to bajka dla naiwnych. Nigdy jej nie będzie. I dobrze

Natalia Świrska Startup Program Manager CEE w OVHcloud
Natalia Świrska Startup Program Manager CEE w OVHcloud / Źródło: OVHcloud
Możemy zapomnieć o bajkach, że w Polsce powstanie druga Dolina Krzemowa. Nigdy nie było takiej możliwości i już jej nie będzie. Zdaniem Natalii Świrskiej, która pełni funkcję menedżera programu startupów w firmie OVHcloud, to dobrze i nawet nie powinniśmy próbować kopiować Amerykanów w tym zakresie.

Bolesław Breczko, Wprost: Będziemy mieli w Polsce drugą Dolinę Krzemową? Albo którąkolwiek Dolinę Krzemową?

Natalia Świrska, OVHcloud: Mam nadzieję, że nie.

O, to dość niespotykane stwierdzenie. Dlaczego?

Nawet nie powinniśmy budować drugiej Doliny Krzemowej. Bo jeśli będziemy chcieli kogoś kopiować, to raczej nie wyjdzie nam to lepiej, a prawdopodobnie gorzej. Powinniśmy tak jak Estonia, Izrael i inne małe państwa, które odnoszą sukces na runku startupów, znaleźć swoją niszę. Jeśli będziemy chcieć robić wszystko najlepiej, to niczego nie będziemy robić dobrze.

Jakie są największe wady polskiego środowiska startupów? Może zacznijmy od samych startupowców.

Pierwszym, największym błędem jest niechęć do wymiany wiedzy. Ten problem jest do znudzenia wałkowany przez środowisko startupowców. Wszyscy o tym wiedzą, ale nikt z tym nic nie robi. Bo kto miałby zacząć? Z drugiej strony, jeśli zaczniemy opowiadać o swoich porażkach, to może to zniechęcić inwestorów.

Dlaczego ważne jest dzielenie się wspomnianymi porażkami?

Nawet nie chodzi jedynie o dzielenie się porażkami, ale w ogóle doświadczeniem. Polscy startupowcy boją się, że jeśli opowiedzą o swoich projektach, to ktoś im je ukradnie, a my przecież nie konkurujemy ze sobą nawzajem, tylko z resztą świata, a przynajmniej tak powinniśmy do tego podchodzić.

Jakie są inne błędy startupowców?

Kolejnym jest chęć do zrobienia wszystkiego na raz, zamiast skupienia się na konkretnym problemie i dopiero potem dodawania kolejnych funkcji. Czyli działanie wbrew temu powiedzeniu „better done than perfect”, czyli lepiej, żeby projekt działał, niż w nieskończoność był usprawniany i odkładany moment uruchomienia. Przez to wolniej się rozwijamy. W Stanach Zjednoczonych panuje kultura robienia w pierwszej kolejności absolutnie podstawowego produktu, żeby sprawdzić, czy w ogóle ktoś to kupi. My za to chcemy budować idealne produkty, a sprzedażą to niech najlepiej zajmie się ktoś inny.

A jak wyglądają błędy po drugiej stronie, czyli wśród inwestorów?

Polski rynek inwestorski kuleje i mówię, to z pełną świadomością. Nie mamy praktycznie inwestorów prywatnych, wszystkie firmy i fundusze mają kapitał unijny, albo pochodzący z polskiego budżetu publicznego z małym dodatkiem prywatnych środków.

To źle, że państwo i Unia wspierają rozwój startupów?

Nie, ale nie w takiej formie, jaka obowiązuje u nas. Granty są po prostu za małe i dają możliwości do tego, żeby firmy mogły myśleć o szybkiej skalowalności. W Polsce osiągnięciem jest miliona złotych przez startup, kiedy na Zachodzie takie transakcje załatwia się na przysłowiowym śniadaniu

A poza finansowaniem, czy państwo tworzy dobre warunki do rozwoju innowacji w Polsce?

Niestety nie. Jeśli nakładane są coraz wyższe podatki na firmy i osoby lepiej zarabiające, to nie pozwalamy im się bogacić, żeby one potem mogły inwestować. Sprowadza się to do tego, że lepiej zarabiający uciekają z Polski i nie myślą o tym, żeby tu inwestować. Wolą pojechać do Estonii, gdzie nie ma CIT-u dla startupów, do Czech, gdzie jest bardziej przyjazne prawo, czy też do Rumunii.

Do Rumunii? Nie sądziłem, że Rumunia może być dla nas konkurencją.

Rumunia nie jest dla nas konkurencją, bo nas już dawno prześcignęła. Teraz może być dla nas wzorem do naśladowania. Dłużej mieli komunizm, ale stworzyli lepsze warunki dla przedsiębiorców i startupów.

Wróćmy do inwestorów, w końcu to od nich zależy życie startupów.

Albo śmierć, nie wiem, co częściej. Problemem jest to, o czym już wspominałam, czyli finansowanie z budżetu państwa. Startupy muszą działać i rosnąć szybko, a to kłóci się z ideą wydawania publicznych pieniędzy, które muszą być pieczołowicie kontrolowane i nadzorowane. Oprócz tego startup, który chce wyjść poza Polskę i szuka pieniędzy np. na rynku unijnym, może mieć problem. Zachodnie fundusze niechętnie inwestują w spółki, które mają polskie, publiczne pieniądze.

Dlaczego?

Bo z tym wiążą się problemy gospodarcze, problemy prawne, problemy podatkowe. Boją się, że te problemy sprawią, że ich inwestycja po prostu się nie zwróci. Świat widzi też nasze problemy polityczne. Polska nie zachęca do inwestowania.

Zakończmy pozytywnie. W czym jesteśmy silni?

Naszą siłą są ludzie. Jesteśmy pracowici i potrafimy dobrze radzić sobie w ciężkich, niestandardowych sytuacjach. Nigdzie nie spotkałam tak zaradnych ludzi jak Polacy. Gdyby połączyć to z lepszymi warunkami do rozwoju to nie zastanawialibyśmy się jak zrobić w Polsce Dolinę Krzemową, bo byśmy mieli własną i lepszą dolinę innowacji.

Czytaj też:
Startupy po szwajcarsku. Czemu są na pierwszym miejscu, a my w ogonie?

Źródło: WPROST.pl
 5

Czytaj także