Spory dotyczące kredytów frankowych od lat dominują w polskich sądach i w ogromnej większości kończą się po myśli kredytobiorców. Najczęstszym rozstrzygnięciem jest unieważnienie umowy, co w praktyce oznacza rozliczenie stron bez wynagrodzenia za korzystanie z kapitału po stronie banku. Klienci odzyskują wpłacone raty, oddając jedynie sam kapitał.
Spory z bankami
Dotychczas banki próbowały ograniczać skutki przegranych, stosując strategię dwóch postępowań. Kredytobiorca pozywał bank o unieważnienie umowy, a bank w osobnym pozwie domagał się zwrotu kapitału. Taki model nie tylko wydłużał procesy, ale przede wszystkim umożliwiał bankom naliczanie ustawowych odsetek za opóźnienie, które obecnie sięgają 9,5 proc. rocznie.
To właśnie odsetki stały się jednym z najważniejszych elementów sporów. W wielu przypadkach decydowały o tym, która strona po potrąceniu wzajemnych roszczeń wychodziła finansowo na plus. Przykłady pokazują, że przy długim czasie trwania procesu kwoty samych odsetek potrafiły sięgać kilkudziesięciu lub nawet ponad stu tysięcy złotych.
Coraz częściej banki, świadome rosnącej liczby przegranych, zaczęły szukać sposobu na rozliczenie kapitału i rat w jednym postępowaniu. Takie rozwiązanie ma również znaleźć się w projektowanej ustawie frankowej, której celem jest usprawnienie postępowań i zmniejszenie liczby spraw w sądach, gdzie toczy się ich obecnie około 180 tysięcy.
Kluczowe znaczenie ma jednak wyrok Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 22 stycznia 2026 r. (sygn. C-902/24). TSUE uznał, że bank może podnieść zarzut potrącenia w sprawie wytoczonej przez konsumenta – także w formie ewentualnej – i rozliczyć się w jednym procesie, nawet jeśli do końca broni ważności umowy.
Decyzja TSUE
Jednocześnie Trybunał postawił wyraźną granicę. Jeżeli bank utrzymuje, że umowa jest ważna, wezwanie do zwrotu kapitału nie wywołuje skutków prawnych, w tym nie uruchamia biegu odsetek za opóźnienie. Oznacza to, że bank nie może jednocześnie twierdzić, że umowa obowiązuje, i naliczać odsetek tak, jakby była nieważna.
W praktyce to rozstrzygnięcie radykalnie zmienia rachunek sporów. Odsetki – będące jednym z najdroższych elementów postępowań – przestają działać na korzyść banków. Przy założeniu, że bankowi nie przysługują odsetki od kapitału, a kredytobiorca zachowuje prawo do odsetek od swojego roszczenia, różnice w końcowym rozliczeniu sięgają dziesiątek tysięcy złotych.
TSUE potwierdził również, że bank nie może żądać zwrotu całego udostępnionego kapitału z pominięciem już spłaconych rat. Po unieważnieniu umowy sąd musi porównać faktyczne przepływy między stronami i rozliczyć wyłącznie różnicę.
Choć wyrok nie odbiera bankom prawa do potrącenia, wyraźnie ogranicza jego opłacalność. To oznacza, że strategia procesowa banków będzie musiała ulec zmianie, a tysiące toczących się spraw może zakończyć się znacznie korzystniej dla frankowiczów.
Czytaj też:
Kontrowersyjna umowa opóźni się? Europosłowie zdecydowali Czytaj też:
To ważny wyrok dla franowiczów. TSUE ponownie prokonsumencki
