Ryszard Florek dla „Wprost”: Gdyby nie nadgorliwość urzędników, zatrudniałbym dwa razy więcej ludzi

Ryszard Florek dla „Wprost”: Gdyby nie nadgorliwość urzędników, zatrudniałbym dwa razy więcej ludzi

Ryszard Florek, prezes Fakro
Ryszard Florek, prezes Fakro Źródło:Materiały prasowe / Fakro
– W Polsce podejście urzędników i polityków do przedsiębiorcy jest takie, że to oni łaskawie pozwalają przedsiębiorcy się bogacić, natomiast w zamożnych krajach politycy i urzędnicy zastanawiają się, w jaki sposób mogą pomóc przedsiębiorcy, bo wiedzą, że rozwój rodzimych firm powoduje wzrost bogactwa całego społeczeństwa – mówi z okazji Dnia Przedsiębiorcy Ryszard Florek, jeden z najbogatszych Polaków, właściciel nowosądeckiego FAKRO, drugiego największego producenta okien dachowych na świecie.

Szymon Krawiec, „Wprost”: Polska jest krajem dla przedsiębiorców?

Ryszard Florek: Myślę, że nadal tak. Mamy jeszcze duże szanse rozwoju, a to mogą zrobić tylko i wyłącznie polscy przedsiębiorcy.

Co ma dzisiaj zrobić 24-latek po studiach? Iść na etat czy założyć własną firmę?

Zależy od predyspozycji. Podobno tylko 2 proc. ludzi ma zdolności do prowadzenia własnego przedsiębiorstwa.

Na pewno warto zacząć od pracy na etacie, żeby nauczyć się branży, w której chce się działać, pewnego porządku korporacyjnego, zobaczyć, jak funkcjonuje firma.

Jak własna firma, to w jakiej branży? Bo w produkcji okien dachowych to chyba będzie jej trudno z panem konkurować.

Nowe technologie i usługi. Tam są większe szanse, niż na przykład w produkcji, gdzie konieczne są korzyści skali.

Z badań wynika, że młodzi firm zakładać nie chcą. Według badań Assay Group tylko 7 proc. Polaków chciałoby mieć własną firmę. Nieco bardziej optymistyczne jest ostatnie badanie Uniwersytetu Śląskiego. 54 proc. Polaków myśli o własnym biznesie, ale jednocześnie 70 proc. uważa, że klimat do prowadzenia własnej firmy w Polsce jest niekorzystny.

Wiadomo, że dzisiaj trudniej jest w Polsce prowadzić własną firmę. Głównie ze względu na większą konkurencję – krajową i zagraniczną.

W latach 90-tych, kiedy moje pokolenie zakładało firmy, w zasadzie każdy pomysł poparty ciężką pracą oznaczał pewny sukces. Teraz trzeba znaleźć ciekawy sposób na realizację potrzeb klienta lub potrzeby te realizować lepiej i taniej niż konkurenci.

Trzeba też mieć zabezpieczony kapitał na start, by utrzymać zespół i obrót firmy przez czas potrzebny do generowania zysków. Coraz trudniej jest w handlu, gdyż do Polski weszły silne zachodnie sieci, które subwencjonowane przez swoje kraje, szybko osiągnęły korzyści skali na naszym rynku, w zaawansowanym etapie tego procesu po prostu go betonując. Na tym etapie konkurowanie z nimi jest już praktycznie skazane na porażkę. Podobnie jest w produkcji, gdzie mając optymalne korzyści skali, duże zagraniczne firmy mogą mieć koszty produkcji i dystrybucji nawet o 50 proc. niższe niż mniejszy polski konkurent.

Czytaj też:
Walczymy o prawa polskich firm na rynku unijnym

Co dzisiaj najbardziej boli polskiego przedsiębiorcę?

W Polsce mamy jeden z najniższych poziomów kapitału społecznego w Europie. Jaki jest tego skutek? Mamy w Polsce wiele ustaw, które niepotrzebnie ograniczają rozwój gospodarczy kraju, a generują tylko korupcję. Dlatego powinny być zmienione. Zauważamy także nadgorliwość polskich urzędników przy interpretacji prawa unijnego. To, co w innych krajach jest dozwolone, na bazie tych samych przepisów unijnych, u nas jest zabronione. Przy interpretacji prawa w naszym kraju nie uwzględnia się interesu gospodarczego naszej polskiej wspólnoty ekonomicznej. I w końcu nie mamy w Polsce systemu ochrony konkurencji, takiego jaki jest w innych krajach, na przykład w Austrii.

Tylko w branży okien dachowych z powodu braku efektywnego systemu ochrony konkurencji, Polska traci co najmniej miliard złotych rocznie. Gdyby nie te przeciwności, FAKRO, które stworzyło 4 tys. miejsc pracy, mogłoby zatrudniać co najmniej 8 tysięcy ludzi.

Czym różni się prowadzenie firmy w Polsce a w bogatszych od nas krajach?

W Polsce podejście urzędników i polityków do przedsiębiorcy jest takie, że to oni łaskawie pozwalają przedsiębiorcy się bogacić, natomiast w zamożnych krajach politycy i urzędnicy zastanawiają się, w jaki sposób mogą pomóc przedsiębiorcy, bo wiedzą, że rozwój rodzimych firm powoduje wzrost bogactwa całego społeczeństwa, wpływów do budżetu i ich osobistych wynagrodzeń. Realizują po prostu rację stanu swojego kraju, służąc własnej gospodarce i społeczeństwu.

Jakiś konkretny kraj ujął pana tym, jak troszczy się o przedsiębiorców?

Na pierwszym miejscu wymieniłbym Chiny. Tam państwo troszczy się o rozwój chińskich firm, bo zdaje sobie sprawę, że dobro kraju zależy właśnie od ich rozwoju.

Przedsiębiorca nie czuje się jak zwierzyna łowna, ale jako główny aktor rozwoju gospodarczego kraju.

Na przykład Chińczycy dopłacają do eksportu chińskim firmom, aby te jak najszybciej zbudowały korzyści skali i były bardziej konkurencyjnymi na rynku globalnym.

Od lat wytyka pan swojemu największemu rywalowi, czyli duńskiemu Veluksowi, przykłady nieuczciwej konkurencji. To czym różni się prowadzenie biznesu w Danii a w Polsce?

Odwołam się może do statystyki. Na poniższych wykresach można porównać Danię i Polskę w odniesieniu do trzech parametrów:

1. Wymiarze kapitału społecznego wyrażanego w poziomie zaufania społecznego i przekonaniu, że większość ludzi stara się postępować uczciwie,

2. Liczbie firm globalnych osiągających obrót powyżej 1 mld dolarów oraz 

3. Średniemu wynagrodzeniu w Polsce i Dani.

Te dane mówią same za siebie.

Odsetek osób w wieku 16 i więcej lat przekonanych, że większość ludzi stara się postępować uczciwieLiczba firm globalnych w przeliczeniu na 5 mln mieszkańców

Co pan sobie myśli na widok polityków, którzy ogłaszają sukces, bo w Polsce zainwestowała niemiecka, chińska czy amerykańska firma?

To zależy. Jeżeli zagraniczna firma inwestuje tylko po to, aby ograniczyć rozwój polskim konkurentom, a to, co produkuje u nas z powodzeniem mogłyby wyprodukować lub już produkują polskie firmy, to trudno się z tego cieszyć. Natomiast tych realizujących w Polsce inwestycje, których z różnych względów (know-how, kapitał itd.) nie są w stanie podjąć polskie firmy, powinniśmy witać z otwartymi ramionami. Przy takich okazjach możemy dowiedzieć się, ile kosztuje stworzenie jednego miejsca pracy w Polsce.

Ostatnio głośno o inwestycji Intela w Polsce.

Właśnie. Firma ma zainwestować w Polsce 20 miliardów złotych. Przy okazji ma powstać 2 tys. miejsc pracy. Łatwo więc wyliczyć, że stworzenie jednego miejsca pracy w tym konkretnym przypadku kosztuje 10 mln zł!

Kiedy pan ogłasza jakąś inwestycję za granicą, to wita pana premier tamtejszego kraju?

Skala naszych inwestycji nie jest taka duża, żeby nas witał premier, ale standardem była i jest gościnność władz regionalnych i lokalnych.

Czytaj też:
Intel buduje zakład wart 19 mld zł we Wrocławiu. Morawiecki: największa inwestycja w historii Polski

Państwo troszczy się w Polsce o przedsiębiorców?

Jest coraz lepiej. Z pozytywów można wymienić uchwalenie Konstytucji Biznesu, powołanie Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców czy wprowadzenie rozwiązania podatkowego zwanego estońskim CIT-em. Polega na tym, że przedsiębiorca, który wypracowane zyski inwestuje w rozwój firmy, nie płaci podatku dochodowego CIT. Za wprowadzeniem tego podatku od wielu lat postulowała prowadzona przez nas Fundacja Pomyśl o Przyszłości.

Ale wiele jeszcze przed nami, zwłaszcza jeśli chodzi o podejście do gospodarki. Przykładowo w ostatnim czasie w debacie publicznej dużo mówimy o środkach unijnych z Krajowego Planu Odbudowy, których Polska do tej pory nie otrzymała. Jeżeli porównamy wartość bezzwrotnych środków z KPO, to zauważymy, że stanowią one jedynie 0,6 proc. polskiego PKB, czyli tego, co sami wywarzamy. Jeżeli jako społeczeństwo skupilibyśmy się na tworzeniu lepszego klimatu do rozwoju gospodarczego, moglibyśmy z powodzeniem środki te wypracować sami.

Z kim pana zdaniem kojarzy się dzisiaj Polakom przedsiębiorca? Ostatnio takie badania robił FOR w 2016 roku. Wyszło, że trzy czwarte Polaków nie wie, że przedsiębiorcy odpowiadają za wytwarzanie większego dochodu naszego kraju.

Myślę, że na niechlubny i niewłaściwy wizerunek przedsiębiorcy w Polsce złożyło się dużo rzeczy. Historycznie duży udział ma w tym propaganda komunistyczna. Kolejne władze w demokratycznej już Polsce też nie przyczyniały się do budowania tego wizerunku w pozytywnym wymiarze. Wręcz przeciwnie.

Sam słyszałem z ust ważnego polityka, że w Polsce ludzie mało zarabiają, bo przedsiębiorcy mało płacą.

Oczywiście przedsiębiorcy płacą, ale to nie oni ustalają wysokość wynagrodzeń, tylko rynek pracy. Przedsiębiorca, który za mało płaci traci pracowników, a przedsiębiorca, który za dużo płaci przestaje być konkurencyjny na rynku. Traci wtedy firmę, a pracownicy zatrudnienie.

W budowaniu tego wizerunku nie pomagają na pewno informacje o kolejnych zatrzymanych przedsiębiorcach. Choć od sprawy Romana Kluski minęły lata, to za wiele się tutaj nie zmieniło. Właścicieli firm zamyka się w aresztach często pod błahymi zarzutami, bez dowodów.

Rzeczywiście, takie sprawy jak sprawa Romana Kluski, kiedy przedsiębiorca starał się rozwijać nasz kraj i został za to srogo ukarany, nadal się zdarzają. Nie wszystkie zdarzenia gospodarcze da się precyzyjnie uregulować przepisami prawa, stąd w wielu przypadkach niezbędna jest interpretacja urzędnika. Ta z reguły jest niekorzystna dla przedsiębiorcy. Dlatego też Fundacja Pomyśl o Przyszłości postuluje powołanie Rzecznika Interesu Gospodarczego Kraju, który mógłby interweniować w sprawach, kiedy interpretacja litery prawa nie odpowiada interesowi gospodarczemu kraju. Przypadki, o których pan mówi, czyli niesłuszne oskarżenia przedsiębiorców, nadużywanie wobec przedsiębiorców aresztów tymczasowych również dowodzą niskiego poziomu kapitału społecznego w Polsce. To przejawy braku zaufania i dużej zawiści. A jak wspomnieliśmy to ogranicza nasz rozwój gospodarczy i wzrost naszej zamożności.

Listy 100 najbogatszych Polaków pomagają w budowaniu wizerunku przedsiębiorcy czy przeszkadzają?

Z tym jest różnie. U jednych budzą szacunek, a u innych zawiść. Ważne, aby przy publikacji tego typu rankingów wyjaśniać, że kwoty podawane przy nazwiskach przedsiębiorców, to nie pieniądze zgromadzone na ich prywatnych kontach bankowych, tylko szacunkowe wartości firm, które prowadzą.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że kwoty podawane w rankingach nie uwzględniają zadłużenia, które w biznesie czasem jest niezbędne, aby zapewnić ciągłość funkcjonowania i rozwój firmy.

Oprócz wartości przedsiębiorstwa, na listach powinna obowiązkowo pojawić się informacja, ile kosztuje utworzenie miejsca pracy w takiej firmie. Wartość jednego miejsca pracy możemy wyliczyć dzieląc wartość aktywów firmy przez liczbę zatrudnionych. Na przykładzie Intela wiemy, że może to być nawet 10 mln złotych. Polskie firmy są niestety niedoinwestowane w porównaniu z ich zagranicznymi konkurentami. Aby dogonić międzynarodowych rywali, potrzebują dużo większych zysków. Nie ma innej możliwości sfinansowania nowych i obecnych miejsc pracy niż przez zysk.

W bogatszych od nas krajach obecność na liście 100 kojarzy się z sukcesem, u nas o pieniądzach nadal rozmawia się trudno. Dlaczego?

Tutaj znów kłania się wspomniany brak kapitału społecznego w naszym kraju oraz niewystarczająca wiedza o funkcjonowaniu gospodarki globalnej. Nie dziwię się przedsiębiorcom, którzy nie chcą być na takiej liście i narażać się na zawiść.

Czytaj też:
Dlaczego Polska nigdy nie będzie krajem innowacji. „Latami pracowaliśmy na wizerunek europejskich frajerów”

To może w Polsce nie opłaca się być bogatym, tylko lepiej być biednym?

Jeżeli chcemy żyć w naszym kraju bezpiecznie, jeżeli chcemy, aby nasze dzieci nie emigrowały za pracą do zamożnych europejskich państw, musimy wspólnie rozwijać naszą gospodarkę i budować bogactwo. Trzeba zacząć od kapitału społecznego, od współpracy na rzecz rozwoju gospodarczego wszystkich grup społecznych. W życzliwym i współpracującym środowisku przedsiębiorcy będą mieli motywację do rozwijania swoich firm, a to jest w interesie wszystkich obywateli.

Co zrobić, żeby więcej młodych ludzi chciało założyć w Polsce własny biznes?

Budować kapitał społeczny. Wysoki poziom kapitału ludzkiego, czyli między innymi wykształcenie, kwalifikacje, doświadczenie zawodowe, już w naszym kraju wykorzystaliśmy. Do dalszego rozwoju gospodarczego jest potrzebny kapitał społeczny, czyli większe zaufanie, większa współpraca i wspólne wspieranie rodzimych firm. Badania wskazują, że kapitał społeczny determinuje dalsze tempo wzrostu gospodarczego w 53 proc. Ci, którzy chcą zakładać własne firmy, muszą wiedzieć, że będą przyjaźnie traktowani przez państwo i swoich klientów. Muszą czuć, że to ich najlepsze miejsce do życia, że bycie u siebie w domu jest najlepszym rozwiązaniem.

Nadal aktualne jest powiedzenie, że przedsiębiorczością i pracą się ludzie bogacą?

Myślę, że to jest dobra puenta tego wywiadu.

Czytaj też:
Jak założyć firmę w kilku prostych krokach? Przedstawiamy poradnik
Czytaj też:
Morawiecki o przedsiębiorcach: Przyjęli ciosy w bardzo umiejętny sposób

Źródło: Wprost